Paźdiernikowy karp.

Kopia-DSC_1743Według poczytnej prasy wędkarskiej i czołowych karpiarzy jesień to najlepsza pora na karpia jednak w moim przypadku z racji braku wolnego czasu czas ten był w bardzo słaby sposób wykorzystywany wędkarsko, skupiłem się w nim raczej bardziej na pracy niż na rybach co pewnie owocowało tak marnymi efektami. Jednak spotkawszy kolegę Darka w pracy nie mogłem nie zadać mu tego pytania więc wypowiedziałem standardową formułę „Darek jedziemy” padła równie standardowa odpowiedź „Gdzie? Na co? i Kiedy?”. Ale jak to w pracy różnie bywa dwukrotnie wyprawa była przekładana aż  16, 10, 2013 doszła do skutku. Udaliśmy się w nasze standardowe miejsce uprzednio zwalniając się z pracy około godziny. Na łowisku byłem około 16 gdzie zastałem już rozłożonego Darka który zabrał swój najnowszy gadżet łódkę do wywózki i chyba właśnie on okazał się kluczem do karpi żyjących w zbiorniku. Darek zaproponował wywiezienie moich zestawów więc skorzystałem z propozycji i zestawy swoje ulokowałem pod wierzbą  na załamaniu metrowej głębokości spadku. Łowiłem na zestaw końcowy który zrobiłem w oparciu o 35lbs lead-core firmy Jaxon, z ciężarkiem 70g firmy Jaxon z bezpiecznym klipsem również wyżej wspominanej firmy, a przypony długości 15 cm skonstruowałem na hakach Kamatsu nr 6 i plecionce. Na przynętę na pierwszym zestawie użyłem kulki kukurydzianej firmy Tandembaits, a na drugim po pół kulki kukurydzianej i halibutowej firmy Venire. W raz z zestawami w dziewicze i niedostępne dla mnie do tej pory miejsce pojechało przy każdej wywózce po garści pelletu 3mm halibut i po parę kulek kukurydzianych i halibutowych. Na pierwsze i ostatnie branie czekałem około godziny i oczywiście musiało ono nastąpić w momencie gdy miałem zamiar wgryźć się w kiełbasę świeżo upieczoną nad ogniskiem. Podawszy Darkowi kijaszek z kiełbaskom pobiegłem do wędki gdzie udało mi się zaciąć karpika który dzielnie walczył a że kilkakrotnie próbował ucieczki w roślinność do wyciągnąłem go wraz z 5 kilogramami wodorostów w śród których skrywał się 1,5 kg karpik. Była to jedyna rybka tej wyprawy jednak było bardzo przyjemnie poczuć w końcu coś na wędce i pobawić się z rybą. Po udanym holu i sesji odgrzaliśmy już wystygłe kiełbaski i gawędząc dotrwaliśmy do 21 i wróciliśmy do małżonek ponaglani telefonami.

 

Polub lub udostępnij
Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *