Lipcowa rodzinna zasiadka.

Czerwiec przeminął jak błyskawica podróże służbowe i udział w Zawodach Karpiowych o Puchar Dowódcy 10 BLog nie pozwoliły się nudzić. Ja jednak stęskniony chciałem pojechać spokojnie na ryby i wyłowić się do bólu. Na pomoc przyszli teściowie porywając na kilka dni wakacji dwoje ze starszych dzieci do siebie.

Postanowiłem więc z małżonką i najmłodszym synem pojechać chociaż na jedną noc na ryby i wspólnie spędzić wspaniały czasz. W sobotę szóstego lipca w godzinach około południowych wyjechaliśmy kempingiem na moje ulubione glinianki by spędzić wspólnie kilka miłych chwil. Wojciech korzystając z znakomitej pogody korzystał z uroków wody mocząc nóżki w płytkiej wodzie przy slipie do wodowania łódki. Małżonka korzystała z kąpieli słonecznych a ja miałem czas by spokojne przygotować i powywozić zestawy. Dzień był bardzo słoneczny i ciepły więc słusznie brań spodziewałem się w porze nocnej. Nie dane mi było pospać tej nocy bo już po godzinie pierwszej w nocy zaczęły się brania które trwały aż do świtu. Niestety moja połowa miała inne plany niż robienie mi zdjęć w porze nocnej z rybami więc wszystkie fotografowałem na macie. Dzięki temu że rybka dopisywała i adrenalina buzowała w moich żyłach. Nie czułem potrzeby snu więc prościutko do łóżka zaserwowałem przepyszny omlet mojej połowie a Wojtusiowi ulubione parówki na gorąco. Małżonka dopieszczona śniadaniem stwierdziła że skoro biwakowanie i ryby mają tak wiele uroku to musi częściej bywać na nich. Z uwagi na wysokie upały i nagle zapowiedzianą wizytę prababci musieliśmy skrócić nieco planowany czas pobytu nad wodą i obiad gotowaliśmy już w domu by godnie podjąć miłego nam gościa.  

Polub lub udostępnij
Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *