Karpiowe cuda.

20150413_091044-KopiowanieKwiecień zapowiadał się całkiem przyjemnie ocieplenie i iście wiosenne temperatury rozbudziły mój wędkarski zmysł do maksimum więc postanowiłem nacieszyć się wiosenną aurą i pierwszą nieśmiało przebijającą się zielenią. Aby cel ten uskutecznić nie niepokojony przez nikogo musiałem posunąć się do małego oszustwa i wypisałem dwa dni wolnego w pracy nie informując oczywiście mojej najdroższej o zaistniałym fakcie. Ograniczony czas łowienia nieco ograniczył liczbę łowisk a że chciałem w końcu zmierzyć się z rybą. To poszedłem za radą kolegi Bogdana i w myśl powiedzenia „że szukasz cudów z granicą a masz je pod nosem”. Postanowiłem szukać tych karpiowych cudów na moim łowisku sportowych gliniankach. Typ łowiska okazał się całkiem słuszny i znalazłem te swoje cuda. Jako że miałem na łonie przyrody spędzić ponad osiem godzin to postanowiłem co nieco polepszyć komfort łowienia i zabrałem ze sobą wykradając się rano na paluszkach, parasol, fotel i oczywiście nieodłączną małą butlę z gazem i oczywiście naczynie w którym miałem zamiar przygotowywać mój tajemniczy czarny jak noc i aromatyczny jak sklep z kadzidłami wywar. Kto próbował ten wie jak smakuje nieśpiesznie przyrządzana kawa z kawałkiem cynamonu i kilkoma ziarnami zacnego trzcinowego cukru. Na łowisku pojawiłem się już o godzinie siódmej rano i wymościłem stanowisko przygotowałem zestawy i usiadłem na chwilę w fotelu kontemplując ciszę i klimat no z ciszą to może przesadziłem z racji na bliskość głównej trasy jednak moje zmysły chłonęły klimat łowiska. Posiedziałem sobie dobre trzydzieści minut i przypomniałem sobie o zamiarze łowienia karpiowych cudów. Zmaterializowałem więc myśl i w ślad za nią podążyły do wody moje zacne zestawy. W późniejszym czasie z racji nasilającego się wiatru rozłożyłem parasol z osłoną i chcąc być maksymalnie blisko wędek pod nim znalazłem sobie schronienie. Nieco senny i odrobinę zziębnięty organizm domagał się mojego eliksiru więc przystąpiłem do jego przygotowywania. W czasie gdy dochodził sobie na niewielkim ogniu a ja oczarowany aromatem wyczekiwałem w fotelu odezwał się mój wysłużony sygnalizator reakcja natychmiastowa i chwilę po godzinie dziewiątej na brzegu miałem pierwszy wspaniale wybarwiony cud wyłuskany z glinianek. Obsłużyłem złowionego karpika zaopatrzyłem mu skaleczenia i poprosiłem znajomego o wykonanie małej sesji foto. Głównie w celu okraszenia planowanego wpisu na łamach mojego bloga. Przerzuciłem zestaw i zanurzyłem usta w kawie porażony jej smakiem oddałem się przemyśleniom i powiem wam moi mili że za długo nie myślałem Bo już w dwadzieścia minut później miałem na brzegu kolejny karpiowy cud. Znowu mała sesyjka i po uwolnieniu karpia zapadłem w lekki letarg. I nie minęło nawet dwadzieścia minut gdy znów sygnalizator wydal z siebie dźwięki które powodują wzrost adrenaliny. Przyciąłem poczułem tąpniecie i nagły luz i żal w sercu zwijam zestaw i patrzę na postrzępioną końcówkę żyłki. Pierwszy raz miałem na tym zbiorniku takie zajście zdziwiony przerobiłem zestawy i znów posłałem w zanęcone miejsce. I ponownie powtórzyła się sytuacja z obcinką. Oszacowałem miejsce obcinki i postanowiłem nie pozwolić na wejście ryby w tamten rejon łowiska. Zaprocentowało to kolejnymi karpiami na macie bo chwilę po godzinie dwunastej sygnalizator dał ponownie znaki życia. A ponownie powiadomił o braniu dwadzieścia minut później. Pogoda zaczęła się psuć diametralnie silny wiatr i nadciągający deszcz zmusił mnie do zjechania z łowiska nieco wcześniej niż planowałem. Co z kolei spowodowało wydanie się mojego małego planu ponieważ na drodze wyjazdowej z łowiska namierzyła mnie moja połowa. I drugi dzień urlopu musiałem karnie odpracować w domu zyskałem jednak przebaczenie i cala historia zakończyła się wspaniale. Ja szczęśliwy obfitością karpiowych cudów dzielnie wykonywałem tysiąc zleconych prac i planowałem kolejne wyskoki i to już na długi majowy weekend.

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *