Pierwsze kroki w wędkarstwie muchowym.

Czerwiec to jeden z piękniejszych miesięcy w roku niesie z sobą przedsmak lata w pracy gonitwa powoli zaczyna wychowywać   a długie ciepłe dni i krótkie noce pozwalają na realizację marzeń.

Ja realizując swoją politykę przeżywania życia zrealizowałem swoje kolejne życiowe marzenie i spróbowałem swoich sił w wędkarstwie muchowym. Jak wiadomo od czegoś trzeba zacząć a w wędkarstwie jak w każdej dziedzinie różnorodność sprzętu jest tak wielka że nie da się samemu ogarnąć całej dziedziny wędkarstwa. Ja miałem łatwiej gdyż w raz ze mną pracuje mój serdeczny kolega Jacek który podzielił się wiedzą na temat wędkarstwa muchowego i odsprzedał jeden ze swoich zestawów.  Tak się złożyło że na dzień dziecka mogłem pojawić się na moment nad wodą i popróbować przekuć teorię na praktykę.
Dzięki wskazówką Jacka i filmom z sieci opanowanie podstawowych ruchów przyszło w miarę łatwo więc w sobotę postanowiłem wybrać się na bojowo na rybki   z muchówką więc uzbroiłem sznur w przypon i muchę i mając do dyspozycji godzinę udałem się na poszukiwania ryb oczywiście tradycyjnie na moich gliniankach.
Obchodząc zbiornik na około zauważyłem klenia który stał nie opodal moczarki i co jakiś czas zbierał jakieś pyłki  z wody. Posłałem więc muszkę w jego kierunku co o dziwo wyszło dosyć zgrabnie i delikatnie podszarpując sznurem nadałem jej ruch przypominający ruch owada który wpadł do wody. Reakcja ryby była natychmiastowa i nastąpiła całkiem przyjemna walka. Na delikatnym wędzisku wszystko odczuwało się bardzo przyjemnie wiec po chwili wyślizgiem na brzegu dał się sfotografować klenik.

Pierwsze koty za ploty pomyślałem i pełen entuzjazmu podążyłem dalej w poszukiwaniu ryb. Nie udało się tego dnia złowić niczego innego jak wzdręgi wielkości palca ale i tak miałem wielka frajdę.  Godzina błyskawicznie się skończyła a ja musiałem wracać do domu w celu szykowania się do imprezy wędkarskiej w której po raz pierwszy miałem przyjemność brać udział jako wespół organizator.

Nie mniej jednak poczułem przyjemność płynącą z przechytrzenia ryb nową metoda i bardzo mi się spodobało wywijanie sznurem nad głową. Brak czasu na pogoń za karpiem spowodował szukanie alternatyw dla metod spławikowo gruntowych i dzięki wędkarstwu muchowemu mogę moją  godzinę po pracy przeznaczyć na kontakt z rybami i przede wszystkim na kontakt z przyrodą. Złapać co nieco oddechu i uspokoić nie rzadko stargane nerwy.

Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *