Niedzielny Komin i Glinianki.

dsc_0247Październik co raz bardziej się rozkręcał a ja starałem się w wirze obowiązków i zadań nadrobić chociaż kilka wypraw na ryby. Plany na rok 2016 miałem ambitne jednak jak to w życiu bywa poprzestawiały mi się priorytety i dowiedziawszy się w maju o tym że po raz kolejny zostaliśmy wraz z małżonką pobłogosławieni potomkiem na pierwsze miejsce wysunęła się rodzina. Mimo że nie miałem zbyt wiele czasu na łowienie to udało mi się pobić trzykrotnie mój PB a i ilość ryb była również imponująca. Wracając do wypraw bardzo chciałem odwiedzić zbiornik  o nazwie „KOMIN” który od chyba trzech lat  jest zbiornikiem złów i wypuść. Usytuowany jest on w miejscowości Mechnice i jest to wyrobisko po nieczynnej już cegielni. Będąc szczerym to odwiedziłem ten zbiornik w lutym tego roku aby na zaproszenie kolegi Piotra wziąć udział w czynie społecznym na ww zbiorniku i pomimo zimowej szaty zapragnąłem pojawić się jeszcze kiedyś nad tą malowniczą na pół dziką wodą. Cały wiosenno letni czas nosiłem się z zamiarem odwiedzenia zbiornika i znalazłem go dopiero dziewiątego października. Miałem w zasadzie pracować w tym dniu jednak udało się szybko rozliczyć z kontrahentami i o godzinie 8:00 w niedziele byłem wolnym i szczęśliwym człowiekiem. Skoro w domu myśleli że pracuję do godziny 17 a pociechy wraz z małżonką wizytowały teściów. Nic nie stało na przeszkodzie by pojawić się nad tym malowniczym wyrobiskiem i spróbować swoich sił.

Nad „Kominem” pojawiłem się o godzinie 8:30 pokonawszy ciężki dojazd nad wyrobisko zająłem pierwsze stanowisko  i chwilę napawałem oczy przepięknym widokiem tej na wpół dzikiej wody. Rozstawiłem sprzęt i obmyśliłem taktykę na połów. Orzechy i kukurydzę poparłem wielkim workiem PVA z pelletem i posłałem jeden zestaw w pobliże wysp a drugi nieco naprawo w pobliże grążeli. Nie chciałem hałasować i sondować markerem dna i wybór miejsc spowodowany był obserwacją wody i zauważeniem aktywności ryb. Po całym zamieszaniu spowodowanym rozkładaniem się zaparzyłem gar kawy po turecku i zasiadłszy w samochodzie oddałem się lekturze. Z sielanki wyrwał mnie odgłos sygnalizatora pół sekundy później nawiązałem kontakt z rybą która za nic mając moje wysiłki zaparkowała w pobliskich grążelach. I po chwili zmagań wyciągnąłem z nich mój zestaw niestety bez rybki. Przerzuciłem zestawy i ponownie zapadłem w lekturze. W między czasie na łowisku odwiedził mnie mieszkaniec okolicznej miejscowości z którym  odbyłem interesującą pogawędkę. O godzinie trzynastej przemarznięty wróciłem do domu gdzie czekał na mnie ciepły obiadek i w czasie poobiedniej sjesty postanowiłem wpaść z wędką na okoliczne glinianki i tam spróbować sowich sił bo będąc szczerym niebyło mnie tam już około dwóch miesięcy. W między czasie umówiłem się z Darkiem nad wodą i pojechałem zbadać co się dzieje nad moją wodą. Gdy pojawiłem się nad wodą zastałem kolegę Piotra który powiedział że od dwunastu wypraw nie miał kontaktu z rybą.  Tak to bywa z wyrobiskami że bywają chimeryczne a i pogoda nie pachniała rybą. Mimo wszystko rozłożyłem się przy okazji drugi raz testując mój nowy parasol. W między czasie dojechał kolega Jarek i rozłożył się tuż obok towarzystwo zrodziło się zacne więc po przyjeździe Darka zebraliśmy się pod parasolem i uraczyliśmy się wymianą poglądów i kolejnym gorącym i aromatycznym kubkiem kawy. Do zmierzchu ryby nie przejawiały żadnej aktywności i o kiju zjechaliśmy do domu. Mimo wszystko podładowałem baterię przed bardzo dynamicznym i męczącym tygodniem w pracy. W domu czekały na mnie moje pociechy które urządziły sobie wędkarski obóz pod suszącym się w salonie parasolem. Pobawiłem się z  nimi chwilę i po godzinie ciężko było zagonić moje stadko do kąpieli i spania. A tato musiał na poczekaniu wymyślić bajkę o wędkarce Madzi, sumie, karpiu i amurze.  Gdy pociechy oddały się sennym marzeniom ja mogłem porozmawiać w spokoju z małżonką i popatrzeć co najmłodszy synek wyprawia w ciążowym brzuchu mojej dzielnej drugiej połowy.

Tagi , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

2 odpowiedzi na „Niedzielny Komin i Glinianki.

  1. Okonek blog mówi:

    Hehe już sporo rozwinięta strona 🙂 za co gratuluję
    Mieć rybę na kiju w takich warunkach to już jest coś i coś się dzieje jedynie szkoda, że rybka nie została wyciągnięta z wody :/ to najbardziej rozczarowuje jak się na nią tyle czeka

    • admin mówi:

      Życie nie takie niespodzianki sprawia a gdybyśmy zawsze wygrywali z rybą to nasze hobby było by mało emocjonujące.Porażki motywują 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *