Październikowe ukojenie.

Jesień wkraczała coraz bardziej w swoją urokliwą fazę malując coraz więcej liści w przecudne barwy. Ja z bólem serca jeździłem w różnych ważnych sprawach z rodzicami, który chwilowo wyłączeni są z prowadzenia pojazdów. Tak właśnie przepadały moje szanse na codzienne ryby, które planowałem w czasie, gdy przyszło mi pełnić dyżury w ciągu nocy w pracy. Oczyma wyobraźni widziałem jak w malowniczej scenerii wypoczywam nad wodą i chłonę całym sobą otaczające mnie piękno. Już raz sprawa miała się tak daleko, że rozkładałem już wędki by połowić, co nieco i telefon przekreślił wszystko gdyż w potrzebie był niesprawny ruchowo przyjaciel rodziny.

Przyznam szczerze, że moja frustracja osiągała już poziom grożący wybuchem. A wybuchów staram się unikać, ponieważ zakłócają mir domowy a na to jako głowa rodziny nie mogę sobie pozwolić by nie kalać negatywnymi emocjami atmosfery w domu. Dzieci i małżonka nie powinny stawać się biernymi ofiarami naszej niemocy. Wierny tym zasadom zapowiedziałem wszystkim, że nie może być tak, że wszystko jest ważniejsze niż moje plany i w sobotę jadę do przyjaciela na zakrapiane urodziny. Niestety praca pokrzyżowała wszystko, gdy dotarło do mnie, że nici z relaksu myślałem, że wyjdę już z siebie. Bez słowa wyszedłem z domu i w końcu pojawiłem się na moment nad wodą wywiozłem zestawy usiadłem i popatrzyłem na tak cudowny barwny spektakl podkreślany promieniami słońca, zaparzyłem melisę okrasiłem cytryną i po paru łykach otworzyłem zawór bezpieczeństwa. W końcu zaczęło schodzić ciśnienie ze mnie stopniowo powoli wyrównywały się potencjały. Mając jakieś nieopisane przeczucie podszedłem do wędek i w tym momencie prawa wędka przyniosła branie. Delektowałem się holem ryby i po kilku chwilkach w podbieraku zameldował się mały karpik, który bardzo mnie ucieszył. Szybkie zdęcie i już miałem wywozić ponownie, gdy moja smycz w postaci telefonu dała znać o sobie niechętnie odebrałem i w słuchawce usłyszałem głos mamy „Syneczku wracaj proszę”, rzekła moja rodzicielka a kto, jak kto ale ona bez powodu nie zawraca mi głowy. W trzy minuty byłem spakowany i wracałem do domu pełen niespokojnych myśli. W domu moja małżonka z racji migreny była wręcz przezroczysta a dzieci domagały się tradycyjnie jej uwagi. Próby odciągnięcia dzieci przez dziadków nie przynosiły skutku. Z wyrzutem popatrzyłem na moją połowę i zadałem pytanie, dlaczego nie dzwoniła. Ona słabo się uśmiechając odpowiedziała, że widziała, w jakim stanie wyszedłem z domu i chciała dać mi chwilę. Przytuliłem małżonkę ułożyłem w łóżku i by poprawić jej komfort dochodzenia do siebie zabrałem moje dzieciaki na wycieczkę rowerową do lasu. Wróciliśmy w godzinach mocno popołudniowych. Dzieci umęczone poszły spać już około dziewiętnastej a ja mogłem popracować dla dobra ojczyzny. Uszło co nieco ciśnienia ze mnie liznąłem ociupinkę wspaniałości jesieni ale zbyt mało w duszy dalej gdzieś krzyczała tęsknota za spokojem za relaksem i kontaktem z przyrodą. Dlaczego w tym naszym nowoczesnym życiu tak dużo uwagi musimy poświęcać zarobkowaniu i sprawą sztucznie wytworzonym przez biurokrację. W myślach czuję potrzebę i to coraz większą zamieszkania gdzieś na odludziu i odseparowania się od spraw współczesnego świata.  

Polub lub udostępnij
Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *