Noc listopadowa.

Listopad, nocka, prologic c1, robinson, free runnerGładko wszedłem drugą dekadę listopada. Świat w około mnie przybrał już późno jesienną szatę a przebyte kilka dni wcześniej przymrozki pozbawiły liści większość drzew. Jednak siedząc przed komputerem po przebytym ćwiczeniu w pracy zauważyłem facebookowy wpis o tym ze mamy ciepły weekend i czy ktoś się jeszcze na karpie wybiera. Poczułem drobne ukucie w sercu i pomyślałem  sobie o sprzęcie który obsłużony i spakowany bezpiecznie spoczywał w miejscu przeznaczonym na jego zimowanie.  Pomyślałem czemu by nie spróbować jeszcze swoich sił w połowie karpi i nie wykorzystać przy tym techniczne zaawansowanego sprzętu który przecież z takim trudem gromadziłem i jest  niezwykle rzadko przeze mnie wykorzystywany. Postanowiłem użyć pontonu i echosondy do namierzenia zimowych stanowisk ryb i łowić na drobne przynęty z nadzieją na spotkanie z karpiowatym.

Ale aby marzenia zrealizować trzeba było na wyjazd uzyskać pozwolenie oraz błogosławieństwo ciężarnej małżonki  w mocno zaawansowanej ciąży. Przez jakiś czasz siedziałem i kombinowałem jak by tu uzyskać akceptację moich sobotnich planów przez moją drugą połowę. Nieoczekiwanie  rozwiązanie przyszło same bo teściowa zapragnęła porwać wnuczkę na weekend do siebie co  znacznie ułatwiło mi to pertraktacje z małżonką.  Bez większych problemów uzyskałem więc zgodę na wyjazd skierowałem więc zapytanie do Darka czy nie  ma chęci na małą wędkarską eskapadę. Oczywiście chęci miał więc wstępnie ustaliliśmy spotkanie na godzinę 15 w sobotę.

Z niecierpliwością oczekiwałem na sobotę do której przygotowania zasadniczo rozpocząłem już w czwartek wiążąc przypony, składając karpiowe zestawy. Oczywiście gdy nadeszła sobota jak zwykle na mojej drodze pojawiły się przeszkody. Przeszkody które pokonałem w miarę szybko już w okolicach 14 sprzęgałem auto mojej połowy z przyczepą kempingową, ładowałem sprzęt oraz prowiant. Z racji uporczywych opadów deszczu zrezygnowałem z pomysłu sondowania wody przy użyciu pontonu i echosondy.  Postanowiłem łowić oboma zestawami na głębokiej wodzie z zastosowaniem lekkiego punktowego nęcenia i drobnych przynęt.

Zarzuciłem wędziska z racji dużej wilgotności i związanego z nią chłodu skryłem się w przyczepie standardowo parząc kawę i załączając niedawno nabyte ogrzewanie.  Po kilku chwilach w przyczepie panowało miłe ciepło a przemoczona kurtka przeciw deszczowa ociekała spokojnie na wieszaku.  Po chwili usłyszałem dźwięk silnika, wychyliłem się aby zobaczyć kto pojawił się jeszcze na łowisku. Po kilku chwilach z zielonego busa wychylił się kolega Marek w raz  kolegą Jurkiem. Okazało się że również zostają na noc więc zapowiadało się całkiem zacne grono karpiujących na łowisku.

Darek pojawił się około 16, przy ograniczonej widoczności był zmuszony się rozłożyć , po rozłożeniu się Darka zorganizowaliśmy wspólnego grilla, w zacnym gronie spożyliśmy co nieco płynów rozgrzewających. Przy okazji kilkakrotnie sprawdzając eksperyment z niepienieniem się koli w czasie wlewania do kubeczka z innym rodzajem płynów.  Posiedzieliśmy  we wspólnym towarzystwie do północy po czym udaliśmy się na spoczynek.
Noc przespaliśmy w komfortowych warunkach w ciepłym i suchym wnętrzu kempingu, rano przerzuciliśmy zestawy. Zaparzyliśmy po kubku gorącej, aromatycznej kawy  po której zabraliśmy się za przygotowanie śniadania w postaci jajecznicy z pieczarkami cebulką smażoną z godnie z zaleceniami mojej diety na prawdziwych wieprzowych skwareczkach. Dosmaczoną z racji braku innych przypraw solą z pojemnika do konserwacji kulek.

Bez większych wędkarskich wydarzeń około południa z żalem musiałem zwinąć sprzęt i wracać do małżonki która zadzwoniła z informacją że słabo się czuje. Podsumowując późno jesienną wyprawę mimo że nie udało się nawiązać kontaktu z rybą był to owocnie i niezwykle miło spędzony czas.  Spędzony oczywiście w znakomitym gronie . Który pozwolił podładować wędkarskie akumulatory i nabrać sił na trudny  czas wędkarskiej zimowej posuchy.  Czas który pozwolił wyciągnąć też wnioski, stwierdzić że komu się nie  chce pracować ten zazwyczaj nie połowi. A sprawa z kontaktu z rybą mogła by wyglądać inaczej gdyby chciało się w deszczu rozłożyć ponton, echosondę i popływać troszeczkę. Gdybając jednak nic się nie zdziała,  obiecałem sobie że w przyszłym sezonie będzie mi się chciało chcieć.

Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *