Grudniowy multi method day.

Grudzień mijał pracowicie a ja miałem zajęty kolejny weekend  służbą. Z biegiem lat pogodziłem się z takim układem pracy i zajęte święta i weekendy odbijam sobie zwykle wybierając należne za nie dni wolne. Służba z soboty na niedzielę była na tyle spokojna że należne trzy godziny snu wystarczyły by pokryć moje skromne zapotrzebowanie w tej materii. Więc dziesiątego grudnia tuż po zdaniu służby zdzwoniłem się z Darkiem by spędzić kilka miłych chwil z wędką na rybach. Na nasz cel wybraliśmy Dąbrowskie glinianki dlatego głównie że miałem tam ostatnimi czasy fantastyczne rezultaty.

Niestety moje ulubione zimowe łowisko było skute lodem i miałem do wyboru łowisko sportowe tyko w niewielkim stopniu przymarznięte. Nie zastanawiając się długo rozłożyłem tyczkę i ciesząc się słoneczną a zarazem mroźną aurą przystąpiłem do gruntowania łowiska. W kilka chwil później pojawił się Darek z feederami.

W końcu od dłuższego czasu mieliśmy szanse porozmawiać i poprzebywać razem nad wodą bo od września nie mieliśmy takiej sposobności. Ryby współpracowały słabo udało mi się wyłuskać jedynie trzy płocie co nie zaspokajało mojego apetytu na łowienie. Niestety czasami tak bywa że ryba nie współpracuje a może i mi nie chciało podejmować się większej kombinatoryki. Wolałem porozmawiać i pocieszyć się zimnym a zarazem słonecznym dniem niż na siłę dłubać płoteczki.

Na rozmowie w wybornym towarzystwie bardzo szybko upływał czas na rybach dodatkową atrakcją były testy nowego czteroskałdowego karpiowego kija Darka. Szczerze przyznam że byłem niezwykle zaskoczony jego pracą i sposobem w jakim blank ładował się w czasie rzutu. Kijek ze 120g ciężarkiem spokojnie niósł na ponad siedemdziesiąt metrów. Jednak zwinąwszy tyczkę i ja miałem się czym pochwalić Darkowi pokazałem mu mój sandaczowy jednoskałdowy kijek a skoro już wydobyłem wędkę spinningową to głupio było jakoś tak kończyć wędkowanie nie oddawszy chociaż kilku rzutów.

Tak więc w nadziej na sandacza wykonałem kilkadziesiąt rzutów nie odnotowawszy żadnych brań postanowiłem obłowić spadek tuż za piaszczystym płytkim obszarem dna gdzie woda dochodziła do max 60 cm. Uznając płytki fragment dna za nie ciekawy przeciągałem szybko przez niego przynętę. Jednak za którymś tam rzutem przypomniał mi się artykuł o rzutach bez sensu który czytałem kilka lat temu. I postanowiłem z eksplorować pozornie nieciekawy fragment dna i poświęciłem mu co nieco czasu podbijając delikatnie gumkę na raz. W idealnie przezroczystej wodzie zobaczyłem srebrny błysk i po ułamku sekundy automatycznie moja ręka zacięła. Na moim kiju zagościł szczupaczek który po krótkiej walce wylądował na brzegu. Piękny akcent na zakończenie dnia pełnego wędkarskich doznań.

Wyjazd mimo że odbyty kosztem snu i wypoczynku po służbie dał mi wiele cennych emocji i wrażeń. Mroźna i zarazem słoneczna aura dostarczyła wielu pięknych widoków a świeże powietrze swoja rześkością pomagało walczyć z sennością. Oczywiście spotkanie z przyjacielem ma też masę atutów.

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *