Weekend rekordów

12wodaDni mijały i powoli wszedłem w połowę września.  Praca oraz życie rodzinne nie pozwalały myśleć o wyprawie na ryby. Poza kilkoma godzinami na początku września nie miałem szans na choćby popatrzenie na wodę. Ale w duchu byłem spokojny ponieważ liczyłem chwile do planowej i ogłoszonej już dwa miesiące wcześniej zasiadki weekendowej.  Oczywiście wszystko miało przebiec gładko ale jak to w życiu bywa sprawy musiały się pokomplikować. Więc zamiast od rana w piątek 16 września rozpocząć zasiadkę, odwiedziłem z dziećmi kilku lekarzy. Czas aby stawić się nad wodą miałem późnym popołudniem. Na szczęście przewidując problem skoro świt przetransportowałem swoją przyczepę kempingową na łowisko Ademac, zostawiwszy swoje mienie pod opieką Darka udałem się na medyczną wycieczkę z moimi pociechami.  Przybyłem na łowisko po raz drugi w okolicach godziny 17, wypakowałem tonę sprzętu.  Jednak zanim przystąpiłem do moszczenia miejscóweczki na dołek powędrowało 0,7 kolorowej wódeczki oraz dwa browary. W znakomitym nastroju rozłożyłem stanowisko, napompowałem ponton. Pikanterii sprawie dodawał fakt że większość sprzętu była nowa. Na podpórkach zaległy nowe wędziska z nowymi młynkami obok pompował się nowy ponton. A wiadomo jak nas wędkarzy cieszą nowe zabaweczki szczególnie takie o których się marzyło od dłuższego czasu i można by rzec że udało się je nabyć na raz po okazyjnej cenie.  Po przesądowaniu dna zrezygnowałem z ustawienia markera i zestawy postanowiłem kłaść w pobliżu stałego znacznika wyznaczającego koniec stanowiska numer 7. Drugim kursem wywiozłem 40 litrów mieszanki ziaren z przewagą pszenicy z dodatkiem kukurydzy i wielkiej ilości konopi.  Zanęciwszy miejscówkę posłałem w nią zestawy. Z dozą lekkiego  wstydu przyznam że za pierwszym rzutem srogo przeniosłem połowę łowiska ale tak to bywa z nowymi niewyczutymi kijami. Całe szczęście w tym że nie wpakowałem się w zestawy wędkarzy na drugim brzegu. Na przynętę zgodnie z postanowieniem które podjąłem na rok 2016 użyłem orzecha arachidowego i kukurydzy. W między czasie przybyli inni wespół wędkujący i   bardziej niż na wędkowaniu skupiliśmy się na grillowaniu i spożywaniu napoi wyskokowych. Rankiem skoro świt dnia następnego zaraz po kawie przerzuciłem zestawy i wywiozłem kolejną porcję ziaren. Nie czekałem zbyt długo bo podczas przygotowywania jajecznicy moje sygnalizatory odezwały się donośną pieśnią, rozpocząłem nieśpieszny hol rozpoznając pracę nowego kija i hamulec w nowych kołowrotkach. Po kilku minutach nieśpiesznie w podbieraku wylądował słusznych rozmiarów golec. Po zważeniu okazało się że pobiłem w tej kategorii mój PB i ustanawiając wagę na 8,3kg. Koledzy jak tradycja nakazuje wylali na mą głowę wiadro wody ku uciesze gapiów. Po oporządzeniu bałaganu dzięki uprzejmości Darka skorzystałem z jego łódki. Wywiozłem ponownie zestawy obsypując je konopiom i pszenicą. Zabraliśmy się za wspólne przygotowanie śniadania po jakiejś godzinie delektowaliśmy się jajecznicą. W okolicach południa po poprawieniu nastroju odrobiną czegoś mocniejszego kolejny z sygnalizatorów dał znać o sobie, ponownie rozpocząłem hol. Jak poprzednio nie dałem ponieść się emocjom  po kilku epickich kołach i odjazdach w zasięgu wzroku pojawiła się pełno łuska piękność . W rękach czułem że i ona będzie słusznych rozmiarów. A koledzy szykowali już kolejne wiadro z wodą. Po wylądowaniu karpia w podbieraku i zważeniu pojawił się mój kolejny PB tym razem 12,8kg w klasie pełnołuskich. Z radością przyjąłem kolejne wiadro wody na głowę uratowawszy przed tym ostatnią suchą koszulkę. Po ogarnięciu bałaganu i ponownym wywiezieniu zestawów poczułem nagłą potrzebę więc poprosiłem kolegę Marka o popilnowanie wędzisk ruszyłem w stronę tojek. W czasie powrotu dostałem telefon że Marek na moim kiju holuje coś dużego.   W zasadzie nie miałem ochoty na kolejne wiadro i nie chciałem koledze odbierać przyjemności z holu więc nie spieszyłem się. Jak się potem okazało karp przekroczył solidnie 10kg i stanowił PB Marka. Mogłem w końcu i ja polać szczęśliwego łowcę wiadrem wody. A że reakcja nieco już znieczulonego fotografa była osłabiona musieliśmy proces polewania powtarzać trzy razy aby ładnie ująć wodę na zdjęciach.  Była to ostatnia ryba złowiona przez nas na tej weekendowej zasiadce i mimo prób i kombinowania ryby przestały współpracować. Pogoda się w między czasie załamała i Ademac pożegnał nas deszczem. Był to wspaniały weekend spędzony w znakomitym towarzystwie. Towarzyszom chciałbym gorąco z tego miejsca podziękować. Dzięki temu weekendowi i udało mi się naprawdę wyluzować i pisząc ten tekst w tydzień po zasiadce stan luzu nadal się we mnie utrzymuje. Najpiękniejszym było jednak to że wróciwszy do domu z wyprawy nie usłyszałem ani jednego słowa wyrzutu od bliskich a jedynie gratulację z pobicia PB.

Dodaj do zakładek Link.

Jedna odpowiedź na „Weekend rekordów

  1. Piękna wyprawa i piękne ryby ! Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *