Przed świąteczne okonie.

Nim się obejrzałem nastał 23 grudzień. Przerażony perspektywą końca roku i braku czasu na wędkowanie spojrzałem czule w oczy mojej żony i oznajmiłem że jadę porzucać.  Zabrałem więc okoniówkę i wyruszyłem na moje wody by spotkać się z pasiakiem lub czymkolwiek.

W duszy liczyłem na to że będę miał szanse na spotkanie z jednym z pięciu ponad 50cm pstrągów wpuszczonych jako ciekawostka na jesieni. Uzupełniłem więc zestaw okoniowych przynęt o kilka blaszek na które świetnie pstrągi reagują.  Świat był szary i ponury tylko perspektywa nadchodzących świąt dodawała odrobinę radości w szarościach świata. Dzieciaki tulące się do taty który wychodzi na chwile mówiąte by wrócił szybko. Ciepły dom pachnący przyprawami i świątecznymi przyprawami zapach choinki i gwar tradycyjnego wielopokoleniowego rodzinnego domu. To rzeczy i wartości które nieodwołalnie giną we współczesnym świecie. W takim nieco dziwnym nastroju machinalnie czesałem sobie moje wody co jakiś czas nadziewając się na pozostałości moczarki kanadyjskiej która co nieco utrudniała prowadzenie przynęty.  W końcu po którejś tam zmianie przynęty wstrzeliłem się w stadko i apetyty okoni zamieszkujących moje gliniaki i w końcu udało się coś tam połowic. Niestety szybko musiałem porzucić rybne miejsce gdyż dostrzegłem postać jednego z największych amatorów rybiego mięsa majaczącą w oddali. Z doświadczenia wiem że nie odpuściłby do puki ostatni pasiak nie wyjechał by z mojego dołeczka. Więc zwinąłem się przechodząc obok pożyczyłem wesoły świąt i na pytanie czy coś brało odpowiedziałem przecząco na drugie pytanie na temat zarybień również odpowiedziałem wymijająco.  Po małym spinningu wróciłem chętnie do domu i oddałem się świętowaniu tych najbardziej ciepłych i rodzinnych świąt w naszym kalendarzu.

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *