Kwietniowe karpiowe nosferatu.

Wiosna na dobre zagościła w przyrodzie uśpione snem zimowym życie eksplodowało tysiącem wczesnowiosennych świeżych i soczystych barw. Długo wyczekiwane ciepłe wiosenne dni  mimo swojej wspaniałości budziły w moim wędkarskim sercu smutek. Smutek z racji braku czasu na wyprawę na ryby. Jak wspominałem wielokrotnie już we wcześniejszych wpisach musiałem i zarazem bardzo chciałem przedłożyć obowiązki rodzinno rodzicielskie nad ukochane hobby.
Nie powiem aby sytuacja była dla mnie szczególnie bolesna bo niedostatki z wrażeń z nad wody uzupełniały wspaniałe chwile z dziećmi i cieszyły mnie coraz bardziej zacieśniające się relacje rodzinne.

Mimo wszystko musiałem znaleźć jakikolwiek sposób by nad wodą pojawić się i pomoczyć przysłowiowego kija. Motorem do zagospodarowania nocy był prezes mojego koła który postanowił połączyć przyjemne z pożytecznym i w  nocy z 31marca na pierwszy kwietnia we współpracy z strażakami OSP. Zorganizował akcję przepompowywania wody by wyrównać poziomy w zbiornikach bez własnego źródła wody. Oczywiście zabrał ze sobą tyczkę by uprzyjemnić sobie czas łowieniem więc i mnie z moimi karpiówkami nie mogło zabraknąć nad wodą i w okolicach godzinny dwudziestej drugiej pojawiłem się nad wodą. Wędkarsko odnotowałem jedynie jedno branie w opadzie ale leząc na macie miałem okazję z zachwytem pierwszy raz w tym roku podziwiać wspaniały spektakl który ufundowało mi rozgwieżdżone niebo. Nie było mi dane spędzić całej nocy nad wodą i zostałem jedynie do godziny drugiej w nocy.  Całą sobotę chodziłem rozanielony i rozmarzony do tego stopnia że małżonka zapowiedziała mi że jeżeli jeszcze raz wspomnę o rozgwieżdżonym niebie to będę dzisiaj pod nim spał.
Powiem że wiele się nie pomyliła i o godzinie drugiej w nocy ponownie pojawiłem się nad wodą w poszukiwaniu wiosennych karpi. Niestety kolejny raz bez efektów ale znów obudziły mnie ptasie trele i majestatyczny wschód słońca o godzinie ósmej byłem w domu i mogłem obserwować jak moja familia leniwie budzi się do życia.
Zaszczepiony nocnym bakcylem postanowiłem zmienić się w karpiowego nosferatu i z niecierpliwością dziecka czekałem piątku siódmego kwietnia by po ułożeniu dzieci spać udać się nad wodę i ponownie podjąć próbę złowienia czegoś ładnego. Powiem wam że mimo deszczu spało mi się znakomicie w ciepłych objęciach śpiwora i noc zakończyłem z zerowym wynikiem. W sobotę planowałem kolejna noc ale zmęczenie pracami domowymi i zabawami z dziećmi spowodowało to że odpłynąłem i obudziłem się w okolicach godziny drugiej oczywiście nie zostałem w ciepłym łóżku. Czterdzieści minut później sączyłem kawę obserwując hangery. Punktualnie o godzinie czwartej włączyło się ptasie radio i wszelakie dziobate stworzenia rozpoczęły swoje śpiewy okraszane kaczym skrzekiem. Szczęśliwy szukając osłony przed chłodem w mojej poczciwej skodzie patrzyłem sobie na czerwieniejące niebo na wschodzie. Wkrótce potem miałem bardzo ładny odjazd zasygnalizowany jedynie dźwiękiem obracającej się szpuli gdyż mój sygnalizator postanowił skapitulować i rozładował nie wiem czemu od dwóch lat niewymieniana baterię. Jak się pewnie domyślicie branie zakończyło się w krzakach i oczywiście rwaniem zestawu.  Ponownie powróciłem na tarczy z ryb do domu w objęcia nieco obrażonej żony. A to tylko z tego powodu że kompletnie zapomniałem o czternastej rocznicy pożycia w związku.

 

 

Tagi , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *