Niefartowna majówka 2019.

Maj nadciągał wielkimi krokami a moje wędkarskie serce z ekscytacji biło coraz szybciej. Nadchodził czas zaspokojenia wędkarskiego nałogu oraz czas wypróbowania najnowszego nabytku,jakim był kemping dla całej rodzinny. Niestety życie jest życiem i gdyby było usłane różami nie było by tak ekscytujące i nie przynosiłoby radości z realizacji małych rzeczy i małych planów. Ospa wietrzna z Nienacka zaatakowała najmłodszego syna i z wędkarskiego weekendu w formule rodzinnej zrobił się weekend w formule tata plus dwoje dzieci nie ukrywam też przyjemny, ale nie tak jak mógłby być gdyby całość rodzinny była w komplecie.

Zarząd mojego koła wędkarskiego zaplanował w długi kwietniowo majowy weekend szereg zawodów i rywalizacji, a rezygnacja z nagród wszelkim imprezom nadaje ciekawy towarzyski charakter w czasie, których bardziej chodzi o integracje niż wygraną. Ja w raz z rodzinną miałem zamiar brać udział we wszystkich konkurencjach wędkarskich. Udało się mi jedynie wystartować w zawodach spławikowych o puchar skarbnika, na których wstając od integracyjnego ogniska moja ręka podążyła na spotkanie z odłamkiem szkła. Spotkanie to skończyło się wizytą na SOR i ośmioma szwami na prawej ręce. Wyłączyło mnie to z wędkarskich zmagań łowiłem, więc na ciężko stricte karpiowo. Troska o ranę nie pozwalała nawet dotykać ryb nie mniej udało się z dwojgiem moich dzieci pobiwakować i spędzić cudownie kilka wspólnych dni. Mimo tego że weekend zakończył się tak jak zakończył uważam że spędziłem go niezwykle owocnie zacieśniając dodatkowo więzi z dziećmi i w ten sposób starając się wynagrodzić im czas w którym taty miało nie być z powodów służbowych cały miesiąc.

Polub lub udostępnij
Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *