Czarno piątkowy spontaniczny spławik.

Czarno piątkowy spławikW piątek dwudziestego piątego listopad, sklepach ogłoszono czarny piątek, na wszystkich witrynach sklepowych pojawiły się wywieszki z informacjami jakie to niebywałe okazje każdy z tych sklepów oferuje. Podziałało to jak czerwona płachta na byka na ludzi i centra handlowe stały się tłoczne a ruch uliczny od wczesnych godzin rannych zapewne z okazji czarnego piątku również był wzmożony. Jednak ja nieczuły na wystawy witryn sklepowych zmierzałem do domu nieco podenerwowany niezwykłym tłokiem na drogach i zachowaniem dzielnych wyprzedażowych kierowców i kierowniczek.

Zmierzałem do domu dlatego że musiałem wypisać godziny wolne z pracy na potrzeby prywatno medyczne. W domu planowo stawiłem się koło godzinny jedenastej i dowiedziałem się że moja małżonka zmieniła plany dotyczące wizyty u fryzjera i zrobiła się blisko trzy godzinna luka w planie dnia. Luka którą chciałem w jakiś sposób zagospodarować i z racji wspaniale przyświecającego słoneczka tylko jedna myśl mogła mi przyjść na myśl. Szybki spontaniczny  wypad na ploteczki z batem. Jak pomyślałem tak też się stało i w piętnaście minut później byłem już na łowisku złów i wypuść  na pobliskich gliniankach.

Szybkie rozłożenie sprzętu i do wody trafił pierwszy pięcio metrowy bat z racji tego że był na nim gotowy zestaw.  Szybkie sondowanie dna określenie gruntu i w ślad za zestawem poszybowały dwie kulki zanęty która świetnie przechowała się od ostatniego wypadu na spławik. Zapewne przechowała się w tak dobrym stanie z racji niskich temperatur. Zabrałem się za błyskawiczną budowę drugiego zestawu, zasadniczo nie lubię robić tego nad wodą ale jak to się popularnie zwykło mawiać „ No życie”. Zanim doważyłem drugi zestaw miałem już na rozkładzie trzy żyletki na pięcio metrowego bata.

Po chwili dzielnie gruntowałem łowisko na jedenastym metrze od brzegu i wygruntowawszy na styk z dnem posłałem większą cześć zanęty na spławik.  W końcu mogłem wygodnie się rozsiąść i zająć mikro relaksem z uwagą obserwując antenki spławika.  Pech chciał że delikatna ale kąsająca chłodem bryza nawiała liści głównie dębowych w zanęcony obszar i byłem zmuszony męczyć się co chwila z przerzucaniem zestawów i oczywiście utrudniało to prawidłową sygnalizacje brań.

Mimo wszystko połowiłem co nieco płotek wzdręg i krąpików głównie samo zapiętych na zestawach. Jednak i tak cieszyłem się wracając błyskawicznie do domu z tego że ze spontanicznej wyprawy udało mi się te kilkanaście małych rybek wyłuskać. Spędziłem miłe dwie godziny w promieniach późno jesiennego słońca, nawiązując kontakt z przyrodą i ponownie delikatnie podładowując akumulatory. Po dynamicznym i ciężkim tygodniu w pracy a przed tysiącem innych zadań i planów.

Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *