Wietrzny bat.

20141007_101139-KopiowanieDzień siódmego października mimo plusowej temperatury nie rozpieszczał pogodą silne podmuchy wiatru zmusiły do zabrania dodatkowych nie przewiewnych warstw odzieży. Ja wstałem w okolicach godziny 8 i zapakowałem wszystkie karpiowe graty do magicznego pojazdu marki vw. Około godziny dziewiątej wyruszyłem w stronę glinianek w celu odbycia karpiowej zasiadki i wytestowania kilku nowych konstrukcji i modyfikacji przyponowych. Szczęśliwy byłem już w połowie drogi planując taktykę na dzień połowów. Gdy odezwał się znienawidzony przeze mnie gadżet zwany potocznie telefonem komórkowym. Odebrałem i otrzymałem komunikat o skończeniu się butli z gazem, przyznam ze po pewnym przykrym zdarzeniu związanym z ulatniającym się gazem osobom uprawnioną do wymiany w domu jestem ja. Więc wróciłem i oczywiście zaliczyłem postój na znienawidzonym przejeździe kolejowym. Operatorzy tego przejazdu za punkt honoru uważają utrzymywanie go w stanie nieprzejezdnym przez dwadzieścia minut, kilkanaście razy na dobę. Odstałem swoje i w końcu wróciłem do małżonki w celu zabrania butli pustej udania się do punktu i jej wymiany. Po kolejnych 30 minutach wróciłem i korzystając z okazji uzupełniłem poziom gazu w butli turystycznej. Zainstalowałem butlę i podenerwowany z powodu kurczącego się czasu na ryby, ponieważ w godzinach po południowych byłem umówiony z klientem. Udałem się w kierunku wody znowu po przejechaniu połowy dystansu telefon. Dobrze że jechałem sam nie jednemu by uszy zwiędły taką wiązaną pojechałem. Patrząc wymownie w niebo patrzę a tu mama. No który syn telefonu od mamusi nie odbierze. Więc odebrałem i co znowu sprawa gazowa i przejazd trudno czego się nie zrobi dla pierożków u mamy. Kolejna godzina minęła. Zrezygnowany już miałem nie jechać na ryby gdy mój wzrok padł na bata. Błyskawicznie przepakowałem graty i na glinianki tam w ekspresowym tempie rozstawiłem stanowisko i zrobiłem zanętę. Znalazłem odcinek brzegu względnie osłonięty od wiatru i tylko czasami wiatr wyrywał wędkę z rąk. Łowiłem batem siedmio metrowym z 1,5 gramowym zestawem. Przyznam że było ciężko brania odczytać i masę zacięć pustych miałem. Jednak ku mojemu zaskoczeniu ryby współpracowały wspaniale. Pierwsza zameldowała się sporych rozmiarów płotka i po krótkiej walce poczułem się już dobrze. Generalnie zadziwiła mnie aktywność sumików karłowatych które poławiałem na tępa. Czas do powrotu kurczył się a mi w łowisku zaczęły meldować się coraz większe ryby. Całe wędkowanie uatrakcyjnił leszczyk ponad 30cm. Tym akcentem zakończyłem wędkowanie. Podsumowując to łowiłem około dwóch godzin i złowiłem, dwie płocie, dziesięć sumików karłowatych, leszczyka. Miałem dodatkowo dwa spięcia w czasie holu. Pełen dobrych emocji wróciłem do domu. Dzień który miał być jałowym w wędkowanie okazał się owocnym i przyniósł kontakt z rybą. Oraz pozwolił podładować baterie. Nasuwa mi się czasami myśl aby zainwestować trochę więcej w baty bo coraz częściej wracam do tego typu wędkowania. Czasami męczy mnie nadmierna ilość sprzętu i lubię wrócić do najprostszych ale jednocześnie wymagających metod wędkowania. Niby główny nurt wędkarskich zainteresowań to łowienie karpi ale z braku czasu, wychowując dwójkę dzieci spławikowe metody zyskują coraz więcej miejsca w czasie moich wypraw. Jak spadające liście opadną na dno to chyba jeszcze jeden wypad z wędką odległościową wykonam.

Tagi , , , , , , , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *