Ostatni karp 2018.

Temperatury gwałtownie spadały a ja pochłonięty zadaniami służbowymi traciłem sezon. Postanowiłem jednak wykorzystać jeden z licznych zaległych wolnych dni i spędzić kilka chwil nad wodą w poszukiwaniu jesiennych karpi.

Uzbroiłem się więc w pełni i postanowiłem wykorzystać możliwości sprzętowe którymi dysponuje dzięki całkiem niezłemu wyekwipowaniu w sprzęt.  Pełen dobrych przeczuć przesądowałem dno oraz oznaczyłem miejsca łowienia. Zmieniłem przypony z combirgów  na klasycznie line a  linery z małymi jak na mnie hakami i na krótki włos założyłem po jednym  arachidowym orzechu.  Podparłem zestawy mini PVA z mielonym orzechem i melasowaną  alkoholowo zanęta . Takie zestawy powywoziłem w wytypowane miejsca i na pierwsze branie czekałem  dosłownie kwadrans. Niestety hol zakończył się spięciem  podobnie jak dwa inne. Nieco podirytowany  wyciągnąłem zestawy z wody i zacząłem analizować moje przypony. Po niecałym kwadransie nieco je skróciłem o kilka milimetrów wydłużyłem włos i  ponownie wywiozłem moje zestawy na miejscówki. Tym razem moja cierpliwość była nieco dłużej wystawiona na próbę. Zaparzyłem co nieco kawy i sącząc rozgrzewający napar  miałem spokojną chwillę by przeanalizować  karpiowy sezon w roku 2018. Praca i zmienione priorytety spowodowały to że miałem niezwykle mało czasu na ukochane hobby.  Co z kolei przekładało się na jakość i ilość brań. Planowane i zanęcane miejsca na Odrze zostały odwiedzone prze zemnie dokładnie zero razy.  Słabo to słowo powinno przyświecać  karpiowemu sezonowi 2018. Nie mniej ja mogę powiedzieć że dla mnie mimo wszystko sezon był dobry gdyż stwierdziłem że spełnianie się w roli rodzica oraz realizacja zawodowo bardzo dużych między narodowych projektów. Daje również pewien rodzaj spełnienia i zadowolenia.  Tak sobie analizując grzałem się w cieple grzejnika gazowego zainstalowanego w samochodzie aż z błogich rozważań wyrwał mnie długo oczekiwany pisk sygnalizatora. Momentalnie nawiązałem kontakt z rybą i pamiętając o tym że holuje na plecionce miałem tylko nieco dokręcony hamulec kołowrotka by zapobiec zerwaniu przyponu zawiązanego na cienkiej 15lbs plecionce. Przedłużyłem nieco przyjemność płynącą z holu ryby i po chwili na macie zagościł ostatni ale za to ślicznie wybarwiony karp sezonu 2018. Rybka tradycyjnie została opatrzona i uwieczniona na zdjęciach. Wywiozłem ponownie zestawy lecz niestety nie skusił się już żaden karp tego dnia. Wróciłem wiec szczęśliwy do domu korzystając z okazji że dzieci gościły u dziadków oczyściłem i przygotowałem do zimowania sprzęt karpiowy. Jest to smutny moment i bardzo nostalgiczny gdy wypucowany sprzęt składa się do szafy. Tylko dzieci były wstanie mnie uratować od zimowej nostalgii.

Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *