Pierwsze pod lodowe wędkowanie.

pod lodowe, bałałajkaZima nareszcie zagościła w naszym przecudownym kraju. Raczy nasze oczy krajobrazami które urzekają niezmiernie. Pierwsze poważne mrozy skutecznie grubą warstwą ścięły moje okoliczne zbiorniki a w moim sercu mimo urzekającego czasu zagościła tęsknota za wyprawami na ryby.

Ale jak tu się wybrać skoro wszystko lodem skute a i składki jeszcze nie opłacone. W moim kole nie było jeszcze zebrania sprawozdawczo wyborczego i nie było możliwości opłacenia składek. Dobrnąłem więc do 8 stycznia gdzie w czasie zebrania zgłosiłem swoją kandydaturę do zarządu koła z braku chętnych kandydowałem na jedne z bardziej wymagających stanowisk czyli skarbnika koła. Oczywiście moja kandydatura została zaaprobowana i przeszła. Wraz z kolegami zajęliśmy więc miejsce poprzedniego zarządu który za swoją wspaniałą pełną poświęceń pracę otrzymał to co zwykle za publiczną pracę się otrzymuje. Czyli porcję nienawiści, jadu i bez postawnych ataków. Zebranie miało więc przykrą atmosferę i pomimo pełni uznania większości zgromadzonych dla trudu i działań byłego zarządu, znalazło się kilku starszych członków którzy przyszli swoje żale wylać i wypluć cały jad w mojej ocenie nie słuszny. Jednak z miłości do wody w której stan i mi również zdarzało się przyłożyć rękę wraz z kolegami podjęliśmy trud i zamierzamy nadal kontynuować kierunek który obrał poprzedni zarząd. Zdając sobie sprawę z tego jaka nagrodą za wysiłki będzie mnie czekać podjąłem trud i powoli w sprawy skarbnika się wdrażam.

Niemniej jednak chciałem wpis poświęcić pierwszym próbą wędkowania pod lodowego do którego mocno zachęcał mnie prezes koła Jarek w czasie wspólnych wycieczek do okręgu w celu przejmowania koła. Umówiłem się więc na pooglądanie sposobu łowienia z pod lodu w piątek 13 stycznia.
Nie doszedł do skutku mój wyjazd na lód jednak, z racji tego że mój trzeci potomek wybrał sobie ten dzień na dzień w którym przyszedł na świat.  Odłożyłem więc wszelkie próby w wędkarstwie pod lodowym do poniedziałku szesnastego stycznia w który to dzień nabyłem za niebagatelną kwotę trzydziestu złotych pierwszy pod lodowy sprzęt. Oczywiście plany planami jednak musiałem żonę i potomka odebrać z porodówki dodatkowo po raz pierwszy syn poszedł do przedszkola mnie złapała choroba i musiałem zwizytować lekarza. Jednym słowem młyn.

We wtorek po odstawieniu dzieci do przedszkola postanowiłem w końcu spróbować po raz pierwszy swoich sił w metodzie pod lodowej. Nie posiadając świdra postanowiłem użyć siekiery i chociaż kila minut połowić. Z pomocą przyszedł ojciec kolegi który użyczył mi świdra i dał kilka pierwszych wskazówek co do wędkarstwa pod lodowego. Zakończyłem więc niespełna godzinne łowienie z dwoma okonkami i kilkoma spięciami. Przy okazji wiedziałem już co w wędce musiałem zmienić i jak ją przerobić.

W  środę miałem już skonstruowaną pierzchnie do lodu i przerobioną nieco wędęczkę i dzięki odrobinie wprawy 7 okonków zawitało nad przeręblem.
W czwartek ponownie dokonałem zmian w konstrukcji bałałajki i uderzyłem na lód na godzinne łowienie. Połowiłem kilka palczaków oraz wykułem kila dziur więcej w lodzie. Wieczorem konstruowałem różne kiwaki aby wypróbować różne warianty i kilka lżejszych mormyszek. Hitem okazały się kiwaki z fluocarbonu i zeo memory sprawdziły się znakomicie przy lekkich mormyszkach. Żałowałem strasznie że miałem tylko godzinę na łowienie bo namierzyłem spore płocie z którymi walkę niestety przegrałem tracąc nie tanią wolframową mormyszkę.
Rozgorączkowany czekałem soboty i kolejnej sposobności wypadu nad wodę ale zamiast nad wodę dzięki nieszczęśliwemu upadkowi trafiłem na pogotowie z mocno obtłuczonymi okolicami szacownych czterech liter. Pisząc ten wpis przebywam sobie leżąc w pozycji brzusznej bojąc się głębiej oddychać.

Mimo wszystko cieszę się że spróbowałem nowego rodzaju wędkarstwa który niezwykle do gustu mi przypadł. Mogłem wyrwać się na godzinę z domu zaznać odrobiny ruchu i po przebywać w otoczeniu wspaniałości przyrody.  Nie bagatelną wręcz radość sprawiła mi też możliwość kontaktu z rybą i wielką radością napawały mnie te niewielkie cudnie wybarwione pasiaki. Polubiłem też późno wieczorne dłubanie przy modernizacji bałałajki i wytwarzanie w swoim zakresie kiwoków. Na pewno o ile czas zdrowie a przede wszystkim lodowa pokrywa pozwoli będę kontynuował pod lodowe eskapady mam jeszcze wiele teorii do sprawdzenia i wiele gatunków ryb do złowienia. Wszystkich którzy mają chęci do takiego typu łowienia a nie są dostatecznie przekonani zachęcam więc do wypróbowania swoich sił w tej dyscyplinie wędkarstwa.

Tagi , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *