Wrześniowy spontan.

Nadszedł czternasty września i nadarzyła się okazja by ponownie pojawić się nad wodą. Wybrałem więcej wolnych godzin niż potrzebowałem na załatwienie spraw i zostało około trzech niewykorzystanych godzin przed powrotem planowym w okolicach godziny szesnastej do domu. Przypadkowo mam manię stałego wożenia sprzętu w aucie w razie gdyby się nadarzyła okazja do spontanicznego wypadu nad wodę i jak zapewne się domyślacie takowa okazja sama się pojawiła. Niby godziny mało sprzyjające wędkarskim eskapadom nie mniej gdybym miał się patrzeć na godziny to w tym roku nie połowił bym wcale. Łowię w takich godzinach w jakich mogę pojawić się nad wodą i przyznam że takie łowienie przynosi całkiem ciekawe rezultaty.

Pojawiłem się więc w okolicy trzynastej na moich glinianeczkach błyskawicznie rozłożyłem sprzęt i zrobiwszy całkiem srogie worki PVA posłałem w wody glinianek moje zestawy. Przysiadłem na masce samochodu i szczęśliwy chłonąłem ciepło wrześniowych promieni słonecznych i cieszyłem się lekkim a ciepłym powiewem wiatru. Z uczuciem szczęścia spojrzałem na wodę i w chwile później zobaczyłem srebrne auto zbliżające się do  stawów.  Rozpoznałem szybko samochód prezesa który również  w pracy nie wysiedział i musiał skorzystać z uroków tak pięknego dnia.
Przywitaliśmy się serdecznie i  oddaliśmy się kontemplacji tak cudnego dnia. W powietrzu wisiała już jesień a nitki babiego lata oblepiającego  żyłki i srebrzącego się w świetle słońca znakomicie o tym przypominały.

Po kilkudziesięciu minutach moja lewa wędka drgnęła po czym sygnalizator dał znać o sobie i rozpocząłem hol. Ryba szła jakoś dziwnie i kręciła pod powierzchnią młynki . Zdziwiony na końcu zestawu zauważyłem szczupaczka. Szczupaczka który był zapięty w sposób typowy dla karpi za dolna wargę tak jak by chciał pobrać kulkę. Zdziwiony ostrością haka który przebił twardy pysk szczupaka uwieczniłem pistoleta na zdjęciu i zwróciłem mu wolność.  Szczęśliwy ze złowienia rybki nie zdążyłem ponownie przerzucić  gdy druga wędka dała o sobie znać atomowym odjazdem. Wiedziałem już co będzie na końcu wędziska. Po kilku minutach na macie zagościł bojowy mały golec.

Szczęśliwy ze złowienia dwóch ryb postanowiłem już nie przerzucać zestawów spakowałem kije porozmawiałem jeszcze chwile z prezesem i punkt szesnasta pojawiłem się w domu.  Po szybkim obiedzie zabrałem całe moje stado na spacer by wchłonąć jak najwięcej z tak cudownych słonecznych promieni. Szczęśliwe dzieci zbierały kasztany i cieszyły się urokami późnego lata.

 

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *