Lutowa zasiadka na otwarcie sezonu 2015r.

100_0961-KopiowanieZima rozpieszczała wiosennymi temperaturami ja jakiś niespokojny chodziłem po domu,  niepokój mój zwiększył się gdy w czasie czynu społecznego dowiedziałem się że karpiarze którzy zasiedli na nockę mieli w sumie trzynaście ryb w tym trzy w naszej obecności.  Wiedziałem że niespokojnego ducha ukoi tylko opłacenie składek i otworzenie sobie możliwości  połowów. Jak pomyślałem tak też zrobiłem, szczęśliwie kilka osób postanowiło się w końcu porozliczać ze  mną i o dziwo w styczniu miałem sporo lewych środków finansowych. Umówiłem się wiec na audiencję u skarbnika mojego zacnego koła, kolegi Władka w celu opłacenia wyżej wspominanych składek. Pełen szczęścia nie omieszkałem zdenerwować kolegi Dariusza.  Poinformowałem go więc o zaistniałym fakcie i w pracy z uśmiechem na ustach słuchałem jak ja  go to wkurzyłem. Doczekałem soboty i pełen szczęścia jechałem w okolicach godziny 14 na glinianki uzbrojony w bat i ulubioną zanętę. W domu przygotowywałem się już do połowów więc wypełniłem wstępnie rejestr i doznałem skurczu serca niestety całość wody zamarznięta trzydziesty pierwszy styczeń nie potraktował mnie łaskawie.

W niedziele postanowiłem zamoczyć kija mimo przeciwności. Ustaliłem ze łowisko komercyjne Ademac jest nie zamarznięte i umówiłem się z Darkiem na 14 jakie było nasze zdziwienie gdy majestatyczne wody łowiska zobaczyliśmy skute lodem prawie w całości niestety nie dało się wędkować.

Rzeka w grę nie wchodziła bo z karpiówkami nie powojowalibyśmy wiele ale Darek przypomniał sobie o sporym dołku który na szczęście okazał się nie zamarznięty  w całości . Na całkiem malowniczej tafli wody grasowało stadko kolorowych kaczek. Niezwykle słoneczna pogoda i wspaniale błękitne niebo nadawało uroku temu malowniczemu dniu. Mieliśmy już zrezygnować z rozkładania wędek na rzecz kawy w plenerze. Jednak po krótkich przemyśleniach stwierdziliśmy że przy wędkach będzie klimatyczniej.  Rozłożyliśmy wiec wędki, zestawy umiesiliśmy w wodzie. Rozłożyłem stolik i zabrałem się za przygotowywanie kawy. Kto pił aromatyczny napój w takich  okolicznościach, wie jak potrafi cieszyć każdym łykiem. Jak ciepło z napoju przyjemnie rozchodzi się po brzuchu.
Siedzieliśmy sobie  i debatowaliśmy na temat PZW. Po kilku godzinach dyskusji doszliśmy do consensusu i stwierdziliśmy że zburzyć i rozwalić jest łatwo, ale coś konstruktywnego stworzyć na to miejsce jest gorzej.

Rozważając różne opcje stwierdziliśmy że cała organizacja powinna się kończyć na władzach okręgowych i w mniejszej skali gospodarować środkami i licencjami, bez wspierania gospodarki rybackiej. A rozwiązanie oparte małe kluby wędkarskie opiekujące  się wodami uznaliśmy za mało komfortowe bo kto by chciał łowić ciągle na jednej wodzie? Poreformowaliśmy więc  sobie PZW do godziny siedemnastej przy okazji wychylając jeszcze po gorącej kawie.

Gdy słońce zaszło na rozmarzniętej części zbiornika pojawił się lód i trzeba było zwijać sprzęt. Miło nawet po krótkiej przerwie wrócić do wędkowania. Naładować bateryjki i z nadzieją na odwilż obserwować zbiorniki skute cienką warstwą lodu.

Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *