Wrześniowa zasiadka na Ademacu

100_1737-KopiowanieDni urlopu uciekały nieubłagalnie a ja z racji zaczętej budowy sporych rozmiarów wiaty nie mogłem sobie pozwolić na dłuższą zasiadkę. Łowiłem tylko nocą o poranku wracając do obowiązków domowych. Przyznam że nocne zasiadki dały mi mocno w kość a na to wszystko nałożyło się jeszcze pogorszenie stanu i tak co nieco już sfatygowanego zdrowia. Jednak jedna myśl trzymała mnie na nogach planowana zasiadka na łowisku Ademac w Prószkowie całe cztery dni i trzy noce wędkarskich zmagań. Będąc szczerym to na tej zasiadce miało się dziać i w zasadzie się działo i to niemało ale opowiadania wymagają nieco chronologii więc postaram się ja zachować . Więc w dniu 17 września zawitaliśmy na łowisku i wraz z Darkiem przystąpiliśmy do rozbijania obozowiska z tym że darek podnajął kemping i był gotowy w przysłowiowe dwie minutki. Mnie czekało rozłożenie kilku metrów sprzętu wędkarskiego w tropikalnych wręcz warunkach pogodowych. Ale co to dla mnie pomyślałem i dziarsko w promieniach palącego słońca przystąpiłem do rozkładania sprzętu. Odchorowałem to później mając objawy lekkiego udaru przez co ominął mnie wieczorny grill. W czasie rozbijania obozowiska musiałem poszukać wytchnienia za wałem   okalającym staw gdzie znalazłem cień i przewiew. W między czasie dochodziła porcja ziaren którymi miałem zamiar obsypać miejscóweczki. Wytypowane przy pomocy mojej echosondy, wypada więc po krotce przedstawić miejsca które wybrałem. Pierwsze było dosłownie 5 metrów od brzegu był to stok góreczki przy rowie może 1,2 głębokości, druga miejscówka to twardy blacik mniej więcej na 40 metrze a trzecia to okolica zatopionego korzenia. Po zanęceniu i położeniu zestawów nie pozostawało mi nic innego jak chroniąc się przed słońcem oczekiwać brania. Z zadumy wyrwał mnie Darek zastanawiający się gdzie mu zniknąłem niechętnie opuściłem moją oazę cienia i chłodu i pokazałem się przyjacielowi w zasadzie było warto ponieważ zostałem zaproszony na pierogi. Za które w tym miejscu wypada podziękować Izie. Po obiadku i złocistym poczułem się kiepsko więc zaległem się na łóżku i zapadłem w sen aż do 10 rano dnia następnego. W miedzy czasie przespałem porządna nawałnicę której nawet nie zauważyłem.   I straciłem dolną część mojego nowo wykonanego markera. Muszę wtrącić dygresje na ten temat ponieważ ostatnio wzięło mnie na wędkarskie majsterkowanie raz z braku środków na markowe = szajsowe cudeńka a drugim powodem jest słaba jakość sprzętu na który wydaję ciężko uciułane grosiwo. Pierwszy wypust markerów nie przetrwał w warunkach bojowych 15 minut i straciłem je na czerwcowych zawodach jednak edycja beta wykazuje już lepsze właściwości użytkowe poza wspomnianym wypięciem dolnego członu ale tą wadę udało mi się namierzyć i wyeliminować. Trzeci wypust jest prezentem urodzinowym dla Dariusza i te z racji wyuczonego zawodu elektronika naszpikuje już nieco podzespołami w części głowicy. Obecnie jestem również na etapie konstrukcji stolika z tacy wykonanej z laminatu i części połamanego krzesła kapitańskiego. Oraz szeregu stolików na podpórkę ewentualnie inny stojak. Ale wracając do wyprawy zwlekłem swoje szacowne 130 kilogramów z mojego elektrostatyka L13 wyjrzałem na zewnątrz namiotu i stwierdziłem dziwne zapylenie okolicy. Zostałem oczywiście przywitany wiwatami przez współuczestników zasiadki skonstruowałem śniadanko i zabrałem się za przygotowywanie około 30l ziaren mieszanki pszenicy, kopii i kukurydzy. Obsypałem swoje typy oczywiście musiałem nieco dobić ciśnienia w moim co nieco wysłużonym pontonie. Dodatkowo postanowiłem uatrakcyjnić moje zestawy oblepiając ciężarki pastą pelletową co około godziny 15 przyniosło mi co prawda jedyną rybę tej zasiadki ale za to dzielnie walczącą piątkę. Wytapiałem więc czas oczekując godziny 24:00 aby zaraz po tym złożyć życzenia urodzinowe przyjacielowi Dariuszowi oczywiście nie obyło się bez małego zakrapianego posiedzenia gdzie poszło sporo zacnej księżycówki z coaccolą. W dniu 19 września wszyscy musieliśmy być grzeczni ponieważ Dariusz miał odwiedziny rodziny i szanownej mamy która jest niezwykle czuła na niewybredny militarno wędkarski język w którym mięcho przewija się nadwyraz często. Więc poosłaniawszy się parasolami od słońca oddaliśmy się konsumpcji złocistego lanego browarka który znakomicie leczył dolegliwości dnia poprzedniego. Czas upływał powoli co jakiś czas współtowarzysze wyciągali ryby a na czoło wysunął się Marcin który miał kilka brań w ciągu całej zasiadki i kilka ładnych karpi na macie. Również jego teść Darek mógł pochwalić się rybą powyżej 12kg co najlepsze złowioną na kule z własnego wyrobu. Powoli zbliżaliśmy się do końca zasiadki. Przygarnąłem gościnnie Marka na swoje stanowisko który dojechał wieczorem dnia 19 i musze przyznać że mina mi zrzedła kiedy po piętnastu minutach wyciągnął ładną piątkę ale jak to mówią gość w dom…… . Nastał ostatni dzień zasiadki gdzie obudziliśmy się ponownie z ciężkimi głowami ponieważ musieliśmy z Markiem co nieco spożyć gdyż kilkukrotnie odkładaliśmy już spożywanie razem i nawarstwiło się tego trochę. I tu pozytywnie zaskoczył nas Darek solenizant robiąc w porze śniadaniowej grilla który nie ukrywam ruszył trochę pognębione żołądki. A za jego dobroć i gest wody Ademacu wynagrodziły go ponad 14 kg karpiem za razem jego PB. Ale wcześniej było jeszcze wspólne pamiątkowe zdjęcie gdzie z Darkiem wystąpiliśmy po raz pierwszy oficjalnie w brawach Sekcji Wędkarskiej 10blog. Podsumowując zasiadkę mimo jednej ryby na macie muszę zaliczyć ja do udanych. Miałem czas na testy nowego sprzętu na przemyślenia nowej taktyki i naładowania akumulatorów na ciężki czas w pracy. Spędziłem kilka wspaniałych dni w zacnym towarzystwie i miałem okazję wymienić poglądy i doświadczenia w tym wspaniałym wędkarskim rzemiośle. W tym miejscu chcę podziękować Darkom Pawłowi Marcinowi i Markowi za wspaniale spędzony czas we wspaniałym gronie i wspaniałym łowisku jakim jest Ademac w Prószkowie.

Tagi , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *