Październikowy Ademac.

100_0603-KopiowanieUrlop płynął sobie spokojnie przerywany wyprawami wędkarskimi, ja po dwóch tygodniach odzyskałem swój normalny stoicki stan. Rozleniwiłem się coraz bardziej i w końcu naprawdę zacząłem wypoczywać. Każdy dzień przynosił ukojenie i odbudowywał z powrotem więzy z dziećmi których w końcu jakiś czas nie widziałem. Życie zaczęło przypominać sielankę nawet najdroższa połowa przyzwyczaiła się do moich małych wypraw wędkarskich i nie widziała w nich już nic złego bo z każdej wracałem coraz bardziej wypoczęty i uśmiechnięty. Od tygodnia nie korzystałem z telefonu i nie słyszałem znienawidzonych dźwięków dzwonka tego przeklętego urządzenia. I tak na przemyśleniach mijał mi poranek dnia 10 października gdy został zakłócony wyżej wspominanym dźwiękiem. Z nienawiścią spojrzałem na ekranik i wypuściłem powietrze to tylko Darek a On dzwoni zazwyczaj w rybnych sprawach. Więc odebrałem i słyszę ucieszony głos Darka że zarezerwował stanowisko 9 na łowisku Ademac w Pruszkowie. No jak się domyślacie nie mogłem odmówić więc wstępnie potwierdziłem chęć do wyjazdu i od razu zacząłem kombinować jak przyzwolenie małżonki zdobyć. A dodam że pikanterii sytuacji dodawały szczepienia Wiktora, a ci którzy dzieci posiadają wiedzą że sytuacje takie kończą się gorączką i zarwana nocą lub dwiema. Sytuację uratowała teściowa która chciała Magdę zabrać do siebie na weekend na co przystałem. Skoro mojej małżonce zostało tylko jedno dziecko szansę na nockę wzrosły do 80 % . Zacierając ręce przystąpiłem do urabiania małżonki która się zgodziła po spokojnej o dziwo dyskusji. W ramach pomocy noc z piątku na sobotę wziąłem na siebie i przenosiłem najmilszą pociechę na rękach przez całą noc. W sobotę od rana pomimo zmęczenia pakowałem graty do dzielnego samochodu z pod znaku VW marki polo. Cały fakt utrudniało to że mieliśmy się we dwóch spakować do niego i jeszcze spędzić w nim noc. Jednak poprawa pogody i korzystne prognozy pozwoliły spędzić noc w namiotach i podnieś komfort wędkowania relaksu i wypoczynku. Na ryby wyruszyłem o 13:30 tak aby odebrać Darka i o 15:00 być już na łowisku. Dla osób które zarzucą mi nieczułość wobec potomstwa dodam ze pozostawałem w kontakcie telefonicznym z małżonką w domu mogłem być w ciągu 15 minut naruszając po drodze kilka przepisów. Cały szczęśliwy przystąpiłem do rozbijania obozowiska w pierwszej kolejności rozłożyłem stojak i wędziska. Nadszedł czas na test nowego zestawu który był nagrodą w konkursie na blogera kwartału na portalu wędkuje.pl . Miałem wielką ochotę testować wędzisko i kołowrotek zaraz po otrzymaniu . Jednak życie jak zwykle zweryfikowało plany i musiałem kilka miesięcy poczekać na możliwość jego testowania.

Zestaw składał się z wędki Jaxon Extera Carp 3,90 3,5 lbs w trójskładzie oraz kołowrotka Robinson Feeder FD w rozmiarze 5000. Pozostałe dwa wędziska to Sanger Anaconda TEC Carp 2,75 lb 360 w wersji dwuskładowej i kołowrotki Sangner UNDERCOVER 6500. Jak dobrze policzymy to łowiłem po raz pierwszy w życiu na trzy wędziska na wstępie dodam ze raczej będzie to ostatni raz kiedy na jednym stojaku będą obsługiwane trzy kije ale o tym opowiem w dalszej części. Przygotowawszy wędziska ja zająłem się pompowaniem pontonu i przy tej czynności zauważyłem spadek wydajności miecha. Który złośliwie rozpadł się w połowie pompowania i czynność byłem zmuszony dokończyć przy użyciu własnych płuc. Jak domyślicie się chwilkę musiałem odpocząć po tej czynności strasznie kręciło mi się w głowie więc kilkanaście minutek spędziłem odpoczywając. Gdy wypocząłem dostatecznie wypłynąłem pontonem w celu przegruntowania łowiska i znalazłem ciekawa górkę i rów. Postanowiłem nęcić i łowić na stoku jak i na samej górce. Z powodu postu jaki miałem w połowach nastawiłem się na mniejsze okazy stosując na przynętę pellety kukurydze i małe pływaczki squid. Wypada też wspomnieć o zestawach końcowych jakie stosowałem przy połowach. Na pierwszym zestawie postawionym na kancie stoku zastosowałem chod-rig’a z pływającą kuleczką na drugim helikopterowym 15 centymetrowy przypon z systemem anti blow out dla nie wtajemniczonych z kłeczkiem które przesuwa się po trzonku haka a trzeci zestaw został uzbrojony w sztywnego łamańca na long shang’u . Zanęciłem mieszanką kukurydzy pelletów, demona i kulek proteinowych rozsypując zanętę dywanowo na większym obszarze. Zestawy umieszczałem z rzutu dodatkowo oblepiając ciężarki pastą z pelletu . Po umieszczeniu zestawów zająłem się organizacją spania i kolejną noc miałem zamiar spędzić pod parasolem konger’a jednak dodałem kawałek plandeki w okolicy stup aby nie obudzić się w razie deszczu z mokrymi nogami które maja tendencję do wystawania poza łóżko. I gdy tylko zakończyłem moszczenie miejscówki odezwał się sygnalizator na środkowej wędce. I po raz pierwszy poczułem rybę na nowej wędce przyznam ze mimo sporego lb ładnie pracowała i a ryba oscylowała coś w okolicy dwóch kilogramów. Po krótkim holu podebrałem rybkę i Darek uwiecznił wszystko filmując aparatem jednak jeszcze nie dorosłem chyba do zamieszczania filmów w sieci z moich wypraw. Powiem że pomimo niewielkiej ryby banan nie schodził mi z twarzy. Przerzuciłem zestawy i wraz z Darkiem zabraliśmy się za kolację którą zrobiliśmy sobie na grillu odgrzewając gotowe skrzydełka kiełbaski i całość dopełniając niezłym serkiem pleśniowym który robił za deser. Syci oddaliśmy się wędkarskim pogaduchą wymieniając się informacjami i żartując. Jako że miałem niezłe braki w śnie postanowiłem się w okolicach północy udać na spoczynek jednak nie dane było mi wiele pospać bo gdy tylko zasnąłem dźwięk sygnalizatora wyrwał mnie brutalnie ze snu. Podjąłem walkę z karpiem który może miał 1,5 kilograma a może nie i po paru chwilkach podebrałem koleżkę . Po szybkim zdjęciu wypuściłem maluszka i wróciłem do spania. Gdy tylko zasnąłem znów odjazd tym razem ponownie na wędkę ze stajni Jaxon hol i karpiczka podebrałem w rękę foteczka i przerzucenie zestawów . Do łózka, tym razem śpię w butach nie zdążyłem zasnąć znowu dźwięk sygnalizatora. Jest wspaniale gdy holuję karpika do brzegu i ląduję w podbieraku plącze on jeden zestaw a na trzecim zaliczam odjazd . Pierwszą wędkę odkładam na ziemię i zaczynam hol kolejnej rybki dublecik myślę sobie. Uśmiech nie z chodzi mi z twarzy nawet gdy rybka się spina. Około godziny zajmuje mi uporządkowanie bałaganu który wytworzył się w czasie holu i rozplątywania zestawów. Jak ogarnąłem stanowisko to założyłem bardziej selektywne przynęty. Dzięki czemu przespałem spokojnie resztę nocy. Wstałem parę chwil po godzinie 6 czyli o godzinie 8. Obowiązki przygotowania śniadania przyjąłem na klatę ja i na poranny posiłek zaserwowałem po wojskowej racji suchej w wersji SRG-9 z bigosem i karbitowym podgrzewaczem uzupełnioną o kiełbaski z grilla jako taką małą atrakcję. Oczywiście d o picia aromatyczna kawka, której aromat potrafi wyciągnąć każdego śpiocha ze śpiwora.   Po śniadaniu, postanowiłem powalczyć jeszcze z rybkami więc wróciłem do pelletów i kukurydzy . Branie miałem już w ciągu minuty po wrzuceniu pierwszej wędki. Ryby współpracowały wspaniale. Wpadłem więc na pomysł pokombinowania z wszelkiej maści smakami przynęt. Na włos wędrowały wszelkich smaków kuleczki i również na nie miałem brania. Zabawa trwała w najlepsze aż spojrzałem na kawałek chleba pozostałego po śniadaniu . Chleb jako przynęta spisał się najlepiej brania były dosłownie kilkanaście sekund po zarzuceniu. Nałowiwszy się maluchów do syta przestałem się wygłupiać i wróciłem do selektywnych przynęt. Podsumowując to ryb na brzegu miałem ponad 10. Największa miała coś koło 3 kilogramów a przeważały takie w okolicy 1,5 kg. Wyłowiłem się do syta i nacieszyłem atmosferą tego miejsca . Rano pogawędziłem z właścicielami i w okolicach 14 zwinęliśmy sprzęt i wróciliśmy do domu.

Polub lub udostępnij
Tagi , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *