Kołyska karpiowa HM.

DSC_0206Siedząc pewnego razu na fejsbuniu zobaczyłem zdjęcia kolegi który własnymi siłami wydziergał sobie całkiem fajną karpiową kołyskę. Szczerze przyznam ze po doświadczeniach z amurami sam przymierzałem się do zakupu takowego akcesorium. Jednak straszliwie ostatnio grymaśny się stałem i w polecanych przez producentów produktach całkiem słusznie z resztą zacząłem doszukiwać się wad. Mając też dzięki uprzejmości kolegów okazję popróbować w boju różnego rodzaju kołysek najbardziej odpowiadającą moim potrzebą była kołyska ze stajni Prologic jednak jej cena oscylowała około 500zł więc przed świętami nie bardzo mogłem sobie na takowy zakup pozwolić  tym bardziej że nabyłem już wcześniej co nieco sprzętu w kwotach oscylujących w tyś zł.  Wpadłem więc na genialny pomysł aby własnymi siłami wykonać sobie kołyskę pozbawioną wad jednym słowem nad kołyskę. Uruchomiłem proces myślowy i po kilku dniach zadumy w głowie zarysował mi się na razie grubo ciosany projekt mojej nad kołyski. Zakładał on kilka celów:

  1. długość robocza minimum 120cm
  2. łatwość transportu możliwie jak najbardziej kompaktowy wymiar transportowy
  3. solidność materiałów z których będzie wykonana
  4. odpływy wody umieszczone po bokach
  5. możliwie jak najlepszy współczynnik jakości do ceny
  6. zamykana na rzepy klapa

Wpadłem na pomysł przygotowania stelaża z łóżka turystycznego typu kanadyjka. Więc siedząc na allegro udało mi się łóżko takowe nabyć za niebagatelną kwotę 26zł jak głosił opis aukcji to miało mieć minimalne rozdarcie na szwie po odebraniu przesyłki minimalne rozdarcie miał0 długość metra. Jednak potrzebny był mi sam stelaż i liczyło się tylko to że jest sprawny. Stelaż wykonany jest z profilu cienkościennego 25x25mm dzięki czemu stał się mało kłopotliwy w obróbce. Początkowo miałem zamiar składać ramę mojej kołyski na połowę jednak z racji kłopotliowści takowego rozwiązania zrezygnowałem z niego i po usunięciu środkowych nóg połączyłem ze sobą profile na stałe przy użyciu nitów i albuminowego wkładu. W jednej prze nóg zastąpiłem oryginalne nity śrubami odzyskanymi z środkowej pary w celu łatwego demontażu tych że nóg i późniejszego łatwego nakładania materiału mojej kołyski.

O ile samo wykonanie stelaża nie przysporzyło wielkich kłopotów to okiełznanie maszyny do szycia stanowiło nie lada wyzwanie i zajęło mi trzy dni. Zmarnowałem przy tym 800 metrów nici i kupę nerwów kosztowało mnie to całe przedsięwzięcie. Po dwóch dniach walki z tym wściekłym demonem i przeczytaniu kilkukrotnym instrukcji przeprowadziłem mały remont zabytkowego już Łucznika 877. Naprawiłem mu naciąg nitki głównej i przesmarowałem co trzeba wcześniej usuwając tony pyłu z nici.

Ale do upartych świat należy i w czwartym dniu radziłem sobie z tym zaawansowanym urządzeniem krawieckim w sposób całkiem niezły szkoda tylko że 80 % pracy przy kołysce wykonałem w pozostałe trzy dni.  W czasie których więcej czasu spędziłem na pruciu niż na szyciu.  Jednak nabyłem nowe doświadczenia i już planuję wymianę paskudnie wykonanej klapy mojej kołyski na coś bardziej okrzesanego.

Niemniej mimo nierównych, różno kolorowych, ściegów jestem niezwykle dumny z mojej nad kołyski i nie bałem się przeprowadzić testów na własnych dzieciach  które wagą odpowiadają rybą które bardzo chciałbym łapać. Kołyska przetrwała bez najmniejszych uszczerbków na dzieciach i konstrukcji samej kołyski.

W efekcie otrzymałem kołyskę o długości całkowitej 150cm powierzchni użytkowej 140cm z wszystkimi wcześniej wymienionymi założeniami projektowymi. Brzydką jak noc ale wykonaną w pełni własnymi siłami w cenie nie przekraczającej 100 zł. Mam nadzieję że moja nad kołyska spisze się i da mi wiele radości z jej użytkowania a pod spodem przedstawiam foto relację z jej budowy.

W niespełna dziesięć dni po wykonaniu mojego brzydkiego kaczątka wykonałem ponownie moją kołyskę eliminując wady które wykryłem patrząc się na rozłożoną kołyskę. Dodałem większą klapę i w jednej części wszyłem 4 kawałki 20cm rzepów w celu regulacji napięcia klapy.  Szyjąc ponownie kołyskę porobiłem wszędzie około 1,5cm zakładki w celu wzmocnienia brzegów tkaniny i polepszenia estetyki. Tunele przez które przechodzi pianka i rurki zrobiłem bardzo pasownie. Zmieniłem koncepcję boków które wykroiłem w nieco inny sposób niż poprzednio i wydłużyłem. Postanowiłem mocować je na poprzecznych profilach kołyski. W pierwszej wersji po prostu zszyłem w tunel boczki ale podgumowany materiał utrudniał przekładanie profilu wiec tunel zastąpiłem trzema pętelkami wykonanymi z taśmy parcianej przez które znacznie przyjemniej przepycha się boczne profile. Dodatkowo przy spuście wody doszyłem po dwa pionowe kawałki wyżej wspominanej taśmy aby żadna ryba nie próbowała ucieczki poprzez odpływy. Kołyska już nie straszy nieporadnymi i krzywymi szwami. Całość wygląda estetycznie i można spojrzeć na nią bez odrazy. Oczywiście wszystkie szwy wykonałem nićmi do skóry firmy tytan. Dodatkowo każdy szef na jego końcach zabezpieczając używając specjalnego ściegu. Efekt końcowy można podziwiać w galerii poniżej. Celowo nie usuwam zdjęć mojego brzydkiego kaczątka aby była możliwość porównania z wersją jak na razie finalną. A dodam że moje dzieci zrobiły kołysce crash test i wpakowały się do niej razem co daje jej certyfikacje na 43 kg oczywiście bez szkody dla kołyski.

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *