Pierwszy karp w 2015r.

20150327_155702-KopiowanieKilka karpiowych zasiadek już za mną a moja taktyka nie przynosiła większych sukcesów. Rozleniwiłem się do tego stopnia ze wyjazdy na ryby zacząłem traktować czysto relaksacyjnie i nie zależało mi na łowieniu ryb tylko na wypoczynku. Ale obserwując co wieczór facebook’a, zdjęcia karpi zamieszanych przez znajomych dawały znać że pora się zabrać za łowienie.
Dusza rwała się nad wodę w głowie pływały tylko karpie ale praca i szare codzienne życie nie pozwalało ciału udać się nad wodę. Musiałem więc trwać do weekendu. Postanowiłem jednak nieco przyśpieszyć ten weekend i wybrać kilka zaległych nadgodzin aby móc poświęcić kilka chwil więcej wędkowaniu.

W piątek dwudziestego siódmego marca już o godzinie dwunastej trzydzieści siedziałem za sterami samochodu i w tajemnicy przed całym światem zmierzałem na karpie. Miałem dylemat gdzie skierować swoje kroki jednak kolega szybko rozwiał wątpliwości. Śmigałem więc w kierunku glinianek po drodze wstępując do baru pierożek na kolacyjno obiadową porcję ruskich z kefirkiem. Na gliniankach stawiłem się chwilę po godzinie trzynastej i wyprawę rozpocząłem od kubka gorącej kawy. Dobrze że dzień wcześniej w tajemnicy przed całym światem przemyciłem do auta podstawowy sprzęt. Chcąc spotkać się w końcu z rybą postawiłem na kukurydzę i dziesięcio milimetrowe kulki. Postanowiłem uatrakcyjnić przynętę nęcąc punktowo przy pomocy siatek PVA i miksu złożonego z zacukrowanej kukurydzy pelletu rybnego oraz zanęty spożywczej zalanej boosterem homar rak. Zadowolony z swojej przebiegłości narobiłem kiełbasek PVA. I posłałem zestawy tym razem na płytką wodę.
Chciałem przy okazji tej wyprawy sprawdzić teorie mówiącą o sygnalizacji brania na luźnej żyłce bez naruszania jej rozciągliwości. Pozwoliłem wiec hangerom napiąć żyłkę. Pojawiło się kilku znajomków i oczywiście zamiast pilnować wędek oddałem się dyskusji. Coś chwilę pojechał ona moim lewym zestawie jednak zanim dobiegłem do wędziska branie się skończyło. Przypomniawszy sobie o zamiarze łowienia ryb podziękowałem towarzystwu za rozmowę tłumacząc się koniecznością przerzucenia zestawów i pilnowania wędek. Po tej operacji wśliznąłem się do auta i zająłem się lekturą.

Stałem się nieco senny gdy moją uwagę zwrócił wiszący swobodnie hanger. Rad nie rad musiałem poprawić hangera przy okazji zauważyłem ze nie trafiłem żyłką w rowek sygnalizatora. Poprawiłem błędy i już wstawałem od stojaka gdy sygnalizator wydal piknięcie które początkowo zignorowałem jednak gdy już wydał szybkie dwa kolejne zaciąłem. I wtedy na mojej twarzy zagościł wędkarski uśmiech nr 7. Nieśpiesznie powoli i z namaszczeniem rozpocząłem hol. Ryba chyba wyczuła brak pośpiechu z mojej strony i majestatyczne zataczała koła. Ja podholowałem ją na tyle by ocenić jej wagę na jakieś cztery kilogramy. Bojąc się o to by na śliskim gliniastym podłożu nie wykapać się razem z rybą podholowałem ją wzdłuż brzegu w bardziej dogodne do podebrania miejsce. Spokojnie wprowadziłem rybę do podbieraka i zaniosłem mojego pierwszego karpia w sezonie 2015 na matę.
Poprosiłem starszego pana o zrobienie pamiątkowej foteczki i zdezynfekowawszy ranę po haku z należną ostrożnością oddałem go wodzie. Z resztą sumienie nie pozwoliło by zrobić inaczej ponieważ ostatnio łowię głównie na wodzie sportowej. Branie nastąpiło w okolicach godziny szesnastej a ja pełen nadziei na powtarzalność brań zarzuciłem ponownie i postanowiłem posiedzieć do wieczora. Zaparzyłem kolejną kawę i oddałem się ponownie lekturze. Szczęśliwy już w trzydzieści minut później patrzyłem jak na łowisko ściągą coraz więcej wędkarzy.
A dźwięk telefonu wyrwał mnie z nastroju. Patrzę na wyświetlacz a to brat więc odebrałem i dowiedziałem się że grill już gorący a piwo schłodzone. Więc mimo wszystko zmieniłem plany stwierdzając że dobre jedzenie piwo i towarzystwo będzie wspaniałym podkreśleniem tego pięknego aczkolwiek pochmurnego dnia.

Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *