Październikowe złoto.

Październik zagościł na dobre w naszym pięknym kraju. Powoli zaczął malować liście drzew czerwienią, żółcią, pomarańczem i brązem. W górach spadł pierwszy śnieg a w powietrzu było czuć mroźnie ukłucia. Temperatura wody oscylowała w okolicy dziesięciu stopni, co w połączeniu z porywistym mroźnym wiatrem i początkowo zachmurzonym niebem w niedziele szóstego października dobrze nie wróżyło.

Pojawiłem się na łowisku około godziny 11 i po krótkich ustaleniach z wędkującymi wcześniej chłopakami mogłem wywozić pod swoje ulubione drzewo. Obserwując jednak wskazania termometru echosondy miałem nikłe nadzieje na dobre brania ryb. Na wstępie założyłem małe szesnasto milimetrowej średnicy kulki delikatnie podsypawszy każdy z zestawów garsteczką pelletu wywiozłem jeden na wodę głęboką a drugi na płytką. Jakież było moje zdziwienie, gdy po niecałej godzinie miałem pierwsze branie z zimnej wody nie dużego może trzy kilkogramowego karpika. W nadziei na taki wymiar ryb wpadłem na pomysł założenia nieco zmodyfikowanego przyponu do methodfeedera z małym hakiem 10 i pelletem na gumeczce. W między czasie wyszło słoneczko i wzrosła o kilka stopni temperatura wody na płytkim kawałku akwenu dodatkowo wiatr spychający ciepłą wodę zapewne też przyczynił się do stopniowego wzrastania temperatury. Sugerując się właśnie temperaturą postanowiłem obydwa zestawy położyć na płytkiej wodzie. Wywiozłem wędkę z pelletem i nie zdążyłem odpłynąć na 20 metrów modelem, gdy wolny bieg kołowrotka dał znać o braniu ryby. Musiałem skupić się na holu gdyż plecionka 15lbs i hak 10  nie sprzyja siłowym holom. Wędkę wzorem metod feederowcow trzymałem równolegle do lustra wody i spokojne na małym hamulcu zacząłem holować rybę. Początkowo dawałem jej zmoże trzy kilo. Jednak po paru minutach holu masa tej ryby w moich oczach zaczęła rosnąć.  Nie mogłem się śpieszyć za bardzo i używać siły raz w trosce o pysk ryby a dwa że za plecami miałem małe audytorium złożone młodych wędkarzy, którzy ostro dopingowali.  Hol niebezpiecznie wydłużał się a ja mogłem polegać tylko na hamulcu, bo plecionki, na które łowię nie mają rozciągliwości i błędów, o czym mogłem się boleśnie wiele razy przekonać nie wybaczają. W końcu w pełnej krasie ukazał się mój zacny przeciwnik był wspaniały i naprawdę zależało mi na tym by położyć go na macie. Nie spiesznie przeszedłem do końcowej fazy holu i w końcu po kilku moich prośbach moje cudo łagodnie dało się wprowadzić do podbieraka. Miny asystujących kolegów, którzy zobaczyli hak niknący w wardze ryby bezcenne. Dodatkowo muszę przyznać, że po zważeniu ryby kąt rozwarcia ich szczęk wzrósł, co nieco. A będąc szczerym z zadziwieniem oglądałem po raz kolejny pysk ryby po działaniu tych haków nie zauważyłem rozcięć przemieszczeń perforacji i innych negatywnych rzeczy hak z mikro zadziorem siedział pewnie w pysku. By przybliżyć wam założenia holu to wyholowałem blisko 11 kilogramową rybę, na haku feederowym nr 10, plecionce przyponowej 15lbs, plecionce jako lince głównej, na 3lbs karpiówkach a na domiar złego ciężarek o masie 100g nie zszedł z klipa. Nie pytajcie jak to zrobiłem, bo wszystkie zmienne wskazywałyby raczej na nie powodzenie. W końcu po ważeniu opatrzeniu pyska mogłem zrobić upragnione zdjęcie ryby, której złowienia od trzech lat zazdrościłem prezesowi mojego koła. Ryba była tak cudownie wybarwiona dodatkowo wielkie malownicze łuski okraszały tego osobnika karpiowej populacji niczym diamenty szyje jakiejś dorodnej dziewoi. Brakuje mi słów by wyrazić masę emocji, które w tym momencie przepływały przez moją głowę. Uważam, że był to wyczyn sezonu 2019 raz z racji upragnionej ryby dwa z racji udanego holu.

W międzyczasie zegar wybił 15: 00 i musiałem z nieukrywanym żalem się pakować i wracać do mojego stadka dzieci, bo na ten dzień planowana była wyprawa do pobliskiego lasu w poszukiwaniu grzybów. Pięć kilometrów po lesie korzystnie wpłynęło na dzieci i odpłynęły o godzinie 19. A ja otworzyłem butelkę wina by uczcić złowienie tej jednej zazdroszczonej ryby. Nawet moja małżonka przyłączyła się do świętowania i wzniosła wraz ze mną toast za pomyślność i wędkarskie szczęście. Oby kochani sprzyjało nam w czasie wypraw nad ukochane wody.

Polub lub udostępnij
Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *