Najlepszy Dzień Ojca

DSC_1610Dzień 26 czerwca jest dla nas ojców dniem szczególnym, wtedy nasze pociechy mogą pokazać nam jak bardzo im na nas zależy. Ja swój dzień ojca rozpocząłem od powrotu z nocnej wyprawy na ryby,  krótkiej drzemki i złożenia życzeń swojemu ojcu. Jak miło poczułem się zaskoczony gdy moja dwuletnia córeczka wraz z małżonką obudziły mnie i córeczka powiedziała ślicznie wierszyk, wręczyła własnoręcznie robioną lurkę z nieporadnie powycinanymi sercami.

Po części oficjalnej obchodów Dnia Ojca postanowiłem zabrać moją rodzinę na ryby, a ryby te były pamiętne ponieważ był to debiut wędkarski zarówno mojej małej córeczki jak i małżonki, która po 10 latach wspólnego pożycia w końcu dała się wyciągnąć.

Jako ojciec nie mogłem pozwolić sobie aby wyprawa była nieudana, więc nastawiłem się na połów mniejszych  ryb, w szczególności miałem nadzieję że dopiszą wzdręgi. Więc przygotowałem mój teleskop z serii Jaxon Adventure 3,90 c.w 25g kołowrotkiem Gelologic 4000, z dolnym hamulcem wypełnionym żyłką 0.14 marki  Dragon MAXIMA MATCH i feeder Mikado Tryton 3.30 c.w 100g z żyłką Dragon  Super Camou Feeder 0.18.na kołowrotku York Tontor 4004. Na teleskop powędrował 2g wagller, mocowany na stałe do żyłki, obciążenie rozproszyłem, przypon wykonałem w oparciu o hak 14 i żyłkę 0.10 firmy Balsax. Feeder przygotowałem podobnie jak do połowu linków czyli spławik 2g typu ołówek punktowo skupione obciążenie i hak nr 10 z krótkim trzonkiem wiązany bezpośrednio do żyłki głównej.

Za zanętę posłużyła znakomita zanęta firmy Gut-mix Performance Płoć czarna wzbogacona pinką białymi i kukurydzą. A przynętą były białe i kukurydza.

Feedera otrzymała moja małżonka która po krótkim instruktarzu potrafiła obsłużyć kołowrotek i zarzucić zestaw, po zanęceniu nie mielą minutka i moja połowa już holowała ślicznego linka, który wzbudził zachwyt zarówno u niej jak i u moje j córeczki. Linek po krótkiej sesji zdjęciowej wrócił do wody i zostawiwszy małżonkę samą sobie rozpocząłem połowy gdzieś na 20 metrze niedaleko kępy roślin.

Moja córeczka wpadała w zachwyt i kazała się fotografować z coraz to nowymi wzdręgami i okonkami, podskakiwała krzyczał „zarzuć tatusiu zarzuć”. Małżonka złowiła jeszcze kilka linków i okonia. Wszyscy cieszyliśmy się ze spędzonego wspólnie czasu a najbardziej chyba moja mala Magda.

Ale jak to się mówi wszystko co dobre szybko się kończy tak i ten wspaniały dzień musiał kiedyś minąć, więc spakowałem sprzęt i wróciliśmy do domu gdzie moje panie długo jeszcze przeżywały wypad na rybki.

Polub lub udostępnij
Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *