Karpiowe ostatki 2017

Czas płynął straszliwie szybko szereg spraw wypełniło mój rozkład dnia tak skutecznie że nie byłem wstanie nawet pomyśleć o wędkowaniu mimo wcześniejszych epizodów  z tyczką i spinningiem czułem wędkarski niedosyt a rok i wraz z nim zezwolenie powoli się kończyły. Na szczęście wielkimi krokami zbliżał się piętnasty grudzień a wraz z tym dniem zaplanowany i długo oczekiwany ostatni wypad na karpie w sezonie 2017 połączony z zakończeniem sezonu Sekcji wędkarskiej 10 Brygady Logistycznej.

W piątek piętnastego grudnia już o godzinie dwunastej stawiłem się na łowisku Ademac gdzie wraz z Darkiem przygotowaliśmy ognisko i po wrzuceniu wędek do wody oddaliśmy się dyskusją oczywiście poparliśmy dyskusję kilkoma złotymi argumentami siedząc w cieple przyczepy kempingowej patrzyliśmy jak coraz niżej schodząca temperatura zabiera coraz więcej z toni łowiska. Pokrywając go cieniutkim lodem. Klimat takiej zasiadki jest nie zapominany.

W kilka godzin później dołączył do nas kolega Sebastian i postanowiliśmy napocząć co  nieco zapasy złocistej wódeczki przygotowanej na dzień szesnastego grudnia pod ognisko. Odnotowałem jeden mały odjazd i pełen dobrych myśli udałem się na spoczynek. Rano mróz oszronił cały świat a wolnej od lodu tafli zostało mniej niż połowa powierzchni zbiornika. Było bardzo klimatycznie tak że musiałem cyknąć kilka zdjęć oszronionych wędzisk.

Tradycyjnie nie dane mi było posiedzieć planowych trzech dni na łowisku musiałem więc wrócić do domu w duchu dziękowałem że zachowałem umiar w spożyciu dzień wcześniej.

Siedząc w domu zajmując się dziećmi otrzymywałem od życzliwych kolegów klimatyczne zdjęcia ogniska i śniegu prószącego w tym dniu wielkimi na kilka centymetrów płatkami.

Moja żona spojrzała na moje wewnętrzne rozdarcie i gdy nasze schorowane dzieci usnęły spojrzała na mnie i powiedziała bym pojechał chociaż na chwilę posiedzieć z chłopakami.  Dojechałem więc na koniec imprezy już co prawda nie bardzo było z kim konwersować jednak śnieg i ognisko dawało taki klimat że posiedziałem z kolegom Danielem do godziny 2 w nocy.  Siedzieliśmy rozmawiając przy blasku ogniska a w około padały wielgachne płatki śniegu. Żal było wyjeżdżać z łowiska ale w dniu następnym czekała mnie równie miła niespodzianka.

Wróciłem do domu i zassałem moją małżonkę z całą trójką dzieci w łóżku żona przebudziła się i powiadomiła mnie że dzieci czują się już dobrze przytuliłem moja połowę i nie mając serca roznosić pociech do ich łóżek położyłem się na kanapie a skoro świt prezes koła zadzwonił i zadał retoryczne pytanie czy nie chce jechać na sandacza na łódkę.

W dwadzieścia minut później czekałem na prezesa na brzegu rzeki i w okolicach godziny 7:30 mieliśmy zwodowaną łódkę i już w pełni szczęśliwi oddawaliśmy pierwsze rzuty w poszukiwaniu sandaczy.

Klimat łowienia z łodzi był również fantastyczny opady śniegu i  mroźna aura dodawały tylko uroku zimowemu spinningowaniu. Niestety ja jako początkujący zmarnowałem dwa brania sandaczowe a prezes złowił trzy szczupaczki. Pierwszy raz spinningując w tym sezonie w czasie tak niekorzystnej pogody zapomniałem jednego niuansu garderoby to jest rękawic więc po trzech godzinach wędkowania na wietrze i śniegu z deszczem moje ręce nie były w stanie trzymać już wędziska. Zakończyliśmy spinning i wyciągnąwszy łódkę rozjechaliśmy się do domów.

Jak wspaniale było wrócić do ciepłego domu i wypić pierwszą w tym dniu kawusię. Żona z uśmiechem skomentowała moje zniknięcie stwierdzając że jestem nienormalny a cudownie ozdrowiałe dzieci obległy mnie gromadą nie dając chwili spokoju namawiały mnie na zabawy. Oczywiście uległem i wspaniale spędziłem niedzielę.

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *