Lipcowe poranki nad wodą.

 

DSC_0074Lipiec rozpoczął się urlopowo i po raz pierwszy od 10 lat udało nam się całą rodziną wyjechać nad polski Bałtyk. Jako że czas ten miałem spędzić rodzinnie nie myślałem nawet przez moment o wędkowaniu. Ok; myślałem tylko moja połowa nie dała się przekonać do takowych planów i z góry zaplanowała rozrywkę dla całej familii, a do mnie jak zawsze należało ostatnie słowo które brzmiało „tak kochanie”.

Po spędzeniu wspaniałego tygodnia i naładowaniu akumulatorów mogłem w końcu zabrać się do remontu a w tym roku sprawa była gruba gdyż zaplanowałem modernizację i przeniesienie kotłowni z budynku mieszkalnego do gospodarczego. Wiązało się to oczywiście z remontem kapitalnym budynku i wymianą dachu z racji zaplanowanych kolektorów słonecznych. I tradycyjnie musiałem pokombinować aby spędzić choć parę chwil nad wodą.

A że upór w tej materii w moim przypadku jest wielki, wymyśliłem sobie że będę jeździł codziennie od godziny 4 do godziny 8 i nad wodą spożywał kawusię i śniadanko. Jak pomyślałem tak tez uczyniłem i w następnym dniu skoro świt zameldowałem się nad wodą. Prawie trzydzieści minut zabrało mi rozłożenie stanowiska i zanęcenie ale już po piętnastu minutach miałem pierwsze branie.  Mały amurek zagościł na macie i spowodował kolejne 20 minutowe zamieszanie.

Będąc bardziej ścisłym to wybrałem miejsce gdzie amury stacjonują i obficie podsypując kukurydzą orzechem arachidowym pszenicą spowodowałem żerowanie rybek i w konsekwencji branie.

Tu nadmienię kilka słów o zanęcie którą sam wytwarzam i konserwuję. Zapytacie w jaki sposób a minaowicie w taki w jaki nasze mamy konserwują przetwory poddając weki z ziarnami procesowi pasteryzacji. Dzięki temu że mam zapas gotowej zasłoikowanej kukurydzy o wysokim stopniu trwałości jestem w stanie urządzać spontaniczne wypady na ryby ograniczając przygotowania do spakowania sprzętu do auta.

W perspektywie czasu konsekwencja i regularność w nęceniu pokazała swoją przewagę i po około tygodniu miałem prawie schematyczną miejscówkę dzięki której mogłem skutecznie realizować pasję. Przewaga amurów jednego rocznika i nie dużych karpi wcale mi nie przeszkadzała i jak zawsze hol każdej ryby sprawiał ogromną radość.

Piętnaście poranków które poświęciłem jednej wodzie i jednemu miejscu odwdzięczyło się rybami które długo będę wspominał a takie wydarzenia jak hol dwóch amurów jednocześnie czy też złowienie pierwszego jesiotra w życiu na długo zapadną w pamięć.

W zasadzie będąc szczerym nie chodziło mi o ryby a o ucieczkę od codziennej ciężkiej pracy, podładowanie akumulatora z kawą i książką w dłoni. Ogólnie mówiąc takie cztery godziny tylko dla mnie co prawda kosztem snu ale jakże odprężające. A dobre samopoczucie i optymizm jak już wielokrotnie wspominałem na łamach mojego bloga przenosi się na otoczenie i dzięki naszemu szczęściu inni ludzie są szczęśliwsi.

Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *