Październikowa noc.

dsc_0334Po lekkiej wędkarskiej przekąsce w postaci piątkowego mikro spinningu moje wygłodniałe wędkarskie serce domagało się w końcu porządnego wędkarskiego posiłku. Zaplanowałem więc wypad na moje ulubione glinianki na nockę z soboty na niedzielę dwudziestego drugiego października. W domu miałem masę pracy i moja wyprawa stała pod wielkim zagrożeniem. Do ręcznego załadowania czekało na mnie jakieś dwanaście tysięcy kilogramów ziemi i gruzu, poprzeczkę trudności podnosił fakt że należało go lotem parabolicznym przerzucać nad blisko dwumetrowym ogrodzeniem uważając za każdym razem na samo ogrodzenie jak i rosnące w jego pobliżu iglaki. Dzięki uprzejmości sąsiadów wypożyczyłem ciągnik i przyczepę i każdą łopatą rosła w sercu gorycz z powodu straconej wyprawy. Jednak w życiu bycie dobrym człowiekiem się opłaca i przypomniałem sobie po pierwszym kursie z ziemią o koledze Marcinie który posiada a zarazem operuje koparkami. Szybki telefon czy dałby radę i już w kilkadziesiąt minut później co konie mechaniczne pozwolą gnałem do sąsiada po kolejną przyczepę bo na jedna ciężko było wyrobić. I planowo tuż po godzinie 16 byłem już myślami nad wodą.  Z racji awarii oświetlenia przyczepy w moim samochodzie musiałem uśmiechnąć się do małżonki o użyczenie swojego vana. Życie by było za łatwe jak by po prostu dala kluczyki facetowi który utrzymuje i tankuje jej pojazd. Musiała po marudzić a ja musiałem zniwelować kilka jej kontrargumentów. Suma summarum nad wodą stawiłem się chwile przed 18 zanim rozłożyłem wędki i przygotowałem worki PVA na dworze zrobiło się prawie zupełnie ciemno.  A wieczorny chłód dawał się mi straszliwie we znaki. Po zarzuceniu dokończyłem rozbijanie kempingu wymościłem łóżko i przygotowałem kubeł zielonej aromatycznej herbaty. W trzydzieści minut później musiałem lecieć ku wędzisku aby przyciąć pierwszą rolkę. Niestety nawiązałem kontakt z rybą i zeszła z haka. Bywa, pomyślałem i z zapałem  zawiązałem nowy przypon i przerzuciłem zestawy. Miałem czas na wieczorne rozmowy telefoniczne i lekturę. Wieczór uprzykrzał mi jedynie bardzo nieprzyjemny chłód. Podgrzałem więc wnętrze mojej przyczepy używając butli turystycznej z palikiem , dodatkowo wlewając do butelki pet wrzątek wsunąłem ją w śpiwór i wykorzystałem jako termofor. Dodam ze koło drugiej w nocy powtórzyłem napełnianie butelki. W komforcie pospałem do ósmej rano.  I gdy wychyliłem się z przyczepy dojrzałem spławy karpi w końcu pomyślałem sobie coś się ruszy więc ślad za spławami posłałem zestawy z PVA i oddałem się konsumpcji przewybornej kawy z przyprawami.  Małżonka zadzwoniła pierwsza i oznajmiła ze na godzinę dziesiątą wybiera się z dziećmi do kina i jak chcę to mogę sobie zostać dłużej na rybkach. Zaniemówiłem, ucieszywszy się niezmiernie oddałem się lekturze. Sielankę jak to zwykle bywa zakłócił telefon spojrzałem na wyświetlacz . Okazało się że to telefon od mamy a takie niestety wypada podnieść. Usłyszałem synu ratuj auto nie odpaliło dziadkowi. Jak się na pewno domyślacie ratunku nie odmówiłem  w dwadzieścia minut później w trybie pilnym wyruszałem już z glinianek.  Po opanowaniu sytuacji gdy spożywałem niedzielny przygotowany przez mamę obiadek przymknąłem oczy i ujrzałem przecudowne jesienne krajobrazy wspaniałe podświetlone promieniami jesiennego słoneczka liście. Malowane złotem brązem i czerwienią drzewa odbijające się w jesiennej spokojnej wodzie. Poczułem że naprawdę kolejny raz mogłem przeżyć przecudowne chwile. I sam w swoim rachunku sumienia podziękowałem stwórcy za cudowne możliwości jakie przede mną roztacza.  Z naładowanymi bateriami mogę przystąpić ponownie do kolejnego tygodnia wyzwań w pracy. Więc wzorem dobrego kolegi z pracy w poniedziałek przekroczę bramę jednostki i zakrzyknę „ Ahoj przygodo !!!”.

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *