Ostatni weekend urlopu.

Urlop skończył się szybciej niż mogłem się tego spodziewać, świat oglądany oczami człowieka, który ma wracać do pracy stracił, co nieco na swojej wspaniałości.  Serce ściskał jakiś żal za rybami, które mógłbym jeszcze złowić i tego z braku czasu nie zrobiłem. Zostały mi ostatnie dwa dni weekendu i mimo fantastycznego czasu spędzonego z dziećmi czegoś mimo wszystko mi brakowało.  Jak się moi drodzy domyślicie brakowało mi kontaktu z przyrodą i tego spokoju, który płynie z samego faktu spoglądania na wędki na tle wody. Żona swoim kobiecym zmysłem wyczuła, co dzieje się w mojej głowie i sama wyszła z propozycją bym spędził kilka godzin po południu nad wodą. Przytuliłem drugą połowę i nie patrząc na niezrealizowane zadania w domu pojawiłem się nad wodą która jest mi najbliższa ze wszystkich wód dosłownie i parafrazując w stronę serca.

Auto maiłem wypróżnione z sprzętu wędkarskiego jednak włożenie fotela i sprzętu feederowego zajęło mi dosłownie minutę. Po chwili byłem na łowisku i co jakiś czas mieszałem dochodzący pellet w pojemniku w między czasie rozkładając wędki. Po drodze zaopatrzyłem się w erzac piwa wyjący z etykiety cyfrą 0%, mimo wszystko zimny i cudownie gaszący pragnienie. Zarzuciłem feedery i czekałem wędkarskich wyzwań w duchu licząc na spotkanie z karpiem które grasując w ogromnej przewadze na moim zbiorniku w wadze od 3 -12 kg znakomicie testują wytrzymałość wędkarskich zestawów i testują nerwy w czasie holu. Pierwsze dwa brania zakończyły się na korzyść ryb jednak tuż przed samym wieczorem na macie zameldował się bardzo ciekawie ułusczony karp którego co jakiś czas już udawało mi się łowić.  Tak zakańczając dzień 31 sierpnia powróciłem do domu gdzie przywitał minie najpierw cudowny zapach kolacji i niezwykła jak na godzinę 21 cisza. Małżonka z uśmiechem zameldowała że dzieci padły wymęczone zabawą z tatą i mamy teraz co nieco czasu dla siebie. Ranek pierwszego września był pod znakiem niedospania i cudownego nocnego zmęczenia. Nie miej w tyle głowy bardzo chciałem jeszcze raz na urlopie udać się nad wodę. Z pomocą przyszli dziadkowie porywając małżonkę z dziećmi do siebie a ja po kilkugodzinnej drzemce w godzinach mocno popołudniowych ponownie rozkładałem feedery na łowisku. Czułem w duchu że połowię w dniu dzisiejszym i przeczucia potwierdziły się w stu procentach cztery spinki pod samymi nogami a na deser szalony karp bliski masie 9 kilogramów plus jeszcze dwie przegrane walki z karpiami przed dwudziestą pierwszą to były wrażenia których skutki nie pozwoliły mi zasnąć blisko do pierwszej w nocy. Tak że pierwszy dzień pracy zaliczałem z czterema godzinami snu na koncie i worami pod oczyma. Podsumowując wspaniały weekend nad wodą muszę przyznać, że urlop zakończyłem godnie i mimo niewielu wędkarskich wypraw i tak byłem z niego bardzo zadowolony.

Polub lub udostępnij
Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *