Świąteczna tyczka.

Czas w pracy zwolnił wszyscy powolutku poczuli ducha świąt i wybierali dni wolne chcąc spędzić czas rodzinnie. Zaledwie niewielka garstka nieszczęśników uwijała się jak w ukropie by z końcem roku zrealizować wszystkie przedsięwzięcia zlecone przez przełożonych. Miałem to „szczęście” że i ja przynależałem do tej garstki. O dniach wolnych nie mogło być mowy więc zagryzając zęby patrzyłem na całkiem przyjemną aurę i marzyłem o łowieniu zimnych płoci.
W moich akumulatorkach było coraz mniej prądu a ja musiałem je podładować, nadarzyła się po temu okazja dopiero dwudziestego szóstego grudnia. Pojawiłem się w okolicy godziny dwunastej nad wodą niespiesznie rozłożyłem tyczkę i wygruntowałem łowisko. Rozrobiłem nieco większą ilość zanęty i posłałem jej dwie trzecie w łowisko odczekałem chwilę i rozsiadłem się wygodnie na moim stołku. Spojrzałem na świat który mnie otaczał i całym sobą chłonąłem wszystko to co przyroda miała w tym dniu do zaoferowania.

Po jakiś dwudziestu minutach przypomniałem sobie w jakim celu pojawiłem się na łowisku i pierwszy raz wyjechałem w łowisko zestawem. Wspaniałe słońce mimo że nisko zawieszone ubarwiło złocistymi promykami szary zimowy świat a tafla wody nie poruszana najlżejszym nawet podmuchem wiatru dobijała niczym lustro wspaniałe pokryte nielicznymi chmurami niebo i nadbrzeżną roślinność. W środku tak wspaniałego widoku sterczała antenka mojego spławiczka która po kilku sekundach majestatycznie się przytopiła.

Pierwszą płociom rozpoczęło się to małe świąteczne wędkowanie ryby nie zawiodły mnie biorąc prawie natychmiast po wstawieniu zestawu w łowisko. Ja kosząc płoteczki i wzdręgi czekałem na mały zarybieniowy bonus który prędzej czy później powinien pojawić się na haku. Przewidywania mnie nie zawiodły na w krótce spławik zaczął majestatycznie przemieszczać się w łowisku a ja na tyczce przy zacięciu poczułem miły opór i guma mojego topu błysnęła ostrym pomarańczem wyciągając się na kilka metrów z topu. Miła dla mnie walka zakończyła się sukcesem i w podbieraku pojawił się przyjemny karpiczek zarybieniowy. Podziękowałem mojemu karpikowi za walkę i delikatnie wypuściłem go w łowisko bo nie miałem jakoś serca przetrzymać go w siatce bo by   stresował płocie i wzdręgi.

Donęciłem pozostałą zanętą i wymieniłem przypon. Po chwili powróciły regularne brania płoci i miło spędzając czas łowiłem jedną rybę za drugą. Aż sielankę przerwał telefon od brata że wpada na małe co nieco do domu. Z niewielkim żalem po raz ostatni wyjechałem z zestawem i dostałem kolejny bonus w postaci niewielkiego karpiczka. Szczęśliwy z miłej walki przystąpiłem do zwijania stanowiska.

W między czasie pojawił się kolega Piotr dzięki którego uprzejmości udało się nagrać moment wypuszczania wyników świątecznego wędkowania.

Była to ostatnia ale bardzo owocna wyprawa wędkarska sezonu 2017. Kilka godzin spędzonych nad wodą dało mi dużo wspaniałych wrażeń i cudownych emocji. Kontakt z rybą i przyrodą pozwolił doładować akumulatory i odpocząć od świątecznego rozgardiaszu i większej niż zwykle liczby osób w domu.

 

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *