Start sezonu 2016.

DSC_0024-KopiowanieŚwiat w okół  eksplodował młodą zielenią wiosny drzewa pokryły się przepięknym kwieciem a ja mimo że urzędowałem na rybach już w lutym to aż do kwietnia praktycznie nie miałem szansy pojawić się nad wodą.  Zaplanowałem więc na początku kwietnia tydzień urlopu o przeznaczeniu wędkarsko remontowym. Remontowym z tego względu że musiałem zając się na poważnie moim nowym a w zasadzie jednocześnie starym nabytkiem przyczepą kempingowa marki Kip z lat siedemdziesiątych. Niewielka cena za którą ja nabyłem wygenerowała wielkie ilości pracy które w nabytek muszę włożyć. Czyli klasycznie to co niewielkim remontem miało być przerodziło się w praktycznie remont generalny. Ale nie o tym mowa oczywiście więc pozwolę sobie powrócić do tematów ogólno wędkarskich. Oczywiście jak człowiek poczyni sobie jakieś plany to życie złośliwe szybko poczynione plany zmienia. Epickie zasiadki na których miałem zamiar witać wschodzące słońce zmieniły się w króciutkie dwu trzy godzinne wypady. O które wręcz na noże musiałem walczyć z moją małżonką.  Przy takim trybie wędkowania zawsze istnieje szansa na złowienie jakiegoś karpika i ja ją dostałem od losu i jakiegoś tam karpika a w zasadzie karpiczka wielkości dłoni udało mi się wyciągnąć. Jednak taki tryb wędkowania nie sprzyjał jakimś większym okazom. Postanowiłem wiec wyszaleć się na płotkach i przy okazji odbyć jakikolwiek spławikowy trening przed nadciagającymi zawodami. Wpadłem więc do mojej wędkarskiej kanciapki i od razu w oczy rzucił mi się zestaw zrobiony w grudniu tamtego roku na zimne płocie zawiązany na moim wysłużonym już feederze. Stwierdziłem że zestaw się jak najbardziej nada i aby nad woda nie męczyć się z zanętą przygotowałem ja w domu wykorzystując do tego celu mieszadło do kleju zainstalowane w nieśmiertelnej wiertarce marki celma. Przygotowany udałem się nad zbiornik i zająłem miejsce celowo trudne technicznie.  Po niewielkiej korekcie gruntu i zanęceniu miejscóweczki wody otworzyły się przede mną i co chwila obdarowywały mnie dorodnymi jak na ten zbiornik płociami i wzdręgami. Przyznam że w opadzie trafiła się nawet całkiem przyzwoita uklejka i jeden mikro okonik. Wyciągając w dobrym tempie rybę za ryba po dwóch godzinach wędkarskich uniesień nastrój został popsuty przez telefon mojej połowy. Który to nakazał mi ewakuację córeczki z przedszkola z powodu problemów jelitowo żołądkowych.  Rad nie rad jako że porwałem chwilowo jedyne sprawne auto musiałem udać się po pociechę i zakończyć tak wspaniały czas nad wodą. Trening i zanęta mimo że skuteczne przed zawodami nie wspomogły mnie jednak w samym dniu zawodów które zakończyłem z wynikiem 0pkt.

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *