Leszczowy Armagedon.

dsc_0204Od niespełna czterech dni  zagościła jesień.  Wszyscy wiemy w jaki sposób ten jakże urzekający czas działa na nasze wędkarskie wyobraźnie i jakie emocje budzi w naszych sercach. Ja osobiście nie byłem wyjątkiem, w mojej głowie przewijały się obrazy okazów karpiowej populacji w lokalnych łowiskach. Bardzo chciałem znaleźć się nad wodą i sprawdzić swoje wędkarskie szczęście przy polowaniu na karpia. Jak człowieka najdzie chęć to i sposób szybko się znajdzie na uzyskanie oficjalnej zgody od mojej połowy nie mogłem liczyć więc ponownie musiałem się uciec do podstępu.  W poniedziałek 26 września realizowałem przesunięty dzień wolny w pracy i właśnie ten czas postanowiłem wykorzystać na spełnienie się w wędkarskim hobby. Od jakiegoś czasu urzekł mnie niezmiernie zbiornik Śródlesie 2.  Więc tam zaplanowałem swoją małą karpiową  wyprawę. Standardowo o  4:40 byłem już na nogach spożyłem lekkie śniadanie i  zdziwiony zauważyłem dno w puszcze z kawą.  Nie lubię słabej kawki więc odpuściłem sobie poranny zwyczaj spożywania  tego napoju. Co spowodowało wcześniejszy o 15 minut wyjazd na ryby. Z tajniaka przemyciłem sprzęt do auta i ruszyłem na podbój Śródlesia 2. Po drodze wstąpiłem na stację benzynową po dużą czarną kawusie i orzeszki arachidowe które maiły stanowić przynętę. Nadal jestem wierny postanowieniu na 2016 rok w którym zamierzałem łowić na ziarna i twardo dotrzymuję sobie danego słowa.   Wracając do wyprawy to po jakiś 30 minutach dotarłem nad wodę. Jechałem i podziwiałem to klimatyczne łowisko owiane siwym oparem unoszącym się z nad wody. Uznałem ten widok za niesamowicie klimatyczny i nastrojowy.  Zauważyłem że drugi brzeg jest pusty więc tam skierowałem swój pojazd. Po chwili jadąc w tempie spacerowym zauważyłem kilka spławów karpi na pierwszym stanowisku obok obrębu ochronnego. Chwilę poobserwowałem wodę i tam właśnie postanowiłem łowić. Rozłożyłem sprzęt i doceniłem rześkość poranka. Umieściłem zestawy w łowisku i schroniłem się w aucie z racji nieprzyjemnego chłodu. Nie wsiadłem jeszcze dobrze do auta gdy moje sygnalizatory dały o sobie znać. Po chwili miałem ładnego leszczyka na brzegu. Ucieszywszy się z ryby przerzuciłem zestawy i schroniłem się w aucie. Nie minęła dłuższa chwila i kolejny leszczyk uwiesił się na zestawie. Do godziny 10 miałem już na koncie dziesięć leszczy i zmęczony ciągłym przerzucaniem zestawów zrobiłem przerwę na śniadanie. Postanowiłem przebić się przez leszcze i uparcie łowić dalej w tym samym miejscu z nadzieją że podejdą karpie. Jak się później okazało nadzieja matką głupich i do godziny 13 miałem 19 leszczy na rozkładzie. Oczywiście telefon skrócił moje wędkowanie o trzygodzinny i musiałem wracać do domu. Poskładałem więc sprzęt i ruszyłem ze smutkiem w drogę powrotną. Z nadzieją w sercu że wkrótce znów zawitam nad Śródlesiem.  W domu czekało na mnie jak zwykle sto wyzwań i tysiąc zadań. Ale przyjemnie spędzałem czas z moimi pociechami i zmęczony wrażeniami o godzinie 20:00 spałem grzecznie razem z synkiem którego usiłowałem usypiać.

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *