Wędkarski śmigus dyngus.

Mawia się „Święta, Święta i po Świętach”  tak też błyskawicznie przeleciała mi Wielkanoc roku dwa tysiące siedemnastego  dobrnąłem więc do Lanego Poniedziałku i szczerze mówiąc nie musiałem za bardzo nikogo polewać gdyż niebiosa często rosiły ludzi rzęsistym deszczem ale by nie było ponuro równie często wyglądało słońce.
Staram się bardzo pilnować tradycji w mojej rodzinie więc razem z synami zaplanowałem zasadzkę na córkę, żonę i babcię. Kobiety zostały obficie polane i było przy tym masę uciechy i zabawy. Tradycyjnie w święta staram się też rodzinnie bywać w kościele więc i tej części przeżywania świąt nie mogło zabraknąć  niestety najmłodszy syn stwierdził że będzie spał tylko w ruchu wiec przez całą mszę wędrowałem z wózkiem do okoła kościoła.
Po rodzinnym obiedzie małżonka postanowiła zwizytować teściów a ja nie bardzo utrzymuję z nimi kontakty rodzinne postanowiłem wolny czas wykorzystać na około cztero godzinną zasiadkę.
Oprócz dołożenia słoikowanej kukurydzy nie wiele miałem do spakowania po poprzednim dniu łowienia do auta dorzuciłem jeszcze tylko schnącą matę i podbierak i w dwadzieścia minut później byłem już na łowisku.

W czasie rozkładania sprzętu niebo ponownie postanowiło urządzić mi śmigus dyngus i porządne opady deszczu zmusiły mnie do szukania schronieni a we wnętrzu nagrzanej skody. Po kilkunastu minutkach deszcz ustał a na niebie zagościło przyjemne słoneczko. Wywiozłem więc w sobie znane miejsca moje zestawy i zaparzyłem kubeł gorącej kawy oddałem się przemyśleniom.
Po około pół godzinie postanowiłem nieco się przewietrzyć i rozprostować nogi  stanąłem więc w okolicy wędek i obserwowałem spławiające się ryby. Aż nagle z zadumy wyrwał mnie dźwięk sygnalizatora i gwizd szpuli kołowrotka.  Zareagowałem natychmiast i rozpocząłem hol jak się później okazało niewielkiego karpia o bardzo ciekawym ułożeniu łusek. Niestety mocno krwawił z pyska mimo wszystko po zwróceniu wolności dynamicznie odpłynął w głębinę łowiska. Zawsze zwracam uwagę na dzielność  i kondycję ryb w czasie walki i powiem szczerze że pomimo pancernego jak na tą wodę sprzętu nawet małe osobniki ciężko jest wprowadzić od razu do podbieraka . Ponownie wywiozłem i z racji padającego deszczu schroniłem się w aucie.
Nie minęło nawet trzydzieści minut i lewa wędka ponownie dała znać o sobie niestety był to prawdopodobnie źle zapięty amur i po krótkim kontakcie wyciągnąłem przypon ze zmiażdżoną kukurydzą.

Ponowna wywózka i kolejne  kilkadziesiąt minut oczekiwania ponownie przyniosło małego karpika broniącego się dzielnie przed wprowadzenie do podbieraka.  Powoli kończył mi się dostępny czas ale postanowiłem jeszcze raz wywieść zestaw i na zakończenie zasadki ponownie na macie zagościł mały karpiczek.
Podsumowując zasiadkę mimo popołudniowej pory pogody zmiennej jak nastroje kobiety w czasie ciężkich dni , bardzo mocno ograniczonego czasu udało się wydłubać trzy karpiki. Zaznać kontaktu z przyrodą i poobserwować zmienność przyrody. Dodam że szczególnie zachwyca mnie młoda zieleń i kwiecie jeszcze nie opadłe z drzew. Zjawiska pogodowe i krajobraz łowiska dostarczyły mi tak wielu wrażeń że na telefon spojrzałem gdy otrzymałem wiadomość od małżonki że wraca z dzieciakami do domu.  Miło jest naładować baterie i czuć na własnej skórze wspaniałości jakie daje nam kontakt  z przyrodą.

Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *