Rozpoczecie sezonu 2014.

100_0322-KopiowanieZima tego roku płatała nam figle i przez cały czas nie za bardzo dawała o sobie znać. Temperatury utrzymywały się  na plusie i pogoda przypominała raczej przedwiośnie niż zimę. Na plus takiej pogody można zaliczyć wcześniejsze niż w roku 2013 rozpoczęcie sezonu wędkarskiego. Bo jak wszyscy pamiętamy jeszcze na początku kwietnia utrzymujący się lód nie pozwalał na łowienie w pełnym wymiarze. Na minus to, to że nie zdążyłem się w pełni przygotować do sezonu wędkarskiego i nie zrealizowałem nawet w 20% planu zakupowego na sezon 2014.
Więc nad wodę w dniu pierwszego marca udałem się wyekwipowany w żyłki z połowy poprzedniego sezonu i z resztkami zanęty wygrzebanej gdzieś z dna torby, nie bardzo nadającej się na wiosenną drobnicę mowa tutaj  testowanej przeze mnie zanęcie Halibutowej firmy Venire. Dodatkowo mój zakres przynęt kończył się na czerwonych robakach wykopanych przy okazji kopania ogródka warzywnego, stan ten miał zmienić niezawodny kolega Darek który nad wodę miał zabrać białe i ciemną płociową zanętę.
Wracając do wyprawy to tradycyjnie aby wybrać się na ryby będąc w związku małżeńskim trzeba zdobyć przyzwolenie współmałżonka, ewentualnie się skłócić i udając wzburzenie iść na ryby.
Ja jednak postanowiłem zdobyć sobie przychylność małżonki wykonując sto czekających prac które prędzej czy później i tak bym musiał wykonać.  W sobotę wstałem skoro świt o 9:00 i zabrałem się za cięcie drewna sprzątanie obejścia i inne prace które nie cierpiały zwłoki jak kopanie warzywniaka bo przecież kochanie już marzec i czas warzywka wysiać ( pozbierać robaczki :)). do godziny 13 stan zadowolenia małżonki był na takim etapie że nawet nie bardzo się krzywiła jak pakowałem samochód na ryby.
O 13:30 byłem już nad wodą gdzie wykonując rekonesans dowiedziałem się od kolegów z koła że dzisiaj słabo tylko dwie płocie a u innych to dopiero nic nawet skubnięcia. Przyznam że tak pesymistyczne rozpoznanie nie zachwiało mojej wędkarskiej pewności siebie i postanowiłem jednak spróbować sowich sił.
Udałem się na miejsce gdzie w grudniu zeszłego roku dopisały pstrągi i postanowiłem tam łowić do przyjazdu Darka czyli jakieś 2 godziny.  Rozłożyłem moje feedery Mikado Trython 3.30m który przerobiłem na spławikówkę  oraz 3,60 który uzbroiłem w 10g koszyczek  i przypon nażyłce 0.10 i haku 12. Do spławkówki przypon również wykonałem z żyłki 0,10 ale hak zawiązałem w rozmiarze 14 marki Kamatsu dedykowany do połowu płoci. Rozrobiłem odrobinę zanęty i dodałem do niej ziemi z kretowiska które było metr od łowiska i tak zaimprowizowawszy wiosenną zanętę zarzuciłem feeder pod przeciwległy brzeg i przystąpiłem do gruntowania łowiska. Planowałem łowić na styku z dnem a w razie braku brań stopniowo sprawdzać poszczególne partie wody. Jednak moje próby namierzenia i skuszenia do brań populacji ryb w zbiorniku spełzły na niczym a wracający o kiju wędkarze nie napawali optymizmem. W duchu miałem nadzieję że Darek dowożąc zanętę i przynętę przełamie zła passę i uda się wyłuskać jakąś rybę na dobry początek sezonu. Darek zjawił się planowo w okolicy godziny 15, a ja w między czasie miałem nie zacięte w tępo branie na feederze. Zdałem relację Darkowi z dotychczasowych poczynań a on stwierdził że niema co się łamać może pod wieczór coś się ruszy. Zmieniłem więc miejsce na podwójne  przerzuciłem zestawy i oddałem się konwersacji z Darkiem i jego rodzinka którą zabrał nad wodę. Dzień upłynął przyjemnie w dobrym towarzystwie,z pieczeniem smakowitych kiełbasek włącznie, jednak nie przyniósł żadnych brań. Więc około 18 pozwijaliśmy się i pełni nadziei że Niedziela będzie hojniejsza udaliśmy się do domu.

Polub lub udostępnij
Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *