Pierwsza wyprawa na Łowisko Chwałowice

100_0985-KopiowanieMarzec dobił do połowy a ja nie mogłem doczekać się planowanego już w lutym wyjazdu na łowisko Chwałowice. Dni wlekły się niezmiernie wolno aż do tygodnia przed planowanym wyjazdem w którym rozpocząłem przygotowywanie i kompletowanie sprzętu. Obserwacje serwisów pogodowych nie napawały optymizmem a opady śniegu z deszczem w dniu 13 marca nie wróżyły nic dobrego.
Zatelefonowałem więc do Dariusza w celu przełożenia planowanej wyprawy. Przypomniał mi on jednak że umówiliśmy się z chłopakami i oni mimo kiepskich warunków pogodowych nie mają zamiaru pasować .
Jako że należę do ludzi dla których słowo ma znaczenie postanowiłem mimo wszystko podjąć wyzwanie i spróbować swoich sił w dość ekstremalnych warunkach pogodowych. Dodatkowym atutem było w miarę stałe ciśnienie atmosferyczne spodziewałem się również opłacania frycowego będąc pierwszy raz na nieznanej mi wodzie.
Dorzuciłem nieco garderoby do wyposażenia i punktualnie o godzinie 12 stawiłem się w umówionym miejscu, około godziny zabrało nam pokonanie dystansu sześćdziesięciu kilometrów i nieco po godzinie 13 dotarliśmy na Łowisko Chwałowice.

Mając już niemałą wprawę w ciągu kilku chwil zaplanowaliśmy rozkład obozowiska i przystąpiliśmy do jego wznoszenia. Na pierwszy ogień poszedł mój najnowszy nabytek w dziedzinie biwakowania namiot Sanger z serii Anaconda Moon Braker, następnie brolly Dariusza a całość wykończyliśmy rozkładając dwa parasole wędkarskie i plandekę . Całość naszego obozowiska i jego koncepcję możecie podziwiać na zdjęciach więc nie będę się więcej nad nim rozwodził.
Gdy zyskaliśmy sensowne i suche schronienie przystąpiłem na spokojne do montażu stanowiska karpiowego które nabyłem za całkiem przyzwoite pieniądze na ulubionym serwisie aukcyjnym. Następnie przygotowałem wędziska i radośnie w czasie opadu deszczu sugerując się wskazówkami bardziej obłowionych kolegów wytypowałem miejsce do położenia zestawów.
Z racji spadku temperatury postawiłem na wodę głębszą. Na przynęty użyłem małych dziesięcio milimetrowych kulek pływających o smaku kokosa oraz klipsa do robaków oczywiście z pękiem białych.
W między czasie zjawili się właściciele łowiska Dagmara i Patryk. Od pierwszego spotkania sprawili bardzo dobre wrażenie i okazali się ludźmi serdecznymi oraz otwartymi. Poznając ich na żywo mogliśmy poczuć na własnej skórze tak szeroko opisywaną na forach internetowych atmosferę chwałowic. Wielce rad z nowej znajomości, oddałem się łowieniu i ładowaniu akumulatorów. Chłopaki rozpoczęli przygotowania do wspólnego grilla, temperaturę dodatkowo podgrzewał Darek który serwował całkiem niezłe w smaku drinki.
Miłą niespodzianką było pojawienie się Dagmary i Patryka którzy przynieśli ze sobą blachę ciepłego i pachnącego nieziemsko ciasta. Spędziliśmy wspólnie kilka godzin a zmęczeni biesiadowaniem poszliśmy spać. W między czasie złowiłem sporego sumika karłowatego który zapiął się za bok.
W czasie pierwszej nocy odnotowałem kilka piknięć sygnalizatora ale zignorowałem je. Otworzyłem oczy skoro świt i po śniadaniu zabrałem się za zestawy.
Oczywiście na wędce która wykazywała oznaki brania na klipsie do robaczków uwiesił się sumik. Spragniony spotkania z karpiem postanowiłem użyć na przynętę kukurydzy, ponieważ na wszystkich łowiskach z których otrzymywałem doniesienia sprawdzało się pojedyncze ziarno podniesione jednym sztucznym. Przyznam że taki układ przynęt przyniósł mi spotkanie z leszczykiem i dorodną płocią. Więc wróciłem do kulek i robaków. W czasie kiedy mój mózg próbował rozpracować chwałowickie karpie koledzy którzy okupywali stanowisko pierwsze złowili jesiotra i karpia na oko pięcio kilogramowego. W oczekiwaniu na brania uciąłem sobie dwugodzinną drzemkę i postanowiłem skusić karpiową społeczność do brań nęcąc konopiom wraz z dodatkiem garści kukurydzy oraz rybnych pelletów. Wykorzystaliśmy więc szybkowar i przyrządziliśmy ziarna. Ziarna poszybowały w łowisko przy pomocy rakiety a zaraz za nimi poszybowały zestawy pierwszy z trzema ziarnami kukurydzy a drugi z pelletem. Mimo odnotowywania spławów karpi w obszarze łowiska nie doczekałem się brania postanowiłem więc wysiedzieć chwałowickie misiaki i zostawiłem zestawy w spokoju do rana.
Niska temperatura i zmęczenie dnia poprzedniego zmorzyły mnie niezmiernie więc w okolicach godziny dwudziestej pierwszej opatulony w śpiwory śniłem swoje karpiowe sny. Noc upływała w spokoju aż odezwała się moja centrala. Wypadłem w mrok poszukując moich wędzisk aż nocne chłodne powietrze, poparte równie chłodna mżawką i wiatrem obudziły mnie na tyle abym zdał sobie sprawę że to centrala ześwirowała i sama z siebie się wzbudziła. Receptą na to okazały się świeże baterie. Do godziny ósmej wylegiwałem się w bambetlach. Brań nie było ale był czas najwyższy na powrót to domu do pociech i małżonki która z utęsknieniem wyczekiwała na powrót męża dając co jakiś czas znać o tęsknocie przy pomocy telefonu.

Z żalem zwijałem obozowisko i żegnałem się z Chwałowicami. Aż przyszedł czas na powrót do domu. Wracając podsumowałem wyprawę, mimo braku karpi na macie wracałem naładowany pozytywnie. Łowisko a zasadzie jego atmosfera nie pozwoli mi go zostawić mimo sporej odległości od domu na pewno jeszcze moja osoba wielokrotnie tam zagości.

Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Jedna odpowiedź na „Pierwsza wyprawa na Łowisko Chwałowice

  1. Pingback:Łowisko Chwałowice - Undercarp - firmowy Sklep Karpiowy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *