Ostatni majowy weekend 2020.


Nadszedł weekend 23-24 maja w oczach mojej małżonki widziałem błysk i tęsknotę za wypadami na ryby całą rodziną tym bardziej, że weekend poprzedzający spędziliśmy na uroczystościach urodzinowych i nie było sposobności by spędzić go nad wodą pod kempingiem.  Dodatkowym bodźcem do wyjazdu nad wodę było to że kolejny weekend rozpoczynał sandaczową gorączkę i samolubnie chciałem poświęcić się temu nałogowi.

Czytaj dalej….

Majowy weekend.

Po sukcesie majówkowego wypadu pod kemping moja rodzinka stale zadawała pytanie. Kiedy ponownie pojedziemy? Mając nieco wydłużony weekend majowy o zaległy urlop wypoczynkowy stwierdziłem że jedziemy już w piątek ósmego maja. Dzieci natychmiast rozpoczęły pakowanie dokładając stale rzeczy do bagażu tak że ich torby zajęły prawie cały hol w domu. Rozbawiony pozwoliłem im na kreatywność w tym temacie a na drugi dzień zapytałem się gdzie chcą to wszystko zapakować.

Czytaj dalej….

Rodzinna majówka.


Majówkowy wypad rozpocząłem już dnia 30 kwietnia by ubiec innych wędkarzy i swobodnie rozbić się z kempingiem na upatrzonej wcześniej miejsówce. Przygotowania rozpocząłem już skoro świt  od obsługi kluczowej infrastruktury łowiska jaką jest toaleta. Porządne mycie i chlorowanie załatwiło problem z owadami i przykrym zapachem. W godzinach przedpołudniowych na łowisko wyholowałem moją przyczepę rozstawiłem przedsionek przy okazji wykorzystując uprzejmość kolegi Jacka który rzucał okiem na mój dobytek odbyłem jeszcze kilka kursów na łowisko by dostarczyć całe potrzebne akcesoria i żywność. W końcu w okolicy godziny siedemnastej do wody trafiły zestawy a ja cieszyłem się że będę mógł wyciągnąć spokojnie nogi i wypocząć. Moja sielanka nie trwała długo bo w jakieś pięć minut od wyciągnięcia umęczonego ciała na łóżku z drzemki wyrwał mnie dźwięk telefonu. Z którego po odebraniu rozległy się głosy dzieci z pytaniem “Tatusiu a możemy już dzisiaj przyjechać?”. No cóż mogłem powiedzieć innego jak “Tak”.

Czytaj dalej….

Kwietniowa rodzinna zasiadka.

Niedziela 26 kwietnia zapowiadała się cudownie, bardzo chciałem by po niedawnym zniesieniu obostrzeń moja rodzina zaznała jak najwięcej kontaktu ze słońcem i naturą. Podjąłem więc twardą męską decyzję że jadę na ryby wraz z rodziną. Małżonka oczywiście miała co nieco wątpliwości karmiona medialną propagandą, była nie na zżarty przerażona sytuacją z epidemią. Ja jednak mocno postawiłem na swoim wypowiadając mocne słowa  „Ja jadę na ryby z Wami lub bez Was” Wyszedłem z domu i spakowawszy sprzęt, wyruszyłem na ulubione łowisko.

Czytaj dalej….

Kwietniowy start.

Dwudziestego kwietnia polscy wędkarze odetchnęli wyrwani z jarzma obostrzeń wprowadzonych przez polski rząd w ramach walki z pandemią Covid-19. I ja mimo wykazywania obywatelskiego nieposłuszeństwa i ignorowania głupich zakazów chciałem w końcu połowić bez oglądania się za siebie. Smaczku łowieniu miał dodawać fakt że w pokrowcu rubinową barwą lśniły dwa nowe wędziska mające zastąpić w zestawie ucieczkowym starsze wędziska karpiowe. Tak bardzo chciałem poczuć ich pracę w czasie holu jakiejś przyzwoitej ryby. Jednak przeczucia jako alternatywę kazały mi zapakować mimo wszystko zestaw feederów do auta. Decyzja ta jak później się okazało była słuszna i to bardzo. Całe ulubione łowisko było zajęte pozostała więc opcja wędkowania na pozostałych stawach mojego koła i przerzucanie małych zarybieniowych karpików co mimo wszystko przy użyciu wędzisk feederowych było dość ciekawym i przyjemnym doświadczeniem.

Czytaj dalej….