Ostatnia wyprawa 2019

Święta dla rodziny taka maksyma przyświeca mi każdego roku od blisko dziesięciu lat. Na bok idzie hobby, elektronika, działalność społeczna, nie liczy się nic poza rodziną. Czas świąteczny poświęcam na gotowanie, przygotowania i spędzanie wspólnego czasu z rodziną.  Realizując swoją maksymę nie mogłem wyrwać się na wędkowanie a zimne ryby kusiły straszliwie. Dobiłem do soboty 28 grudnia gdy zadzwonił prezes koła z zapytaniem czy nie jadę na tyczkę. Oczywiście odpowiedź z mojej strony mogła być jedynie twierdząca.

Pokrzyżowałem co nieco ta decyzją plany mojej małżonki, ale chęć łowienia przysłoniła małżeński rozsądek. W godzinach około południowych wjechałem na łowisko jednak prace porządkowe na łowisku nie pozwoliły mi zająć planowanej miejscówki. Wzrok mój padł na niedawno modernizowany staw osuszony co nieco z wody dzięki dużej akcji gaśniczej. Dlaczego nie pomyślałem. I nieco nierozważnie wybrałem miejsce bez uprzedniego gruntowania. Wody około metra dziesięciu nie wróżyło dobrze jednak, postanowiłem zaryzykować ponownie na płytkiej wodzie łowienie. Zanętę podałem symbolicznie z kubka i na branie czkałem jakieś dziesięć sekund.  Na haku zagościła całkiem akceptowalna płoć więc ze względu na sprzęt postanowiłem zaryzykować i obławiać dalej miejscówkę. W minutę po pierwszej rybie usłyszałem wysokie obroty silnika i wkrótce wyłonił się wóz prezesa pędząc na miejscówkę. Wyskoczył przywitał się i powiedział że myślał iż zająłem jego stałe tyczkowe miejsce w tym roku jednak o jakiś metr płytsze. Gdy prezes przygotowywał swoje stanowisko ja co kilka minut odławiałem kolejną akceptowalna płotkę. Zabawa trwała w najlepsze a i prezesowi ryba na wodzie dwukrotnie głębszej dopisywała. Odłowiłem około 50 płotek i ponaglany telefonami musiałem wracać do domu. W domu czekały na mnie już moje szkraby wszak tato obiecał spacer i spacer miał być. Szczęśliwy i co nieco wyłowiony spacerowałem całą familią szukając oznak zimy. Była to przed ostatnia wyprawa w roku 2019 bo w niedzielę 30 również udało mi się być na rybach jednak pojechawszy tam nieco zwaśniony z małżonką nie połowiłem i nie miałem serca do dokumentowania swoich wyczynów.

Polub lub udostępnij
Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *