Magia majowego poranka.

Maj przeważnie bywa dla mnie bardzo dynamiczny w pracy i życiu prywatnym. Zawsze z tego tytułu cierpi moja wędkarska dusza ponieważ uciekają mi najpiękniejsze wrażenia, krajobrazy wczesnych poranków i dźwięki wiosennej fauny. Szczęśliwie pobyt na ćwiczeniu poligonowym wśród przyrody dostarczył co nieco kontaktu z przyrodą ale brakowało przed oczyma tafli wody i wędzisk malowniczo sterczących nad wodą. W tym roku maj nie był różny od lat poprzednich i wiele się wydarzyło zarówno w życiu prywatnym i zawodowym. Na szczęście końcówka maja była bardziej dla mnie przychylna i udało się wygospodarować co nieco czasu na małą nockę którą planowałem na dzień dwudziesty szósty na dwudziesty siódmy maja. Jednak plany planami a zmęczenie zmęczeniem i usypiając moje pociechy. I ja zapadłem w objęcia morfeusza i zasnąłem razem z dziećmi. Obudził mnie mój najmłodszy syn wiercąc się domagał się zmiany pieluchy. Zająłem się więc najmłodszym Wojciechem i postanowiłem że muszę chociaż na chwilę pojawić się nad wodą.

W lodówce miałem zapas pinki a w aucie wlała się nie otwarta paczka zanęty płociowej  wybór oczywiście padł na tyczkę. Czas miałem mocno ograniczony z racji tego że dzień dwudziesty siódmy maja to dzień urodzin mojej średniej pociechy syna Wiktora który bardzo chciał robić wraz zemną tort a jak wiadomo nie odmawia się dzieciom czasu wspólnie spędzonego na pracy gdyż bardzo zbliża to rodzinę do siebie.
Trzydzieści minut później z zapartym tchem siedziałem w aucie podziwiając mały fragment wody który przebijał się poprzez dziurę w liściach oświetlony wiosennym słońcem  i okraszony malowniczym oparem. Dodatkowo tło muzyczne do tego zjawiskowego obrazu zapewniały żaby i ptaki koncentrując.  Jednym słowem magia, magia wędkarskiego poranka. Nastrojony odpowiednio odetchnąłem pełną piersią zaczerpując wspaniałe wilgotne i rześkie poranne powietrze. W głębi duszy czułem że dzień będzie udany.

Przeniosłem wiec cały wędkarski ekwipunek na wytypowany wcześniej cypelek na którym łowiłem szesnastego maja i oddałem się rytuałowi rozstawiania stanowiska gruntowania przygotowywania zanęty. Co chwila robiłem przerwy by chłonąć klimat i krajobrazy tak cudownego poranka. Poczułem się naprawdę uspokojony i odprężony. Pomyślałem o tych wszystkich ludziach którzy tracą tak przecudowne wrażenia i żyją w ucisku mamony i pogoni za ich jedynym bogiem  pieniądzem, nie chcąc jednak psuć sobie poranka rozważaniami nad losem szarych niewolników odsunąłem te przykre myśli na bok i zająłem się ciężkim nęceniem.

Odczekałem chwilę sącząc chłodny napój pod rozważania wziąłem taktykę i grunt ustawiłem na starcie centymetr nad dnem.  W późniejszym czasie okazało się to słuszną taktyką i na pierwszym topie pozostał on bez zmian do końca wędkowania.  Pierwszy wyjazd zestawu i natychmiastowe branie i w podbieraku zameldowała się wspaniała wzdręga ciesząc oczy wspaniałymi barwami i przyjemnie w czasie holu wyciągając amortyzator w tycze.

Powiem wam szanowni że był to mój pierwszy wypad z tyczką w którym liczba złowionych ryb grubo przekroczyła setkę a większość oscylowała w przedziale dwudziestu, dwudziestu pięciu centymetrów. Miałem przez okres trzech godzin masę pracy a spławik ani razu nie stał w spokoju dłużej niż dziesięć sekund. Posunąłem się do tego że zniszczyłem zadziorki w hakach by sprawniej odhaczać ryby. Po tym czasie brania ustały i pojawiła się plaga sumika karłowatego w łowisku więc postanowiłem zakończyć wędkowanie i wracać do rodziny.

Podsumowując wyprawę połowiłem przewspaniale ręka i bark dawały o sobie znać strasznym bólem a wędkarskie ego było wspaniale podłechtane sukcesem. Zwłaszcza że po drugiej stronie łowiska miałem widownię złożoną ze starszych wędkarzy którzy markotnie gapili się w swoje źle wyważone spławiki w oczekiwaniu na jakiekolwiek brania. Nie mniej wyprawa ta utwierdziła mnie w słuszności zakupienia tyczki i mam w duszy chwilowy rozłam ponieważ mój nikły czas wolny który mógłbym spędzać nad wodą dziele pomiędzy tyczkę i wyprawy typowo karpiowe. Następna wyprawa mam nadzieję że będzie już z pod znaku karpia i amura bo doskwiera mi brak walki z tymi wspaniałymi i walecznymi rybami.

Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *