Pod lodowe koncertowanie.

Cały tydzień mocno kontuzjowany myślałem raczej o lekarzach niż o rybach jednak gdzieś w głowie malował się obraz mnie idącego przez pokryty białym, skrzypiącym, puchem świat dzierżącego w ręku bałałajkę i pierzchnię. Przyznam się szczerze że rozsmakowałem się w krótkich pod lodowych wypadach na ryby. Pokochałem tę pod lodową magię, dłubanie dziur w lodzie i wyłuskiwanie jak na razie małych okonków. Kombinowanie w prowadzeniu mor myszki i grę kiwaka. Mimo odczuwania silnego bólu w okolicy silnie kontuzjowanych czterech liter nie mogłem sobie  odmówić tej odrobiny przyjemności i bardzo chciałem chociaż na kilka minut znaleźć się nad wodą i zagrać okoniom moją melodię na bałałajce.  Wyrwałem się raz dwudziestego trzeciego stycznia z zamiarem rozpoznania pod względem okoni łowiska złów i wypuść na niespełna czterdzieści minut. Od razu nadmienię że ten wypad kosztował mnie wiele bo pogorszyłem swój stan zdrowia i we wtorek wylądowałem ponownie na ostrym dyżurze. Ale z drugiej strony stwierdziłem że było warto gdyż złowiłem pierwszej wykutej dziurze całkiem przyjaznego okonia i przetestowałem kolejny kiwak wykonany pod 2,5mm mor myszki domowym sposobem. Silny ból wyłączył mnie z wędkarskich przeżyć aż do popołudniowych godzin w czwartek kiedy poczułem się na tyle pewnie by ponownie pojawić się nad wodą głównie po to by przygotować kilka otworów w lodzie i odświeżyć stare dziury. Co prawda na lodzie siedział wędkarz jednak prawdopodobnie łowił na spławik więc nie chcąc płoszyć mu ryb nie podchodziłem bawet by się zwyczajowo przywitać.  W piątek dwudziestego siódmego stycznia czułem się już jak młody bóg czytajcie że mogłem nie przygarbiony przejść dziesięć kroków wiec jak tylko moją pociechę odstawiłem do przedszkola to udałem się na łowisko by chociaż czterdzieści minut pograć okoniom na bałałajce. Aby potwierdzić swoje przypuszczenia do trafności wykutych przerębli przemyciłem do auta echosondę i okazało się że z wszystkimi otworami trafiłem w przysłowiową dziesiątkę. Brania okoni nie pojawiały się za często i były jakieś takie mało zdecydowane na 2,5mm mor myszkę więc postanowiłem założyć łezkę wolframową z czerwonym koralikiem dopaloną ochotką i brania zaczęły się od razu poprawiać a to dlatego zapewne że amplituda drgań była odpowiedniejsza. Wyłuskałem kilka niewielkich pasiaków i nieco zmarznięty z wielkim uśmiechem na twarzy wracałem do domu. Szczęśliwy że ponownie było mi dane koncertować rybą na moich gliniakach. Bardzo cieszę się  z tego że mogłem w tak krótkim czasie doznać tylu wspaniałych wrażeń. Nacieszyć oczy zimowym krajobrazem, płuca dotlenić schłodzonym do -10 stopni powietrzem, uszy napełnić dźwiękami skrzypiącego śniegu i oczywiście dłonie popachnić rybami może niewielkimi jednak na lodzie nawet małe może być wielkie. Tymi słowami pragnę zakończyć ten wpis i czekam niecierpliwie poniedziałku aby ponownie móc pograć okoniom na bałałajce tym razem jak wszystko czasowo dobrze się poukłada to wykonanej własnymi siłami.

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *