Magia nad odrzańskiej Nocy.

Czerwiec chylił się ku końcowi, na polach żółć rzepaków zastąpiły kłosy powoli srebrzącego się jęczmienia. Ptaszki w gniazdach obrosły już w piórka i wróble z gniazda, które mogłem obserwować z okna sypialni rozpoczęły lekcje latania. Również półrocze w pracy było za mną i powolutku zmierzając do urlopu hamowałem swoje zapędy. Nastrojony nostalgicznie z powodu upływającego czasu gdyż w czerwcu rokrocznie zmieniam cyfrę w rubryce wiek. Niby przyroda w około eksploduje pełnią życia i pełno nowego życia w około a mi czerwiec zawsze kojarzy się z przemijaniem może z powodu urodzin nie mniej żyję z piętnem człowieka, który zdaje sobie sprawę z przemijającego czasu.
Czas upływał a ja nie mogłem wygospodarować wolnych chwil na tak ukochane hobby i gdyby nie codzienne treningi z wędką muchową byłbym całkowicie rozładowany emocjonalnie.

Postanowiłem wygospodarować, chociaż chwilę na połowienie karpi w czerwcu gdyż cały czas poświęciłem na tyczkę i łowienie muchowe. Okazja sama się nadarzyła, gdy mój szanowny kolega Jarosław zasiadał na karpia na rzece Odrze i nieopatrznie się pochwalił przez telefon, że wrócił do łowienia karpi. Bezceremonialnie wprosiłem się na jego miejscówkę oczywiście czas znalazłem wtedy, gdy moje stado już smacznie spało.

Po blisko trzydziestu minutach drogi po nadbrzeżnych dzikich drogach pojawiłem się przy ścieżce która po jakiś dwustu metrach otwierała się na przepięknie zagospodarowaną i wyrównaną nadodrzańską miejscówkę.  Po usunięciu przeszkód które uniemożliwiały ewentualnym posiadaczom wjazd na tak wspaniałe miejsce dojechałem nad sam brzeg rzeki .

Przywitałem się i przez moment stałem podziwiając  krajobraz.  Jarek  chyba mnie zrozumiał bo trwaliśmy w ciszy jakieś kilkanaście minut i tylko szybko zapadająca noc przypomniała mi o tym że trzeba przynajmniej wędziska do wody wstawić.
Jak proste jest łowienie nad rzeką nie trzeba stojaków ton sprzętu mata, podbierak podpórki i wędziska, to wszystko czego do szczęścia potrzeba spanie wymoszczone w samochodzie i to tyle całość trwałą dosłownie pięć minut.

Wróciliśmy wspólnie do kontemplacji przyrody, popijając chłodne złociste.  Patrzyłem na ostatnie poblaski dnia odbijające się w tafli rzeki która dziś wyglądem przypominała jezioro jej toń mąciła tylko drobna ryba która gdzieniegdzie zbierała paprochy z powierzchni wody. Gwiazdy również jak w zwierciadle odbijały się od powierzchni wody świerszcze i żaby rozpoczęły swoją symfonię. A my trwaliśmy w ciszy skupieni  chłonęliśmy przyrodę nie tylko zmysłami ale też duszą. Nawet komary atakujące z zajadłością piranii nie były swoimi zapędami popsuć uroku nadodrzańskiej nocy.

Zziębnięci  i zgłodniali rozpaliliśmy ognisko i upiekliśmy kiełbaski  po czym udaliśmy się na spoczynek. Nie dała nam jednak rzeka Odra pospać w nocy gdyż byliśmy co chwila atakowani przez piękne klenie które dzielnie pobierały przynęty przeznaczone dla odrzańskich karpi.  Jak szybko minęła nam noc i poranek zdałem sobie dopiero z tego sprawę gdy spojrzałem na zegarek. Nie starczyło czasu nawet na poranną kawę i nieco spóźniony wracałem do domu.
Musiałem  mocno koncentrować się na prowadzeniu pojazdu ponieważ częścią siebie byłem jeszcze nad rzeką i przeżywałem  ponownie piękno przyrody.

Gdy stanąłem na progu domu spodziewając się małej awanturki ze strony małżonki  dostałem tylko wielkiego przytulasa i ostrzeżenie bym był cicho gdyż dzieci jeszcze śpią. Żona zapytała się mnie tylko jak było a ja uśmiechając się pod nosem odpowiedziałem że wspaniale.

Tagi , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *