Kwietniowa ucieczka.

DSC_0112-KopiowanieKwiecień powoli się kończył a ja miałem wielką ochotę połowić na moich gliniankach bo przeważnie w końcówce kwietnia bywają dla mnie bardzo łaskawe i otwierają swoje wody. Wygospodarowałem czas i oszukawszy nieco moją małżonkę wziąłem wolny piątek i skorzystałem z nowo zakupionego zestawu ucieczkowego. Skonstruowałem go na tanich kijach Prologic w wersji C1 w trójskładzie  aby można je było w tajemnicy trzymać w bagażniku,  do tego piórnik z przyponami, kilka zapasowych ciężarków, mata, podbierak i podstawowe akcesoria oraz malutka torba z pelletem i podstawowymi przynętami. Na gliniankach byłem w okolicy godziny 8:00 i szybko rozłożyłem sprzęt po wcześniejszym sondowaniu wody miałem już wytypowane stanowiska i w głowie gotowy plan na łowienie. W pierwszej kolejności poszło do wody kilka spombów z zanętą i w ślad za nimi poszły zestawy. Dodam że łowiłem na spadku w najgłębszej części glinianek ze względu na chęć zmierzenia się z pewnym tajemniczym mieszkańcem Dąbrowskiej wody którego siedlisko namierzyłem przy pomocy moich wędkarskich oczu czyli echosondy. Na włos poszedł pellet Kill punch z Genesis’a który od tamtego sezonu jest dla mnie przynętą numer jeden i nigdzie się bez niego nie wybieram.  Po zarzuceniu zestawów dałem się pieścić promieniom wiosennego słońca i cieszyłem się urokami wczesnej wiosny. Zaparzając kawę moje nowe ucieczkowe sygnalizatory dały o sobie znać i nastąpił atomowy odjazd. Po całkiem przyjemnej walce na macie pojawił się przyjemny karpik o masie nie przekraczającej 3 kg jednak zapowiadało się wspaniale.  Szybka sesja kilka spombów zanęty i zestaw do wody nie minęła chwilka i ponownie odjazd niestety spięty. Poddenerwowany wymieniam przypony na wypróbowane i pewne kostrukcje i oddaje się wypoczynkowi. Udało mi się w sumie wyłuskać cztery karpie w  niecałe dwie godzinny i oczywiście telefon zadzwonił po drugiej stronie moja połowa i z nieukrywaną radością w głosie pyta się czy długo będę na rybach bo jest trochę pracy w domu. Co jest „wąski” pomyślałem zapytałem się więc skąd wie a ona na to że zgubiła mnie synchronizacja zdjęć w telefonie i na stacjonarnym komputerze zaczęły się pojawiać fotki karpi. Wspaniałomyślnie otrzymałem pozwolenie na jeszcze dwie godziny wędkowania  i z naładowanymi bateriami wróciłem do domu oczywiście zwoje musiałem wysłuchać. Ale tak jest natura żon że czasami muszą sobie po marudzić.

 

Tagi , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *