Grudniowe wędkowanie.

20141201_120140-KopiowanieKoniec listopada i początek grudnia pozwoliły mi trochę powędkować chociaż bywało że przymrozki sprawiały mi psikusa i zamrażały wodę uniemożliwiając wędkowanie. Karpiki z zarybień nie nawiązywały kontaktu z wędkarzami i tylko czasami trafiała się jakaś dorodna płoć.
Ja chcąc namierzyć zimowe siedliska ryb i potwierdzić ich obecność w typowanych przeze mnie miejscach z uporem maniaka łowiłem przy użyciu moich wysłużonych Fedderów Mikado Trython. Miało to taka zaletę że mogłem badać spory obszar łowiska i chodziło tylko o namierzenie rybek. Następnie miałem zamiar poławiać je przy pomocy metod spławikowych. Toczyłem więc nierówna walkę z zamarzającymi przelotkami i plecionką. Ale udało mi się wymacać siedliska dużych płoci. Co mnie niezmiernie zdziwiło to ryby siedziały sobie na prawie płaskim blacie na około 3m głębokości.

Jako że wyżej wspomniany blacik był w zasięgu mojego bata postanowiłem skupić się tylko na łowieniu przy jego pomocy. Miało to wiele zalet i niwelowało zamarzanie żyłki na przelotkach. Po za tym pozwoliło zminimalizować ilość sprzętu rozkładanego w mało przyjemnych warunkach na łowisku.
Jednak człowiek nie wystrzega się błędów i ja się ich nie wystrzegałem zakładając na start zestaw z dwu gramowym spławikiem przez co nie widziałem większości brań.

Co w dniu pierwszego grudnia zaowocowało jedynie przypadkowo zaciętą żyletką. Analizując swoje błędy i zasięgając porad w śród znajomych, usłyszałem i wyczytałem, delikatniej, cieniej, precyzyjniej i duże skupienie na spławiku.

Drugiego grudnia nie byłem wstanie wyrwać się nad wodę ale trzeciego uzbrojony w delikatniejsze zestawy i wiedzę wyruszyłem dumnie na łowisko. Niestety ryby za nic miały moje teoretyczne przygotowanie i z wcześniej wytypowanej miejscóweczki gdzieś mi migrowały. Sięgnąłem więc ponownie po feeder aby wybadać gdzie to się moje małe sprytne rybeczki udały. Wędkowanie jednak przerwał telefon kuriera który wiózł do mnie długo wyczekiwany namiot karpiowy. Spakowałem się więc błyskawicznie i w ciągu dziesięciu minut byłem już w domu odbierając przesyłkę.

W końcu czwartego grudnia mogłem teorie na praktykę przełożyć i zaatakowałem z podwójnym entuzjazmem moje glinianki w celu zapolowania na płoteczki. Szybciutko wygruntowałem łowisko i zarzuciłem mój delikatny gramowy zestaw. Temperatura oscylująca w okolicy zera stopni pozwoliła jeszcze na skorzystanie z Feddera z plecionką w nadziei na walkę z karpikiem z zarybień. Jednak feeder przyniósł zerowe rezultaty może przez to że całą uwagę skoncentrowałem na bacie. Zaowocowało to kilkunastoma dorodnymi płociami i kilkoma małymi okoniami. Ryby brały tak delikatnie że naprawdę trzeba było reagować na najdrobniejsze ruchy spławika. Mimo wszystko brania były regularne i cieszyłem się z każdej złowionej sztuki.

Mikołajki postanowiłem spędzić również nad wodą. Mikołaj uznał że nie byłem byt grzeczny i złowiłem mikro okonia jedynie i coś zerwało mój cienki przypon przypuszczam że to był karp jednak pewności nie mam bo ryby nie oderwałem od dna. Pocieszyłem się jednak że zawsze okoń to też ryba i lepiej łowiąc godzinę złowić okonia niż wracać o kiju do domu. Na swoje usprawiedliwienie dodam że byłem tylko dwie godziny rano a płocie dopisały dzień wcześniej godzinę przed zapadnięciem zmroku. Siódmego moje łowisko pokryło się kaszą lodową i łowienie tak lekkim zestawem stało się niemożliwe. Posiedziałem sobie na większym gliniaku godzinę i nie nawiązując kontaktu z rybą wróciłem zmarznięty do domku.

Początek grudnia był niezły wędkarsko i w duchu miałem nadzieję że woda długo nie zamarznie i będę mógł się cieszyć zimowym łowieniem które spodobało mi się bardziej niż wczesno wiosenne.

Tagi , , , , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *