Marcowa niedziela.

20150322_124949-KopiowaniePo bojach na łowisku Chwałowice wróciłem do szarej codzienności. Codzienności która była rozjaśniana spędzaniem wspólnego czasu z dziećmi. Niestety z racji nawału obowiązków i udzielaniu się w różnych sprawach poza zawodowych. Te jasne chwile były raczej rzadkie.
W piątek dobiłem do weekendu ostatkiem sił. Musiałem pojechać na ryby i pomimo wielu zaplanowanych przez kobiety zadań postanowiłem jechać i tyle. Moje panie wiedziały że lepiej mi w drogę nie wchodzić i pomimo zagęszczenia atmosfery w domu twardo pakowałem sprzęt do samochodu.
Miałem odwiedzić łowisko Ademac jednak godzina 16:00 zweryfikowała plany i postanowiłem udać się na moje ulubione gliniaki. Nie będę roztaczał się nad walorami użytkowymi wody, ale to one zawsze ratują mnie gdy brakuje czasu na dalsze eskapady. Wyjechałem więc nieco po godzinie 16 :00 i spotkał mnie kolejny przykry zawód spiesząc się niemiłosiernie na nosie zagrał mi przejazd kolejowy. To właśnie przed nim oczekiwałem sobie grzecznie dwadzieścia kilka minut a moje ciśnienie rosło w tym czasie do granic bezpieczeństwa.
W takim stanie postanowiłem sobie odpuścić ryby bo nie przyniosło by to efektu żadnego. Wracając do domu postanowiłem się zająć moim nowym hobby które również pozwala mi się relaksować. Proszę nie wybuchać śmiechem jest to ogrodnictwo, gdzieś tam w głębi duszy odezwał się duch rolnika w sercu i usilnie staram się wychodować warzywa które potem moja rodzina chętnie konsumuje. Więc przygotowałem grunt pod zasiewy w moim tunelu foliowym i z pomocą córeczki do ziemi trafiły pierwsze nasiona i cebulki. Uspokojony i nieco zmęczony zdążyłem przygotować rowery do sezonu i odbyć przejażdżkę z córką.
W zasiądzie to przebieżkę z córką, ona dzielnie pedałowała a nadopiekuńczy tato śmigał za rowerem w celu przeciwdziałania ewentualnym wypadkom. Jako że wysiłek fizyczny podnosi poziom endorfin więc szczęśliwy i już zrelaksowany wróciłem do domu.

Przyszła sobota ja wypoczęty w ciągu kilku godzin zrealizowałem połowę listy życzeń które miały moje panie. A widząc wydajność w pracy przestały się dąsać. Już witałem się z rybkami gdy zapowiedział się brat z małżonką. Żyjąc z godnie z staropolskim powiedzeniem „Gość w dom Bóg w dom.”.
Nie wypadało wypiąć się na gości i jechać na ryby więc zostałem w domu. Nie przygotowany na przyjęcie gości poczęstowałem ich kolą. Ku mojej uciesze okazało się że nikt nie lubi koli więc zabijaliśmy jej smak całkiem przyzwoitym wiskaczem, którego wczarował mój brat.
Do tego z pomocą gości wyczarowała się aromatyczna domowa pizza więc kolejny dzień spędziłem na relaksie.

Nadeszła niedziela pogoda oczywiście popsuła się nieco i mimo słońca komfort nad wodą psuły podmuchy zimnego wiatru. Ja pojawiłem się nieco po godzinie 13 nad wodą wytypowałem miejscówkę i aby komfortowo spędzić czas rozłożyłem namiot gdzie wymościłem fotel i przygotowałem zestawy. Na włos moich zestawów trafiły nowe kule firmy TTCarp pod szumną nazwą Patologia X1 i przynęta która robi ostatnio furorę na łowisku sztuczna kukurydza. Oporządziwszy wędki oddałem się konsumpcji świeżej kawy i uwagę swoją poświęciłem książce.
Czekałem w ten sposób na mojego stałego towarzysza wędkarskich zmagań Dariusza. Przybył on nieco po godzinie piętnastej. Po rozstawieniu sprzętu mogliśmy się oddać dyskusją i pieczeniu kiełbaski nad zorganizowanym wcześniej ogniskiem.

Grzejąc się przy ogniu spędzaliśmy czas do dyskusji przyłączył się Bogdan który przyjechał na łowisko.
Na zestawach moich i Darka niewiele się działo jednak Bogdan musiał sprawdzić swoje możliwości w sprincie do wędek. Karpie postanowiły poprawić mu nieco kondycję i do jednego brania startował trzy razy aż wyholował ślicznie ubarwionego przedstawiciela karpiowej populacji.
W miedzy czasie wiatr ustał zupełnie a ja postanowiłem pochować większość sprzętu do samochodu aby nie pakować się w zupełnych ciemnościach. Ognisko dawało komfort termiczny i nie pozwoliło odczuć gwałtownego spadku temperatury.
Uświadomiliśmy sobie jak mocno spadła temperatura gdy poszliśmy pokibicować Bogdanowi w czasie holu kolejnego karpia. Okazało się że mata i podbierak są zamarznięte.
Około godziny dwudziestej zwinęliśmy sprzęt i rozjechaliśmy się do domów. Była to kolejna wyprawa o kiju z mojej strony jednak obiecałem sobie że wezmę się w końcu na poważnie za łowienie i przestanę stosować obecną taktykę. Chociaż; czy w tym wszystkim o złowienie ryby tak naprawdę chodzi? No i pozostawiając to pytanie w stanie bez odpowiedzi pożegnam was na dzisiaj.

Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *