Ostatni dzień urlopu

Urlop chyli l się ku schyłkowi a w zasadzie siedemnasty września był jego ostatnim dniem.  Moja małżonka w przededniu  ostatniego dnia który wywoływał u mnie chandrę przytuliła mnie i przepraszając  powiedziała że wie iż nie połowiłem na urlopie. Ja mimo wszystko uśmiechnąłem się i odpowiedziałem że to nie istotne bo i tak cudownie spędzałem czas z wami.

W ten sposób konwersując siedzieliśmy na kanapie sącząc smakowe schłodzone piwko i nasłuchując śpiących pociech.  Moja zacna połowa sama wyszła z propozycja bym chociaż ten ostatni dzień spędził na rybach. Niestety na taki luksus nie mogłem sobie pozwolić gdyż tradycyjne musiałem przygotować się do pełnienia obowiązków służbowych. Ale w godzinach wczesno porannych mimo wszystko udałem się nad wodę. Po dotarciu na łowisko moim oczom ukazała się pokryta białą rosą i spowita mlecznobiałym  oparem kraina. Wielkie krople rosy osiadały na pajęczynach i tworzyły bajeczne korale. Wilgotne rześkie powietrze cudownie pieściło płuca. Nie chcąc tracić niczego z tego pięknego poranka szybko rozłożyłem wędziska wywiozłem zestawy oraz zaparzyłem kubeł kawy. Zasiadłem w chłodzie i wilgoci w zasadzie jesiennego już poranka i całym swoim jestestwem chłonąłem doznania których dostarczała mi natura. Na wschodzie pierwszy poblask dnia i pojawiającego się z za horyzontu słońca  barwił niebo i oświetlał kłęby oparów unoszące się malowniczo nad wodą. W duchu łajałem siebie za to że zakupiony porządny aparat właśnie w takim celu by uwieczniać  tak cudowne momenty leży sobie na półce w domu a aparat wbudowany w telefon nie jest wstanie oddać nawet 20% piękna budzącego się poranka.  Trwałem tak w oczekiwaniu i przemyśleniach do godziny dziesiątej. Słońce wysuszyło całą wilgoć poranka i rozgrzało mnie po kilku godzinach chłodu i wilgoci. Powoli zaczynałem marzyć o jakimś braniu po chwili jednak stwierdziłem że w sumie i dobrze że brania się nie doczekałem. Dzięki brakowi brań mogłem w spokoju poukładać sobie myśli i potrwać chwile w stanie w którym głowa jest wolna od przemyśleń nastawiona na czerpanie doznań z piękna  przyrody.  Mimo że tym razem żaden telefon nie wzywał mnie do domu stwierdziłem że gdy dzieci są w szkole a najmłodszy syn śpi znajdziemy z moją drugą połową czas dla siebie i spędzimy kilka miłych chwil. Po drodze wpadłem do sklepu kupiłem co nieco słodkości do kawy i udałem się do domu. Gdzie z kolei spędziłem świetnie przedpołudnie z małżonką siedząc na fotelach i wspominając wakacyjny czas.

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *