Wedkowanie coś więcej niż pasja.

100_0491-KopiowanieCzas płynie i przemija człowiek pędzi przed siebie i coraz rzadziej jest wstanie zatrzymać się i zastanowić nad sobą i swoim życiem, jesteśmy niewolnikami czasu i pędzimy przez życie coraz szybciej, wszystko musi być od razu natychmiast, można odnieść wrażenie że czas staje się najcenniejszą wartością bo ciągle go nam brakuje. Ja również można powiedzieć jak większość stałem się niewolnikiem czasu napięcia związane z zaległościami po półtorej miesięcznym urlopie i nawarstwienie zadań służbowych spowodowało u mnie przemęczenie a pomoc w remoncie i opieka nad najmłodszym członkiem rodziny chroniczne niedospanie. Całość tych napięć spowodowała u mnie stan, który można by porównać do stanu bomby atomowej ułamek sekundy przed wybuchem i niewiele brakowało abym wybuchnął. Roztaczałem w okuł siebie taką aurę że zaczęły mnie unikać dzieci a gdy brałem Wiktora na ręce ten natychmiast się wyrywał i płakał. Córka wolała iść do dziadków na bajki niż do mnie i tam też zasypiała.

Moja małżonka znalazła lekarstwo na moje problemy i w piątek pierwszego sierpnia zarządziła wypoczynek i zero pracy po pracy. Pojechaliśmy więc z dziećmi na zakupy gdzie jakoś postanowiłem wynagrodzić im przebywanie w towarzystwie osobnika którego aurę można by było porównać do aury dementora z Harrego Pottera.

Wieczorem już w lepszym nastroju wróciliśmy do domu i dzieci szczęśliwe i wykończone zasnęły już o 19 tak że mogłem się przygotować na sobotni wypad na ryby niestety mój budzik nie spełnił swojej funkcji i pobudka z godziny 3 przesunęła się na godzinę 9:00, muszę przyznać że dawka snu znakomicie wpłynęła na mnie i pozwoliła się jeszcze bardziej odprężyć dowodem tego była córka która przestała unikać taty i przyszła się bawić.

Ryby mimo wszystko w sobotę miały być i były wybrałem się razem z Magdą o 17 tradycyjnie na gliniaki gdzie tym razem testowaliśmy nowe wędki karpiowe firmy Sangner Anaconda TEC Carp oraz kołowrotki Anaconda Undercower w rozmiarze 6500. Chwilę po siedemnastej odnotowaliśmy branie jak się po króciutkim holu okazało amatorem rybnego pelletu okazał się leszcz o zabójczych wymiarach wahających się koło 30 cm. Nie dane było mu jednak wrócić do wody bo moja córka stwierdziła że go zabieramy i ona go zje, żadne namowy nie skutkowały i trzeba było zabrać nieszczęśnika do domu. Wszystko szło wspaniale ja zyskiwałem swój stoicki światopogląd i spokój ducha aż do momentu kiedy jakaś para postanowiła wykąpać psa 5 metrów od nas i żadne argumenty nie przekonały ich do zmiany decyzji popsuli wypoczynek na łonie natury i musieliśmy wracać do domu. Tylko kilka piwek mogło uratować ten dzień więc po położeniu dzieci spać wypiłem parę piw i udałem się na spoczynek bo o 3 w niedzielę czekała mnie kolejna wędkarska przygoda.

W niedzielę drugiego sierpnia o godzinie 2:50 najlepszym budzikiem okazał się syn Wiktor i po podaniu szkraba do karmienia wymknąłem się jak duch z domu. Dwadzieścia minut później pierwszy zestaw był w wodzie i w momencie gdy nakładałem przynętę na drugi nastąpił atomowy odjazd na pierwszej wędce.

Ciśnienie od razu na 200 teleportacja w kierunku wędziska przytrzymanie szpuli i uniesienie wędziska kop jakiego doświadczyłem przekonał mnie o słusznych rozmiarach ryby. Emocje wspaniałe walka przeciąga się w nieskończoność sprzęt spisuje się wspaniale dźwięk hamulca budzi coraz lepsze uczucia i nagle panika bo zdałem sprawę sobie z tego że podbierak leży sobie w pokrowcu. Znów skok ciśnienia po chwili widzę po raz pierwszy mojego misia w całej krasie i wiem ze to życiowa ryba. Niema rady myślę wyciągnę go łapami na brzeg muszę mieć go na macie szybko zrzucam z siebie buty i spodnie i w samej koszulce holuje dalej aby wymęczyć swojego przeciwnika i móc podebrać go w łapki. Po dłuższej chwili ból ręki daje już znać o sobie ale misiek idzie grzecznie do brzegu więc wskakuję do wody i odgradzam go od otwartej wody ciałem i wystarczył jeden dotyk aby karp odzyskał siły trzymając wędkę pod pachą z popuszczonym hamulcem nie zdążyłem zareagować i moja zdobyć wjechała w najgorsze ziele i tyle go widziałem. Wytargałem ogromną kępę ziela i tyle. Niektórzy wpadli by w złość mi wyrwała się jedna maleńka ku..wa ale tylko jedna usta wygięły się w uśmiechu i poczułem że to jest to dla takich chwil robię to co robię, poczułem się wspaniale.

Z uśmiechem wyszedłem na brzeg przebrałem się i pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było rozłożenie podbieraka potem ponownie zarzuciłem sprzęt i rozsiadłem się w fotelu w rękach trzymając aparat.

I wtedy przyroda zafundowała mi bonus był nim wschód słońca który zjawiskowo sączył się przez zieleń liści takie spektakle nie zdarzają się co dzień zaparło mi dech i wykonałem kilka zdjęć ciepłych jak słońce które przebiło się przez chmury i odgrywało dla mnie to przedstawienie. Uczucia jakie mnie ogarnęły ciężko przekazać w słowach ale dla mnie czas na sekundy się zatrzymał i pozwolił zastanowić nad pięknem przyrody i poczuć się maleńką częścią tego czegoś.

Wypiłem kawkę i w momencie gdy robiłem drugą nastąpiło kolejne branie niestety znów zakończone holem kępy ziela. Ale po przerzuceniu zestawów i nowej porcji pelletu zauważyłem kontem oka drgnięcie swingera i tym razem byłem na czas przy wędkach wyholowałem karpia po miłej krótkiej walce w rozmiarze 43 cm cwaniak zbrudził całą matę mleczem i miałem kupę sprzątania. W między czasie kiedy ja zajmowałem się karpiem mój nowy wędkarski towarzysz pies Reksio wyjadł prawię cały zapas wcale nie taniego pelletu i cudem uratowałem dwie garści do nęcenia i na przynętę.

Miałem w ciągu wyprawy dwa brania ale z powodu urywających się z mocowania swingerów straciłem ryby bo zablokowały kołowrotki więc uboższy o dwa swingery i bogatszy o cały bagaż emocji i miłych doświadczeń wróciłem do domu.

Pomimo że od tamtych zdarzeń minęło już coś koło dwóch tygodni samo wspomnienie tych wydarzeń lub rzut oka na zdjęcie wschodu słońca na tapecie komputera wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Wędkowanie to nie pasja to stan ducha i to on pozwala docenić piękno świata i on przenosi się na nasze otoczenie i emanuje dobrą energią.

Tagi , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *