Marcowe płocie w deszczu.

DSC_1707-KopiowanieWeekend 15/16 marca wędkarsko przedstawiał się nieciekawie a ja będąc przy końcu urlopu kręciłem się jak nawiedzony po domu i nie wiedziałem czy przy tak silnym wietrze i ciągłych opadach wybrać się z wędką nad wodę. Myślałem już o wcześniejszym rozpoczęciu sezonu karpiowego i rozstawieniu ciężkich gruntów z sygnalizatorem i spędzeniu czasu na rybach w kabinie wysłużonego już co nieco VW Polo mojej małżonki pieszczotliwie ochrzczonym przez znajomych i rodzinę ” Złomkiem”. Jednak w żaden sposób nie mogłem się przemóc i ja rybocholik siłą rzeczy weekend spędziłem w domu tęsknie spoglądając przez okna w nadziei na nagłą poprawę pogody.  Czas ten wykorzystałem co prawda na naprawy sprzętu wędkarskiego, wiązanie przyponów, i porządki w torbach ze sprzętem, ale coś ciągnęło mnie nad wodę. Więc w poniedziałek w ostatni dzień urlopu pomimo deszczu wyrwałem się na w okolicach godziny 11 na ryby, ze względu na zmienne warunki atmosferyczne zabrałem ze sobą parasol wędkarski firmy Konger  który miał ochronić mnie i sprzęt przed zmoknięciem. Wykorzystując chwilową przerwę w opadach przemieściłem się  na glinianki i ze względu na silne porywy wiatru wybrałem miejsce osłonięte i zaciszne u podnóża skarpy  gdzie rozmościłem się z całym majdanem. Klasycznie jak to wiosną zwykłem wędkować postawiłem na bata i odległościówkę, bo coś coraz bardziej mnie do tych metod ciągnie nie wiem dlaczego ale jednak powoli przedkładam spławik nad grunt. Pewnie jest to spowodowane chęcią doskonalenia się ale wszyscy przyznamy że spławik  ma w sobie te odrobinę magi która nieodparcie wciąga nas wędkarzy.  Bat pozostał z zestawem od poprzedniego wędkowania czyli z zestawem wiązanym na ulubionej prze zemnie żyłce przyponowej marki Balsax  z dwu gramowym spławikiem i hakiem nr 16 na żyłce 0.10 również firmy Balsax.  Odległościwóka natomiast to mój uniwersalny feeder firmy Mikado z serii Trython o długości 330. Za zanętę posłużyła mi zanęta firmy Traper Płoć Sekret z pinkami i białymi. Jako że miejsce wędkowania pokryło się idealnie z miejscem wędkowania piątkowego to nie musiałem męczyć się z gruntowaniem łowiska i mogłem od razu przystąpić do nęcenia i zarzucania zestawów, na bata założyłem dwie czerwone pinki i posłałem zestaw w międzyczasie gdy zakładałem przynętę na drugiej wędce to na bacie miałem branie pięknej wzdręgi, rybkę sfotografowałem i  wypuściłem w spokoju zarzuciłem drugi zestaw nieco opodal pierwszego zakładając trzy białe w nadziei na grubą potkę. Na bacie częstotliwość brań była znakomita jako druga na brzegu zameldowała się ładna gruba płotka i  tak na przemian raz wzdręga raz płotka. Aż brania urwały się nagle i już myślałem ze podeszłą grubsza rybka gdy po powierzchni wody jak piranie przemknęło stadko wzdręg  i stały się one moim utrapieniem  nie pozwalając zestawowi opaść żerowały jak stado piranii w końcu odpuściły sobie i odpłynęły w inną cześć zbiornika.  Nastał długi okres bez brań gdy spławik odległościówki znikł pod wodą i wyholowałem kolejną  płoć może nieco ponad 10cm.  Brań na odległościówkę więcej nie miałem za to na bata połowiłem jeszcze kilka wzdręg i po telefonie na mój drugi tajny numer musiałem zwinąć się i wrócić do małżonki i córeczki. Wyprawa była niezmiernie udana licząc czas i warunki atmosferyczne połów można tez zakwalifikować do udanych, rybki nie pozwoliły na nudę i mogę powiedzieć że nawet dopisały, ja doładowałem trochę baterie i szczęśliwy wróciłem do domu.

 

Tagi , , , , , , , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *