Lutowy relaks z tyczką

Luty swoimi pierwszymi dniami przyniósł aurę wręcz wiosenną i w sposób bardzo szybki z okolicznych wód znikło pięciocentymetrowej grubości oblodzenie. Niedziela czwartego lutego była dobrym momentem by w raz z prezesem mojego koła Jarosławem zrobić odrobinę przerwy w pracach na łowisku które sukcesywnie od kilku tygodni było pogłębiane i przemodelowywane i po raz drugi zasiąść z tyczką nad wodą. Dodatkowym atutem lutowej niedzieli był fakt że moja małżonka i razem z nią pociechy wizytowały teściów więc miałem przynajmniej kilkanaście godzin wolnych od obowiązków głowy rodziny i zamierzałem spędzić je na łowisku.  Pojawiłem się nieśpiesznie około godziny trzynastej rozleniwiony spożytym wcześniej obiadem rozpocząłem przygotowania do łowienia. Po kilku chwilach wypakowywania sprzętu na łowisku pojawił się Jarek i oboje nieśpiesznie zrobiliśmy zanętę i przygotowaliśmy stanowiska.

Bez presji po raz pierwszy zestawy poszły do wody i jak to bywa przy zestawie skróconym ryby szybko rozwiały wątpliwości związane ze spadkiem wody o 40 cm na wybranej przez nas gliniance.
Godziny mijały przyjemnie płocie, wzdręgi znakomicie dopisywały i wspólnie łowiliśmy je na tępa.

Czas mijał na rozmowie i ciężkiej pracy związanej z operowaniem tyczką gdy wstawiałem po raz n-ty zestaw w łowisko   spławik dziwnie zareagował i po zacięciu poczułem moc na końcu tyczki. Czekałem na to od dłuższego czasu i w końcu mogłem stoczyć kilku minutową walkę z karpiem który po zmierzeniu liczył około 46cm. Zadowolony i cudownie zmęczony zmieniłem przypon i pozwoliłem sobie na chwile wytchnienia i uspokojenia się po tak wspaniałych emocjach. Postanowiłem do nęcić  łowisko i po kilku minutkach ponownie płocie i wzdręgi nie dawały o sobie zapomnieć. Stało się tak że musiałem odebrać telefon od małżonki niestety rozmowę szybko zakończyłem gdyż moja tyczka niebezpiecznie się wygięła i ponownie na jej końcu poczułem większą rybę. Zmęczone ręce wcześniejszym  holem dawały osobie znać więc z racji w miarę czystej wody skróciłem tyczkę do czterech elementów i na przedłużonym topie zakończyłem w miarę szybko walkę z 39cm karpikiem.
Nadmiar szczęścia spowodował że moja twarz szeroko się uśmiechnęła i mimo tego że zmęczony w tym dniu poczułem się spełniony wędkarsko.
Jarek oczywiście musiał posłać w moją stronę kilka epitetów dotyczących moich poczynań z tyczką i świadczących o szczęściu początkującego.  Jednak mina mu nieco zrzedła gdy po zacięciu moja tyczka ponowie wygięła się i poczułem potężne kopnięcie guma z topu wyjechała na dobrych kilka metrów a ja gdzieś w duszy przeczuwałem że delikatny zestaw nie będzie w stanie zatrzymać tej ryby. Jak przewidywałem tak też się stało i nie wytrzymał przypon. Nie było to w stanie i tak popsuć wspaniałego nastroju połowiłem sobie jeszcze kilka chwil i zdecydowaliśmy że czas już wracać do domów. W między czasie szybko zapadał zmrok i należało na tempa się zwijać.

Zrobiliśmy końcową sesję fotograficzną płocie i wzdręgi tradycyjne trafiły do wody a karpie trafiły na patelnie i zaskoczyłem wracającą od teściów rodzinę gorąca świeżo złowioną rybą z patelni. Wspaniała niedziela pozwoliła w pełni naładować akumulatory i spędzić miło czas w zacnym towarzystwie. Dzięki czemu udało się mi przetrwać okres do pierwszego znośnego lodu.

 

Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *