Grudniowa tyczka

Czas ponownie grał mi na nosie świat, co nieco się ochłodził dni stały się niezwykle krótkie a intensywność zadań w pracy nie pozwoliła na pobyt nad wodą dodatkowo kilkudniowe przymrozki pokrzyżowały mi plany odnośnie wędkarskich eskapad. Nim się obejrzałem na świecie był 19 grudnia 2019r a ja od trzydziestu dni nie wędkowałem. Będąc ryboholikiem byłem na głodzie tak wielkim, że z rozpaczą szukałem rozmarzniętego łowiska by tylko spróbować połowić w zimowych warunkach. Jak wielokrotnie na łamach bloga wspominałem zimowe łowienie jest jednym z najlepszych jakie może wędkarzowi się przytrafić.

Przy odrobinie wędkarskiego szczęścia oraz finezji jesteśmy w stanie osiągać niesamowite efekty. Na całe szczęście wędkarze boją się mrozu i nieprzychylnej pogody zostawiając całe łowiska dla mnie. Przyznam że udało mi się zaszczepić zimowe wędkowanie w duszach kilku przyjaciół a i pracując z wędkarską braciom poznałem kilu wariatów takich jak ja dla których nie ma nieodpowiedniej pogody jest tylko nie odpowiedni ubiór. Lata wędkowania pozwoliły skompletować komfortowe wygodne ubrania na zimne dni, po udanych eksperymentach z umundurowaniem państw wszelakich skłoniłem się mimo wszystko do odzieży dedykowanej myśliwym. Mimo nieco odmiennych kamuflaży niż wędkarskie, preferuję odzież myśliwską ze względu na komfort i przede wszystkim dość przystępne ceny. Po krótkich poszukiwaniach udało mi się zająć stanowisko na moim zbiorniku złów i wypuść który w połowie był wolny od lodu. Niestety najgłębsze części zbiornika pokryte były lodem więc nie mając wyboru zasiadłem na metrowej wodzie bardzo sceptycznie nastawiony do tak płytkiej wody. Zanętę w całości podałem kubkiem by powodować jak najmniej hałasu. Mój sceptycyzm odnośnie tak płytkiej wody szybko został rozwiany, gdy spławik co nieco się wynurzył i  po chwili w podbieraku miałem podleszczyka coś koło 200-300g jak na zimę i tak płytkie miejsce uznałem rybę za przyzwoitą. Ucieszony pierwszą rybą ponownie wyjechałem tyczką i po niespełna 4 minutkach ponownie na haku zameldował się kolejny podleszczyk. Łowisko darzyło mnie rybami w przyzwoitych odstępach czasu a donęcanie malutką kuleczka zanęty z kubka co rybę nie pozwalało się nudzić. Niestety awaria telefonu nie pozwoliła uwiecznić wszystkich rybek złowionych tego dnia. A łowiłem do póki nie skończyła mi się zanęta na donęcanie. Posiedziałem jeszcze dwadzieścia minut i nie odnotowawszy zainteresowania ryb przynętą. Zwinąłem cały majdan i wróciłem do ciepłego domu gdzie czekała uśmiechnięta małżonka z ciepłym obiadkiem który smakował wybornie po spędzeniu kilku godzin na chłodzie. Zdziwiony że nie słyszę wyrzutów od drugie połowy zapytałem się o co chodzi a moje kochanie z figlarnym błyskiem w oczach odpowiedziało że potrzebowałem tej wyprawy bo całkiem inaczej wyglądam.

Polub lub udostępnij
Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *