Rodzinny wrześniowy weekend.

Wrzesień miesiąc który rok rocznie przynosi mi największe sukcesy wędkarskie i niezmiennie kojarzy mi się z rybami. Zawsze starałem się by ten jak że ważny dla wędkarzy miesiąc obfitował w wyprawy wędkarskie umożliwiające złowienie życiowych okazów. Wyobraźcie sobie najmilsi jak mocno  cierpiała moja wędkarska dusza gdy okienko w kalendarzu wskazywało koniec  pierwszej dekady września a ja nie maiłem możliwości czasowych na chociażby pięcio minutowy pobyt nad wodą. Serce bolało ale nie miałem innego honorowego wyjścia z sytuacji jak rzetelnie pracować.

Wracałem więc do domu zawsze z opóźnieniem i nie udawało mi się o czasie opuścić miejsca pracy. Powoli szarzałem jak przeciętny korpoludek.  Sytuacja taka  nie mogła mieć miejsca. Nie powiedziałem sobie w duchu trzeba jakoś się oderwać na chwile przestać myśleć o pracy i coś w końcu zrobić.

Z piątku na sobotę  podłączyłem się na późną noc  na akwen Okońiówka  do prezesa mojego koła a rankiem zabrałem dwoje starszych z moich urwisów do lasu na grzyby. Wyprawa była poważna i dzieciaki srogo wyposażone w plecaki z prowiantem i czapki z daszkiem, dzielne maszerując wyruszyły ze mną do pobliskich Borów Niemodlińskich w poszukiwaniu grzybów.

Powiem szczerze że ponownie w oczach łza mi się zakręciła kiedy sobie przypomniałem moje i braci pierwsze wycieczki na grzyby z moim ojcem.  Od razu na myśl nasunęła mi się refleksja i ożyły wspomnienia nielicznych chwil spędzanych na zabawie z tatą.  Otrząsnąłem się po kilkunastu metrach i całą swoją uwagę poświęciłem już dzieciom.

Sucha pogoda i dość późna pora nie pozwoliły grzybni wydać owoców jednak i tak prowadząc moje pociech starą moją ścieżką znaleźliśmy kilka ładnych sztuk grzybów nie zbieraliśmy ich jednak. Zostawiliśmy je tam gdzie rosły. Po przebyciu ośmiu kilometrów szczęśliwe i zmęczone dzieci  wróciły do żony która przyjęła nas słodką niespodzianką . Poczułem ponownie że żyję i całe stresy związane z pracą odeszły gdzieś. Spędziłem czas z dziećmi do wieczora i ponownie na noc zniknąłem na ryby rano było mi strasznie mało łowienia i czułem srogi niedosyt, więc po niedzielnej sumie i obiedzie zarządziłem na przekór małżonce rodzinny wypad na ryby.

By zapewnić maksymalny komfort rodzinie zabrałem kemping by zmęczona małżonka wraz z synami miała gdzie odbyć drzemkę  Na łowisko z racji bliskości dostępności i dużej wykoszonej łąki na której miały odbywać się gry i zabawy wybrałem moje ukochane glinianki. Wyruszył więc nasz mały rodzinny konwój złożony z dwóch samochodów i przyczepy by okupywać  gliniankę sportową. Magdalena jako doświadczony sternik mojej łódki RC pomogła wywieść zestawy a Wiktor wraz z żoną i Wojciechem kibicowali jej przy tej czynności. W czasie wypadu rodzinnego odnotowaliśmy jedną rollę niestety spiętą w zaczepie gdyż trzymając Wojciecha na rękach nie byłem w stanie podjąć holu.

Nie przejąłem się jednak utratą ryby, spędziłem cudowny aktywny czas z rodzinną łącząc hobby i obowiązki głowy rodzinny.  Przy okazji w rozmowie z małżonką podjęliśmy decyzję o zakupie nowszej w pełni wyposażonej przyczepy, kempingowej. By wyjeżdżając całą familią nad wodę mieć komfortowe i godne warunki do bytowania z toaletą włącznie. Kilkadziesiąt godzin weekendu z dziewiątego na dziesiąty września pozwoliło mi ponownie zobaczyć kolory otaczającego mnie świata i wejść w nowy tydzień silnym i mimo zmęczenia fizycznego psychicznie wypoczętym.

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *