Wrześniowa ucieczka.

dsc_0168Sierpień minął na wytężonej pracy przy wcześniej wspominanej modernizacji kotłowni i aż do dziewiątego września nie miałem szansy na nawet najmniejszą myśl o wypadzie na ryby. Napięcie i tęsknota do spędzenia odrobiny czasu nad wodą osiągnęła swój szczyt musiałem w jakiś sposób spędzić choć kilka chwil w otoczeniu przyrody i porelaksować się oczekując na brania. I stało się niemal od półtorej miesiąca nie wyciągałem z samochodu sprzętu i podróżował on ze mną stale w nadziei na wygospodarowanie chociaż odrobiny czasu na jakże wspaniałe hobby jakim jest wędkarstwo. Musiałem uciec się do podstępu i wygospodarowawszy wolny piątek wyruszyłem do „pracy” i o godzinie 7:30 zawitałem nad fantastycznym zbiornikiem ukrytym wśród leśnej głuszy gdzie tylko lekko ciszę zakłócały dźwięki powstałe przy modernizacji pobliskiej elektrowni. Ci czytelnicy którzy są z opolskeigo i okolic od razu zorientują się że zawitałem ponownie na Śródlesiu II.

Zawitałem tam z myślą o zażyciu 8 godzin relaksu nad wodą i powrocie do domu. Nieśpiesznie rozłożyłem sprzęt fotel porobiłem zestawy i worki PVA. Przesondowałem dno markerem i posłałem w okolice trzcin oba zestawy. Zaparzyłem aromatycznej kawy osłoniłem się od palącego już co nieco słońca i zaczerpnąłem po raz pierwszy od długiego czasu wędkarskiego oddechu. Zeszło ciśnienie a szum trzcin podziałał uspokajająco, koił moje zmysły swoją miarową muzyką. Cisza spokój, piękno przyrody nastrajały do kontemplacji oraz zastanowienia się nad swoimi poczynaniami. Chwile bezczynności pozwalały na wyciągnięcie wniosków, podjęcie planów na najbliższe miesiące. I przyznam że po dwóch godzinach poczułem lekki wstyd przed samym sobą. Poczułem go dlatego że nie postawiłem sprawy jasno przed moją połową i musiałem się uciec do podstępu. I gdy tak sobie rozważałem za i przeciw swojego postępowania ciszę zakłócił odjazd na prawym kiju. Niestety spięty a już w duchu cieszyłem się pierwszą rybą złowioną na Sródlesiu II. Chwila zamieszania połączona z przerzuceniem zestawów, wróciłem do przemyśleń. Niewiele myśląc wyciągnąłem telefon , zadzwoniłem do mojej małżonki, gotów na wyrzuty. Przyznałem się że jestem na rybach i tu zdziwiłem się niezmiernie bo zamiast wyliczanki rzeczy które pozostawiłem niezakończone usłyszałem że chwila relaksu dobrze mi zrobi i abym wrócił w miarę wcześnie. Przyznam się że zaniemówiłem przez dłuższą chwilę ale któż nas lepiej zrozumie niż nasza lepsza połowa. Spokojny na sumieniu oddałem się w pełni wędkarskiemu klimatowi, gdy już czułem się błogo to spokój mój zakłócił telefon. I ku mojej rozpaczy pani z banku przypomniała o umówionym spotkaniu o którym ja oczywiście zapominałem. Musiałem się zwinąć z żalem po zaledwie trzech godzinach wędkowania i przebijać się przez trzydzieści minut przez korki do centrum Opola zrozpaczony dokonałem formalności w banku i zrezygnowany wróciłem do domu. Małżonka zauważyła na mojej twarzy zmartwienie, rozładowała stres przytulając się i podsuwając pod moje dłonie znaczny już ciążowy brzuch w którym wyczuwałem ruchy mojego synka Wojtka. Doświadczenie to od razu poprawiło mi humor, naładowało pozytywnie zamknąłem oczy a w wyobraźni zobaczyłem już rodzinne, wspólne, wyprawy karpiowe. Rozanieliłem się i odpocząwszy odrobinę zabrałem się do kończenia miliona prac w domu.

Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *