Pierwsze próby z tyczką.

Od dłuższego czasu zafascynowany wędkarstwem wyczynowym nosiłem się z zakupem wyczynowego wędziska do łowienia zestawem skróconym popularnie zarwanym tyczką. Tak się składa że jeżeli chodzi o sprzęt wędkarski to jego zorganizowanie przychodzi mi z wyjątkową łatwością. Jednak nie mając doświadczeń w wędkarstwie wyczynowym poszedłem za radą forumowiczów i szukałem używanej tyczki z wyższej półki. Powiem szczerze że ze względu na nierzetelność ludzi trzykrotne próby zakupienia czegoś używanego spaliły na panewce. Więc sfrustrowany kupiłem nowe wędzisko i jak narzazie decyzji tej nie żałuję.

Siedziałem sobie z córeczka w niedziele dziewiątego kwietnia i kombinowałem jak by tu wypróbować nowo nabytą i tyczkę. Gdy nieoczekiwanie moje małe słoneczko zapragnęło jechać na ryby i zaczęło mnie ostro o to molestować. Błyskawicznie więc przygotowałem zanęty i przepakowałem sprzęt z karpiowego na spławikowy. Nadarzyła się w końcu okazja by spróbować swoich sił w wędkarstwie wyczynowym. Szczęśliwy zahaczyłem z córeczką o sklep w celu zakupienia małej ilości co nieco zdelegalizowanych w domu słodyczy. Magdalenie naszykowałem wędkę z metodą gdyż od niedawna rozpoczęła próby rzutowe na wędce z kołowrotkiem. A metoda jako że hak jest zaklejony w zanęcie wydała mi się metodą najbezpieczniejszą. Dodatkową frajdą dla małej było sypanie zanęty do formy i odciskanie koszyka. Magda zaangażowała się w łowienie do tego stopnia że przez większą część zasiadki słodycze pozostawały nietknięte a łowisko coraz częściej i celniej donęcane.

Ja zaś rozstawiłem moje mocno improwizowane stanowisko i porazi pierwszy nad wodą rozłożyłem w pełnej okazałości moją jedenasto metrową tyczkę przegruntowałem łowisko i do wody posłałem dziewięć kul zanęty z ziemia i gliną. Na efekty czekałem jakieś dziesięć minut i spostrzegłem jak mój spławik majestatycznie odjeżdża. Rozpocząłem więc pierwszy w życiu hol ryby na tyczce i uśmiechnęło się w końcu do mnie wędkarskie szczęście gdyż pierwszą moją rybą złowioną na tyczkę był karpik który dzielnie walczył dając mi co nieco w kość. Przydały się godziny spędzone na youtube obserwując tyczkarzy i po kilku minutkach w podbieraku ku uciesze moje córci zameldował się pierwszy karpik.

Pierwsze doświadczenie z tyczką dostarczyło mi tylu wrażeń że musiałem chwilę posiedzieć i złapać oddech. Ale córcia nie dała mi wytchnąć ponaglając tatę przecież musze złowić więcej karpi i większe. Idąc za wskazówkami córci wyjechałem zestawem ponownie w łowisko i po niespełna dziesięciu sekundach ponownie rozpoczęła się epicka walka człowieka i ryby. W tym przypadku nie było już przelewek guma z topu wyciągnęła się na kilka dobrych metrów a dwukrotna konieczność zablokowania zapędów karpia w kierunku zarośli wymagała dołożenia tyczki do pełnych jedenastu metrów. Przy dzielnej pomocy córci udało się w końcu podebrać kolejnego karpia tym razem postanowiłem go zmierzyć miara pokazała trzydzieści cztery centymetry. Emocje związane z holem karpia na zestaw skrócony były wspaniałe i zabawa była przednia cieszyłem się jak dziecko.

Jednak wszystko co dobre szybko się kończy odebrałem telefon od cierpiącej małżonki więc przy akompaniamencie płaczącej córeczki która nie chciała w żaden sposób wrócić do domu gdy ryba bierze. Zabrałem się za zwinięcie sprzętu i naładowany pozytywnymi emocjami wracałem na ratunek mojej najdroższej połowie.

Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *